Obnażyli najlepszą obronę

Szymon Sobczak (drugi z lewej) rozegrał najlepszy mecz w sezonie i udanie zastąpił pauzującego za kartki Angela Rodado. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Obnażyli najlepszą obronę
Wisła pozwoliła dojść do głosu Górnikowi tylko na 15 minut. Wygrana 4:0 to dla gości najmniejszy wymiar kary.
Choć bywa chaotyczny, a piłka nie zawsze go „słucha”, coraz więcej daje drużynie. Szymon Sobczak strzelił dwa gole, wywalczył karnego i asystował przy dwóch trafieniach Goku. Krakowianie, którzy przed meczem z łęcznianami mieli najlepszy atak w lidze (32 bramki w 17 spotkaniach), przejechali się po rywalach niczym walec i obnażyli najlepszą defensywę (14 straconych bramek). Świetne spotkanie, wysoki wynik i wyprzedzony rywal, który przyjechał pod Wawel z punktem więcej w tabeli. Szkoda tylko, że przez absurdalnie wysoką karę Komisji Dyscyplinarnej PZPN za zachowanie kibiców „Białej gwiazdy” przeciwko GKS-owi Katowice, przedostatni mecz u siebie w tym roku mogło obejrzeć tylko 5,4 tys. widzów.
Zmiana bramkarza
W Wiśle doszło do oczekiwanej przez kibiców zmiany bramkarza. Kamil Broda utrzymał miejsce po spotkaniu Pucharu Polski i znów nie miał wiele pracy. W pierwszej połowie dobrze odbił piłkę, którą następnie do siatki skierował Damian Zbozień, ale gol nie mógł zostać uznany z powodu spalonego. Goście mogli wtedy pomyśleć, że warto krakowian zaatakować, wyjść nieco wyżej. Za próbę pressingu zapłacili wysoką cenę, bo nie zdążyli postawić szczelnej „tamy” na Wiśle. Marc Carbo podaniem na skrzydło ominął drugą linię, a Angel Baena zagrał w pole karne do Szymona Sobczaka. Napastnik nie „skleił” piłki, ale nie żałował, bo wyszło mu podanie do Goku, który zrobił z niego pożytek. Podobnie jak w czwartek przeciwko Stali Rzeszów, podopieczni Jopa prowadzili skromnie i mogli żałować, że wynik nie jest wyższy.
Ataki przy 3:0
Pierwszy kwadrans po przerwie wyglądał zupełnie inaczej niż pierwsza część. Górnik wybił wiślaków z rytmu, mocno ich naciskał. Przez chwilę „pachniało” remisem, bo szansę miał Marko Roginić, ale świetną interwencją zatrzymał go Dawid Szot. Jop przeprowadził podwójną zmianę i jego zespół znów włączył guzik z napisem dominacja. Piłka nie chciała wpaść do bramki, ale upór został nagrodzony. Rezerwowy Patryk Gogół dośrodkował na głowę Sobczaka, który podwyższył strzałem głową przy słupku. Wejście smoka mógł zaliczyć Bartosz Talar, który sprzed „szesnastki” trafił w słupek.
Sobczak zakończył mecz z dubletem, choć miał szansę co najmniej na klasycznego hat-tricka. Wykorzystał rzut karny podyktowany na nim po kontakcie z Lukasem Klemenzem, a w doliczonym czasie, po ładnej akcji całej drużyny, ponownie obsłużył Goku. Wcześniej w I lidze zadebiutował Dominik Sarga, najlepszy strzelec rezerw. Michał Knura
GŁOS TRENERÓW
Mariusz JOP: - Świetny mecz w naszym wykonaniu. Byliśmy bardzo agresywni, blisko przeciwnika. Bardzo dużo piłek odbieraliśmy wysoko, tak jak chcieliśmy.
Ireneusz MAMROT: - Nie mogę powiedzieć wiele pozytywnego o naszej grze. Przegraliśmy zdecydowanie i w pełni zasłużenie.
