Obora

LIGOWIEC - Paweł Czado

„Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” – jestem gorliwym wyznawcą tej ludowej formuły. Staram się kierować nią w życiu, jeszcze nikomu bowiem nie zaszkodziła. Piłka nożna jest jednak odrębnym kosmosem. Mam świadomość, że świat wokół niej chamieje, ludzie na stadionach nie tylko przestają zwracać uwagę na własną grubą mowę w towarzystwie innych, ale coraz częściej nie zdają sobie wręcz z tego sprawy. Są wręcz zdumieni, że ktoś mógłby czynić im z tego zarzut. Są w tym, co mnie rzeczywiście przeraża, autentyczni. Gdyby tak nie było, to nie przeklinaliby na trybunach w obecności własnych, chłonących wszystko dzieci. Idealnie to pokazującą, choć wzmocnioną mocno, jakby w soczewce, „przestrzenią” (używam z niechęcią tego sformułowania, stało się słowem-wycieruchem w telewizyjnych relacjach futbolowych) jest właśnie stadion. Tak, zdaję sobie sprawę, że stadion to nie opera, jednak przecież nie powinien być i… oborą. Robi mi się smutno, kiedy w telewizyjnej relacji widzę roześmianego warszawskiego dziesięciolatka podejmującego z chęcią zaśpiew „jazda z ku*wami!” po wyrównującym golu Legii w niedzielnym meczu z Lechem…

Okazuje się jednocześnie, że wulgarność nie jest na stadionach jedynie spontanicznym wyrazem ulgi czy radości, może być również efektem starannie przemyślanym i przeprowadzonym. Niedawno była zmiana czasu, więc fani Ruchu na – bardzo udany zresztą – mecz z liderem z Grodziska Mazowieckiego przynieśli fany w stylu oldschool. To w założeniu sympatyczny pomysł, tyle że była wśród nich kopia prześcieradła sprzed lat, na którym pisało „GKS Katowice, umyjcie ci*y”…

A kiedy spiker podczas meczu Piasta z Cracovią, będącego zresztą festiwalem wzajemnej – wulgarnej oczywiście w formie – nienawiści, apelował bezradnie o zaprzestanie wyzwisk, usłyszał w odpowiedzi gromadny ryk: „Zamknij ryj! Zamknij ryj!” – zaintonowali gromko przybysze z Krakowa...

Żeby było jasne, to jedynie przypadkowe świadectwa z ostatniej kolejki ligowej, które nie mają na celu pokazać, że kibice jednej drużyny są bardziej chamowaci od innych. Egoizm wymieszany z wulgarnością rozplenił się bowiem wszędzie równomiernie, a ludzie będący już częścią tego zjawiska są jedynie… zdumieni lub rozbawieni, pełni przy tym pogardy wobec tych, którym to przeszkadza.

Niestety, przykład idzie z góry. Rozumiem, że ciśnienie jest wielkie, ale nie podoba mi się, że kiedy trener Marek Papszun domaga się od sędziego karnego (zresztą nieprzyznanego), słyszy ze strony sąsiedniej ławki rezerwowych, a konkretnie Mikaela Ishaka: „Shut up!”. Nie podoba mi się, że w rewanżu szkoleniowiec odpowiada piłkarzowi: „Zamknij mordę!”. Nie podoba mi się, kiedy w szatni trener Niels Frederiksen po zebraniu się już wszystkich szczęśliwych ze zwycięstwa piłkarzy rzuca: „Znowu ich wy*uchaliśmy” („fuck them again”) i budzi to ogólny entuzjazm... Poprzednia porażka Legii, sprzed wielu dni, miała miejsce również z Lechem...

Cóż, hasło „futbol łączy” staje się więc pustym, czczym hasłem, bo co z tymi, którzy chętnie przyszliby na mecz, jednak chamstwo ich odpycha… Stadion mógłby być bardziej wypełniony, społeczność wokół klubu mogłaby być większa? A kogo to, ku*wa, obchodzi? Ten tekścik to jedynie zanikający krzyk rozpaczy na tym pełnym łez i „ku*ew” padole.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się