Obyśmy nie dali się sprowokować!
Rozmowa z Jerzym Dudkiem, byłym reprezentantem Polski, uczestnikiem finałów MŚ 2002, triumfatorem Champions League
Robert Lewandowski i Matty Cash – polskie rodzynki w topowych ligach Europy. Dobrze je mieć! PAP / Leszek Szymański
Jak pan ocenia powołania Jana Urbana na baraże?
- Mógłbym je nazwać „konserwatywnymi”, choć – prawdę mówiąc - nie spodziewałem się wielkich fajerwerków. Poznaliśmy już selekcjonera na tyle, że wiemy, iż nie lubi mieszać w składzie. Mimo wszystkich podpowiedzi z boku postawił na zawodników sprawdzonych, z którymi już pracował. Takich, w przypadku których już wie, czego się spodziewać - nawet jeżeli grają mało w klubie albo ich forma jest poniżej „progowej”. Mam nadzieję, że odwdzięczą się trenerowi za zaufanie. Czekają nas bardzo trudne mecze i każdy będzie musiał dużo swojego zdrowia poświęcić, byśmy wyszli z nich zwycięsko.
Miał pan przed ogłoszeniem powołań własne typy – na zasadzie: „ten zawodnik powinien się znaleźć w kadrze”?
- Jak spora grupa kibiców, „domagałem się” w kadrze Oskara Pietuszewskiego. Wyjazd do Porto i gra w jego szeregach sprawiła, że sam sobie – bez podpowiedzi z boku – zasłużył w oczach selekcjonera na to powołanie; Jana Urbana tylko w ten sposób można do siebie przekonać. Teraz ważne jest, żeby pojawiła się „piłkarska chemia” między trenerem a zawodnikiem. Miałem jeszcze z tyłu głowy dwóch innych chłopaków, ale... z decyzjami selekcjonera się nie dyskutuje!
Jedyna nowa twarz to wspomniany przez pana Pietuszewski. W Porto pokazuje, że jest w gazie. Czy powinien znaleźć się w wyjściowej jedenastce na mecz z Albanią?
- Mam nadzieję, że okaże się „czarnym koniem” obu tych barażowych spotkań! W obecnej formie rzeczywiście mógłby chyba zagrać w pierwszej jedenastce. Pytanie: w jakiej roli. Czy wtedy Robert Lewandowski musiałby usiąść na ławce rezerwowych? A może ustawić Oskara na pozycji drugiej „dziesiątki”? Na te pytania odpowie selekcjoner. Natomiast pamiętajmy, że przed nami – mam nadzieję – dwa ważne, i być może długie, mecze o wielką stawkę. I będziemy w nich potrzebować także piłkarzy, którzy „zrobią różnicę”, wchodząc z ławki rezerwowych. Zawsze trzeba takich mieć, trzymać ich w roli „asa z rękawa”. Idealnym dopełnieniem tej całej pięknej historii, którą na razie Oskar zaczął pisać, byłoby jego wejście na murawę w końcówce i zdobycie gola – takiego, jak w Porto – na wagę naszego zwycięstwa!
Jakie są – pańskim zdaniem – nasze największe atuty przed meczem z Albanią?
- Absolutnie najważniejszym atutem jest doświadczenie poszczególnych naszych reprezentantów i całej ekipy jako drużyny. To będzie już trzeci baraż tej reprezentacji; wiemy, jak wiele emocji i zdrowia kosztowały nas wcześniejsze spotkania o taką stawkę. Najistotniejsza w nich jest zawsze walka i wiara do końca; w żadnym momencie nie można powątpiewać, że coś się nie uda. Kolejny argument: kilku naszych kadrowiczów prezentuje w tym momencie bardzo dobrą formę. W rewelacyjnej dyspozycji jest od dłuższego czasu Piotrek Zieliński, powinien być stuprocentowym liderem naszej linii pomocy. Janek Bednarek z Kubą Kiwiorem – i tak już z dużym doświadczeniem kadrowym – w Porto jeszcze urośli, lepiej się poznali. Do tego dochodzi niesamowita wartość osobowa i piłkarska Roberta Lewandowskiego. Nie zapominam o Mattym Cashu, i – w kontekście drugiego meczu – o Nicoli Zalewskim. Reasumując: mamy bardzo dobrze zbalansowany skład. Najważniejsze natomiast jest to, by już od poniedziałku, od momentu rozpoczęcia zgrupowania, każdy z piłkarzy koncentrował się wyłącznie na meczu; by mentalnie miał świadomość tego, co nas czeka. Nawet dwudziesty zawodnik tej drużyny może w decydującym momencie zrobić różnicę.
