O poprawę wizerunku

W dwumeczu z Estończykami Polacy zagrają o poprawę mocno nadszarpniętego wizerunku.

W lutym w Sosnowcu występ przeciw Macedończykom skończył się kompromitacją polskiej kadry. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

KWALIFIKACJE EUROBASKETU

Po 9-miesięcznej przerwie europejskie reprezentacje wracają do kwalifikacji Eurobasketu 2025. Nasza reprezentacja zagra w przyszłorocznych mistrzostwach bez względu na ich wyniki. Jesteśmy gospodarzami jednego z turniejów, zagramy zatem z automatu.

Teraz w grupie H eliminacji Polacy grają przede wszystkim o poprawę wizerunku, który w dwóch pierwszych spotkaniach został bardzo mocno nadszarpnięty. Przypomnijmy - w lutym Biało-czerwoni najpierw wysoko przegrali z Litwinami, a następnie w Sosnowcu zostali dotkliwie pobici przez Macedonię Północną. "Blamaż", "kompromitacja", "klęska", "upokorzenie" - tak media pisały po tamtym występie.

- Jesteśmy poza formą, także mentalną. To okienko otworzyło nam oczy - pokazało gdzie jesteśmy taktycznie, fizycznie, jakościowo. Na pewno konsekwencje z tych dwóch meczów będą wyciągnięte - mówił wtedy Igor Milicić, trener kadry.

W czwartek mecz w Hali Mistrzów we Włocławku, w niedzielę rewanż w Tallinnie. Z grona powołanych przez Milicicia na pewno nie zobaczymy Andy'ego Mazurczaka, który z powodu kontuzji musi pauzować jeszcze kilka miesięcy. Pozostali przyjechali na Kujawy, w tym spore grono graczy występujących za granicą. - Przed nami dwa mecze z Estonią, która gra bardzo szybką koszykówkę. Podchodzimy do tych nich z wiarą w polepszenie naszej gry. Nasi kluczowi koszykarze są w rytmie meczowym, mamy głęboki skład, silny zestaw zarówno na obwodzie, jak i pod koszem i zdajemy sobie sprawę, że to taki czas, w którym trzeba pokazać dobrą grę. Wierzę w mój zespół i wierzę, że w Hali Mistrzów we Włocławku, a następnie w Tallinnie pokażemy pozytywne oblicze naszej drużyny -  zapowiada  Milicić.

Łatwo w tym dwumeczu nie będzie. Estończycy cierpliwie budują swój zespół, w cieniu potęg wielkich sąsiadów. Być może najbliższy czas będzie przynosił nagrody. Przed dwoma laty grali na EuroBaskecie w Mediolanie, nie dali rady wyjść z grupy, ale mocno postraszyli Chorwatów, pokonali Wielką Brytanię i jednym punktem ulegli Ukrainie.

W tym roku można chyba mówić o przełomie. Po dwóch kolejkach Estonia jest samodzielnym liderem grupowej tabeli kwalifikacji Eurobasketu, a w lutym niespodziewanie pokonała Litwę. To pierwszy taki sukces w historii wzajemnych kontaktów obu reprezentacji. Zazwyczaj utytułowani sąsiedzi mocno obijali Estończyków.

Dwaj liderzy reprezentacji Estonii grają w polskiej ekstraklasie - Janari Joesaar (31 lat, skrzydłowy) przed rokiem występował w Anwilu, teraz gra w Dzikach Warszawa, a Siim-Sander Vene (34 lata, skrzydłowy) jest zawodnikiem Stali Ostrów Wielkopolski.

Pod tablicami bardzo groźny jest potężny Maik Kotsar (28 lat, środkowy), który w lutym przeciw Litwinom zanotował double double (11 punktów, 13 zbiórek).

Przez ostatnie cztery lata trenerem reprezentacji był Fin Jukka Toijala, ale w czerwcu niespodziewanie zdecydował, że rezygnuje. Zastąpił go jego 41-letni asystent Heiko Rannula. - Nie mam zamiaru wymyślać koła na nowo, pomysł na naszą grę pozostaje podobny do tego co graliśmy przy moim poprzedniku - mówi w rozmowie z estońskim Postimees nowy szkoleniowiec. - To mój debiut w roli głównego trenera. Emocje na pewno są. Ale jestem w kadrze wystarczająco długo, nie planuję też zmian w stosunku do tego co robił Yukka - dodaje Rannula.

Koszykówka jest w Estonii sportem numer jeden, można się spodziewać, że niedzielny rewanż w Tallinnie obejrzy komplet w Unibet Arena (w lutym mecz z Litwą oglądało tam 6500 widzów!).

We Włocławku aż tylu kibiców nie będzie, bo w Hali Mistrzów może wejść 4000 widzów. Biało-czerwoni liczą na komplet. Początek czwartkowego meczu o godzinie 18.00.

(bb)