Oczy bolały
Choć wielkiej radości w Zabrzu po meczu w Lublinie nie ma, to punkt zdobyty z Motorem na trudnym terenie z pewnością trzeba uszanować.
Patrik Hellebrand docenia punkt zdobyty w wyjazdowym meczu z Motorem. Fot. Kacper Pacocha / Press Focus
Za drużyną prowadzoną przez Michala Gasparika trudny okres. W ciągu niewiele ponad tygodnia zabrzańskim piłkarzom trzy razy przyszło zagrać na wyjeździe.
Zadowolenie z punktu
Jak ocenić ten trudny test? Raczej pozytywnie. W lidze nie jest może dobrze (dalej wysokie miejsce w tabeli wszystkiego nie oddaje), za to cel udało się osiągnąć w stu procentach w Pucharze Polski, gdzie w 1/4 finału na niezwykle trudnym terenie udało się pokonać rozpędzonego Kolejorza (przed meczem z Górnikiem mistrz Polski zaliczył sześć kolejnych wygranych). Zabrzanie już są w półfinale Pucharu Polski, gdzie zaraz po Świętach Wielkanocnych na początku kwietnia zagrają o finał, kolejny raz na wyjeździe, tym razem z wiceliderem drugiej grupy III ligi, Zawiszą Bydgoszcz.
Co do ligi, to Górnik dołuje. Nie wygrał już pięciu kolejnych ekstraklasowych meczów, dwa razy z rzędu przegrywając u siebie – najpierw z Lechem, a potem z Pogonią po 0:1. W sześciu wiosennych grach udało się zdobyć raptem pięć punktów. Gorszy pod tym względem jest tylko zamykający ligową tabelę beniaminek z Niecieczy, który w 2026 jeszcze nie wygrał, notując trzy remisy i trzy porażki.
Za Górnikiem mecz w Lublinie. W całym spotkaniu padły ledwie dwa celne strzały, oba ze strony Zabrzan i to jeszcze w wykonaniu obrońców – Rafała Janickiego na początku i Erika Janży w końcówce. Jak to spotkanie ocenił jeden z liderów 14-krotnego mistrza Polski, Patrik Hellebrand?
– To był bardzo trudny mecz. Niełatwo grało się na murawie w Lublinie. Było dużo walki. Możliwe, że kibiców trochę bolały oczy, ale musimy to zaakceptować. Zarówno nam, jak i Motorowi grało się ciężko. Po takim meczu trzeba przyjąć punkt z zadowoleniem i już teraz koncentrować się na kolejnym spotkaniu – powiedział czeski rozgrywający.
Dużo więcej grania
Teraz w Zabrzu przygotowania do tego, co będzie w niedzielę po południu, kiedy na Stadion im. Ernesta Pohla zawita Raków – powoli rozpędzający się wicemistrz Polski, który z trzech ostatnich meczów dwa wygrał, a porażka w Poznaniu była po przedniej grze i świetnym widowisku (3:4).
– Czeka nas domowy bardzo ciężki mecz z Rakowem i już teraz o nim myślimy. Zawsze następny mecz jest najważniejszy. My jesteśmy zespołem, który chce grać piłką. Z Motorem musieliśmy grać nieco inaczej, prościej, często piłką do przodu, szukać długiego zagrania. Mecz na pewno nie był dobry, ale punkt przyjmujemy z szacunkiem – podkreślał Hellebrand.
Z Częstochowianami Zabrzanie w końcu będą chcieli u siebie zapunktować i zgarnąć pełną pulę. To będzie o tyle ciekawy mecz, że obie drużyny mogą na siebie trafić ponownie w najbliższych tygodniach. Jedenastka spod Jasnej Góry też jest przecież w półfinale Pucharu Polski, gdzie na początku kwietnia zagra u siebie z GKS-em Katowice (chyba że awansuje do 1/4 finału Ligi Konferencji i trzeba będzie szukać nowego terminu – dop. red.). Zespołowi trenera Gasparika o tyle będzie łatwiej w niedzielę, że przecież Raków będzie po trudnym pucharowym boju z Fiorentiną w czwartek wieczorem.
Częstochowianie w bieżących rozgrywkach zagrali już 39 razy, Zabrzanie – 28. Im dłużej trwa sezon, tym bardziej będzie to pewnie widoczne, czego przykładem jest w ostatnim czasie słabiej grająca Jaga, która – jak Raków – też ma na koncie 39 gier w bieżących rozgrywkach.
Piłkarze z Zabrza sami nie do końca są zadowoleni z ligowych wyników, teraz będą więc dodatkowo zmobilizowani. Bilety na spotkanie, przy zapowiadanej w miarę pogodnej aurze i o korzystnej porze (niedziela, godzina 17.30), sprzedają się dobrze – rozeszło się już ponad 12 tysięcy wejściówek. Wiele wskazuje więc na to, że po raz kolejny w sezonie granica 20 tysięcy kibiców na widowni powinna zostać przekroczona.
Michał Zichlarz