Co budzi u pana niepokój, jeśli chodzi o to spotkanie?
- Obyśmy nie dali się niepotrzebnie sprowokować rywalom! Wiele zależy od tego, jak mecz się będzie układał. Jeśli uda się szybko „napocząć” przeciwnika, mecz powinien się nieco rozluźnić. Natomiast w innym przypadku musimy trzymać nerwy na wodzy; nie ulec boiskowym prowokacjom – których na pewno nie zabraknie. Niepotrzebne nam jakiekolwiek osłabienie. Nie chodzi o to, by nie grać agresywnie, by cofać nogę w sytuacjach stykowych. Na pewno natomiast powinno w takich chwilach wyjść owo boiskowe doświadczenie: wiedza, kiedy „wejść w challenge”, a kiedy odpuścić. To wielka wartość, którą – mam nadzieję – wykorzystamy. Sportowo „na papierze” mamy lepszy zespół i w czwartkowy wieczór trzeba po prostu dobrze wykonać swą robotę.
Począwszy od pana, poprzez Artura Boruca, Łukasza Fabiańskiego, Wojciecha Szczęsnego, kadra od ćwierć wieku miała solidną i pewną „jedynkę”. Kontuzja Łukasza Skorupskiego, wybranego przez Jana Urbana „jedynką”, jest dużym problemem?
- Niektórzy mówią wręcz o kryzysie wśród bramkarzy! Ja bym tego słowa nie użył. Po prostu mamy w tej chwili mniej doświadczenia na tej pozycji. Wcześniej wykuwało się ono poprzez lata dobrej gry kolejnych bramkarzy; byliśmy o bramkę spokojni. Kiedy Wojtek Szczęsny pożegnał się z kadrą, został nam w zasadzie tylko „Skorup”: jego konkurenci nie mieli okazji, by zbudować wcześniej reprezentacyjne doświadczenie, pewność siebie. To się może dopiero wykreować regularnością występów w kadrze, czy to Kamila Grabary, czy Bartka Drągowskiego.
No właśnie: kto i dlaczego powinien zagrać w bramce przeciwko Albanii?
- Wydaje mi się, że w tym momencie Drągowski jest na spadku swej amplitudy rozwojowej. Powrót do polskiego klubu, na dodatek mającego problemy z wynikami, można nazwać regresem. Może Bartek jeszcze się odbije, ale mam wrażenie, że ten szczytowy moment, ten „sufit” w karierze, ma już za sobą. U Grabary ten „sufit” jeszcze wciąż jest nad nim, jeszcze wciąż może do niego doskoczyć, może go przebić. Domyślam się, że dywagacje w sztabie na temat obsady pozycji między słupkami będą gorące. Moim zdaniem – właśnie dzięki tendencji wzrostowej, o której mówiłem – powinien zagrać Kamil. Jeśli będziemy na niego konsekwentnie stawiać, być może wykreuje się nam ktoś, dzięki komu będziemy mówić, że znów polska bramka jest silna. Na to jednak potrzeba trochę czasu, trochę zaufania. Ale musimy inwestować w tych, którzy albo wciąż się rozwijają, albo – jak Łukasz Skorupski – po prostu utrzymują wysoki poziom.
Jakub Moder w miniony weekend strzelił gola Ajaksowi. O powtórkę poprosimy w meczach reprezentacji! Fot. PAP / EPA
Czego spodziewa się pan po powrocie Jakuba Modera do reprezentacji?
