Obudzili się po przerwie

Śląsk pierwszy zdobył gola w starciu z ŁKS-em, ale po siedmiu minutach już przegrywał.

Fabian Piasecki (z lewej) i Artur Craciun zapewnili ŁKS-owi wygraną. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

Łódzki KS wygrał ze Śląskiem po raz pierwszy od dwudziestu lat i jest w tym sezonie niepokonany na swoim boisku w lidze (pięć zwycięstw i dwa remisy). Mający ostatnio dobrą passę Śląsk nie przedłużył z kolei serii trzech zwycięstw i pożegnać się musiał z drugim miejscem w tabeli.

Wszystko co najciekawsze w tym meczu działo się po przerwie, a właściwie po… drugiej przerwie, bo od 52 min przez prawie kwadrans gra była niemożliwa z powodu zadymienia racami. Zapis minutowy bramek i zmian trzeba więc skorygować o ten czas, a w sumie druga połowa została przedłużona o całe 15 minut.

Kozaków za mało w Śląsku

W pierwszej połowie oba zespoły wymieniły się jednym ciosem: w 4 min strzał Benjamina Tomy obronił Michał Szromnik, a w 38. debiutującemu w meczu ligowym 18-letniemu Łukaszowi Jakubowskiemu pomogła poprzeczka po strzale grającego z meczu na mecz coraz lepiej wychowanka akademii Arsenalu, 20-letniego Michała Rosiaka. To jednak nie bramkarze byli głównymi aktorami tego spotkania, bo napastnikom obu drużyn trudno było przebić się przez zaporę linii obronnych. Miłosz Kozak w drugiej linii Śląska nie miał dostatecznego wsparcia, w ŁKS-ie zawodziły skrzydła.

Siedem emocjonujących minut

O wyniku zadecydowało siedem minut. Śląsk objął prowadzenie po strzale Kozaka z rzutu wolnego za faul Artura Craciuna na Rosiaku. Chwilę później Fabian Piasecki doczekał się wreszcie na podanie w pole karne od skrzydłowego Jaspera Loeffelsenda i swoją pierwszą od 19 sierpnia bramką wyrównał wynik. Rosiak i Craciun niedługo potem wrócili na pierwszy plan tego spektaklu, bo wrocławianin sfaulował Piaseckiego w polu karnym, a „jedenastkę” wykorzystał bezlitośnie stoper ŁKS-u rodem z Mołdawii. Teraz górą był Craciun, a Rosiak ten dobry do tej pory występ powinien był zakończyć z czerwoną kartką, bo nie wiedzieć czemu sędzia nie dał mu po faulu w polu karnym drugiej żółtej.

Poprzeczka zawieszona... w dobrym miejscu

Zadanie utrzymania prowadzenia przez następne pół godziny było dla ŁKS-u bardzo trudne, ale zostało zrealizowane, mimo coraz większej przewagi gości w końcowej fazie spotkania. Znów jednak od napastników lepsi byli obrońcy i… poprzeczka łódzkiej bramki, od której w tym meczu piłka odbiła się trzy razy, w tym po strzale Antoniego Klimka w 12. (!) doliczonej minucie. W spotkaniu dwóch równorzędnych zespołów więcej szczęścia mieli jednak gospodarze.

Wojciech Filipiak

OCENA MECZU ⭐

◼  ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)

0:1 – Kozak, 67 min (wolny), 1:1 – Piasecki, 70 min, 2:1 – Craciun, 74 min (karny)

ŁKS: Jakubowski – Loeffelsend (84. Krykun), Rudol, Kupczak, Craciun, Norlin (90+4. Głowacki) – Ernst, Wysokiński, Mokrzycki – Toma (90+8. Balić), Piasecki (84. Lewandowski). Trener Szymon GRABOWSKI.

ŚLĄSK: Szromnik – Rosiak (79. Guercio), Szota, Malec, Linares – Samiec-Talar (79. Marjanac), Sokołowski (90+8. Yriarte), Jezierski, Kozak (90+8. Klimek), Szarabura (79. Warchoł) – Banaszak. Trener Ante SIMUNDZA.

Sędziował Jacek Małyszek (Lublin). Widzów 6468. Żółte kartki: Rudol – Rosiak.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się