Obalona twierdza
GKS Tychy zdobył Suche Stawy. Hutnik przegrał u siebie po raz pierwszy od 30 maja.
Damian Kądzior asystował przy obu golach tyskiego zespołu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
W czasie niedawnej gali Małopolskiego ZPN rozmawiałem z członkami zarządu Hutnika. Artur Trębacz i Leszek Janiczak cieszyli się z początku sezonu, jednak wskazywali, że tabela jest spłaszczona i ewentualna porażka w kolejnym meczu może skutkować spadkiem do dolnej części stawki. Mówili też, że rywale rozczytali ich drużynę i trener Krzysztof Świątek musi wymyślić coś nowego. Niestety dla Hutnika, przewidzieli przegraną, a także słusznie zauważyli, że drużyna nie potrafi już tak zaskakiwać przeciwników. Na razie zanosi się na powtórkę z poprzednich rozgrywek, kiedy po mocnym starcie przyszły tygodnie bez wygranej. Gospodarze w czterech ostatnich meczach zanotowali trzy porażki i remis. GKS został pierwszym zespołem, który w tym sezonie zdobył stadion przy Ptaszyckiego. Jednocześnie jako jedyny przedstawiciel trzech najwyższych poziomów rozgrywkowych nie zaznał smaku porażki. Mimo to jego szkoleniowiec był bardzo niezadowolony z pierwszej połowy.
W pierwszych minutach Bartosz Florek zza pola karnego trafił w słupek. Można było zacierać ręce na kolejne minuty, ale emocje pojawiły się dopiero przed przerwą. Goście objęli prowadzenie krótko przed zejściem do szatni. Ponowili akcję po rzucie rożnym, Damian Kądzior wymierzył zagranie za linię obrony, a Matija Horvat z bliska trafił głową. Niedługo sędzia uznał, że strzelec nieprzepisowo pchał Igora Gałka w swoim polu karnym i wskazał na „wapno”. Najlepszy snajper Hutnika, Oskar Zawada, nie zdobył 7. gola. Jego uderzenie w prawy róg bramkarza nie było perfekcyjne i zostało obronione. Fantastycznie dla przyjezdnych zaczęła się druga odsłona. Wszędobylski Kądzior posłał piłkę z lewej strony przed bramkę, skąd wprowadzony na murawę Piotr Gębala podwyższył prowadzenie. Było to dla niego premierowe trafienie w pierwszej drużynie Trójkolorowych.
Michał Knura
OCENA MECZU ⭐ ⭐
◼ Hutnik Kraków – GKS Tychy 0:2 (0:1)
0:1 – Horvat, 31 min (głową), 0:2 – Gębala, 47 min
HUTNIK: Mędrala – Burka, Bracik, Gandziarowski (66. Soja) – Gałek, Budziński (78. Laskowski), Sajdak, Sowiński (43. Lelek) – Kordykiewicz (78. Rzepka), Florek (66. Bil), Zawada. Trener Krzysztof ŚWIĄTEK.
GKS: Myszkowski – Łasicki (89. Eskinja), Horvat, Daniel Hoyo-Kowalski – Olkowski (68. Jankowski), Trąbka, Begala (68. Wojtczak), Chorosiński – Lewandowski (80. Plichta), Kądzior, Niemann (46. Gębala). Trener Rene POMS.
Sędziował Arkadiusz Nestorowicz (Biała Podlaska). Widzów 999. Żółte kartki: Budziński – Horvat, Begala, Chorosiński, Jankowski.
GŁOS TRENERÓW
Reme POMS: - Był to dla nas trudny mecz, ale takiego się spodziewaliśmy. W pierwszej połowie mieliśmy problemy, nie tworzyliśmy kompaktu, brakowało agresji. Prowadzenie 1:0 było jedynym pozytywem. Według mnie nie powinno być rzutu karnego. W drugiej połowie byliśmy dużo lepsi. Szybko zdobyta bramka była game changerem. Mogliśmy się trochę cofnąć, wpuścić rywala na swoją połowę i kontratakować.
Rafał NAWROT (asystent trenera): - Pierwszą bramkę straciliśmy, grając w dziesiątkę. Oskar Kordykiewicz potrzebował na chwilę zejść do szatni, bo miał problem, którego nie dało się przewidzieć. Gol na 0:2 mocnowpłynął na mental naszych zawodników. Mamy duży niedosyt, choć mierzyliśmy się z bardzo wymagającym przeciwnikiem, jednym z kandydatów do awansu.