- Nie chcę powiedzieć, że jestem wielkim fanem Kuby, choć... jestem. Wydaje mi się, że jest najbardziej nowocześnie grającym pomocnikiem naszej reprezentacji. W każdej topowej drużynie jest zawodnik, który potrafi grać i na „szóstce”, i na „ósemce”, i nawet na „dziesiątce”. I to wszystko po kilkanaście razy w jednym meczu, co oczywiście dezorientuje przeciwnika. Kuba i w Brighton, i w Feyenoordzie tak właśnie grał i gra. Jest w Holandii bardzo chwalony za tę uniwersalność. Chciałbym, żeby zapomniał już o tych wszystkich kontuzjach, żeby się przemógł. Ja wiem, że to jest trudne psychicznie i mentalnie, ale reprezentacja bardzo go potrzebuje!
A propos tych jego kontuzji: jest dziś w formie, która predestynuje go do pierwszego składu?
- Skoro jest gotowy do gry w Feyenoordzie, powinien być i wartością dodaną dla kadry. Natomiast mamy w środku pola Bartka Slisza i Piotrka Zielińskiego. Jeden jest bardziej defensywny, drugi bardziej kreatywny. Balans jest zachowany; postawienie na Modera oznaczałoby pewnie konieczność rezygnacji ze Slisza. Wiedząc, jakie ciągotki do gry do przodu ma Kuba, wydaje mi się, że lepszy byłby na ten drugi, finałowy mecz. Myślę, że tych parę treningów pozwoli się selekcjonerowi dobrze przyjrzeć zawodnikom i opracować plan ich wykorzystania z jak największym pożytkiem, i w zależności od rozwoju boiskowych wydarzeń.
Zakładając, że Albanię pokonamy, z którym rywalem wolałby pan zagrać w finale baraży?
- Czwartkowy mecz będzie trudny – jak każdy poprzedni z Albańczykami, a przecież w ostatnich latach dość często z nimi graliśmy. Ale pamiętam, że bardzo szybkim graniem, szybką wymianą piłki, potrafiliśmy im wybijać z rąk wszystkie argumenty: agresywność, grę w kontakcie. Jeżeli uda się nam wygrać – a głęboko w to wierzę – to lepszym przeciwnikiem będzie Szwecja. Mieliśmy już z nią zwycięską konfrontację o tak wielką stawkę. Szwedzka drużyna jest w dużej przebudowie, a poza tym chyba styl gry Skandynawów może być dla nas nieco bardziej „przyjazny”. Szwecja „na papierze” wygląda dobrze, ale jej gwiazdy obecnie nie imponują wielką formą, nie mówiąc już o paru kontuzjach ważnych graczy. Natomiast pamiętajmy, że wszystkie drużyny tak naprawdę startują od zera i każda z nich ma swoje marzenia. O tym, komu uda się je spełnić, zadecyduje siła motywacji, osobowości i inteligencja gry.
Jan Urban i Jacek Magiera – najlepsze, zdaniem naszego rozmówcy, co mogło się zdarzyć polskiej kadrze. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
Czy w razie niepowodzenia barażowego, Jan Urban powinien pozostać na stanowisku selekcjonera?
- Tak! Żadna zmiana nie spowoduje nagle wielkich osiągnięć. Jasiu musi swą pracę kontynuować nawet wtedy, gdyby spełnił się jakiś czarny scenariusz, w postaci porażki w półfinale czy finale baraży. Nie ma sensu dokonywania roszady na stanowisku selekcjonera. Ten, który miałby przyjść, i tak będzie powoływać tych samych zawodników, a i pewnie ustalać podobny plan gry, bo... nic nowego odkrywczego się nie wymyśli. Przed nami zadanie przebudowania zespołu; jego odmłodzenia. Widzimy, jak rozwijają się piłkarze naszej młodzieżówki, lada chwila na nich spadnie zadanie ciągnięcia zespołu narodowego. Przed nami – po mundialu – Liga Narodów, a więc dobra okazja, by pewne warianty, również personalne, sprawdzić. Zaraz potem – początek eliminacji do EURO 2028. Wszystko będzie się toczyć bardzo szybko, więc kolejna zmiana trenera i „nowe otwarcie” w niczym nam nie pomoże. Na „tu i teraz” duet Jan Urban – Jacek Magiera na tyle dobrze i skutecznie wykonuje swoje zadanie, że powinien kontynuować swoją pracę.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Jerzy Dudek uważa, że mamy lepszy zespół od Albańczyków. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Pres sFocus
