O mojej przyjaciółce, kibicowskiej traumie
Wiadomo, że hasło "obyś żył w ciekawych czasach" jest tak naprawdę przekleństwem. Nie dla wszystkich jednak... Wyjątkiem są kibice. Wiem coś o tym.
To już jest koniec, nie ma już nic... Fot. Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Anglik Nick Hornby trzy dekady z okładem temu napisał "Futbolową gorączkę". To chwytliwy opis graniczącej z uzależnieniem manii kibicowania Arsenalowi, zajęciem kiedyś wyjątkowo niewdzięcznym, wręcz bolesnym w oczekiwaniu na jakikolwiek sukces. To sekcja zwłok męki, analiza przyglądania się jak wygrywają inni, to definicja pokręconej tożsamości nabytej poprzez rozczarowania i ból. Lata 60., 70. i 80. dla Kanonierów to przecież głównie pasmo udręki, żałości i rozczarowań. Czasami człowiek wierzy w swoich latami, wydawałoby się, że ma ku temu racjonalne podstawy, ale jeśli jednak źle wybierze, to zamiast spełnienia towarzyszyć mu głównie głównie będzie "niepoddawanie się nigdy".
Istota smutku
To właśnie jest to zniewalające, przyduszające, zginające kark do ziemi uczucie. Ba, pisząc wprost: dla mnie - czyli człowieka, który przyszedł na świat i wychował się akurat w chwilach gdy polska piłka była najlepsza w jej dziejach - przeżywanie braku awansu na mundial to wręcz trauma. Urodziłem się bowiem w wieku złotym, czyli na początku lat 70. Polacy byli wówczas wśród najlepszych na świecie, nieprzerwanie przez dekadę, mitem założycielskim jest dla mnie turniej Espana'82 i medal mundialu Obecne chwile, kurz opadający po meczu Szwecji z Polską, sprawiają, że znowu czuję się jakbym... miał 18 lat. Jakim cudem? Otóż właśnie wtedy, pierwszy raz za mojego życia, Polska nie zakwalifikowała się na mistrzostwa świata. Dla mnie stanem normalnym, punktem wyjścia zawsze było, że Biało-czerwoni co najmniej wychodzą w ich trakcie z grupy…
Muszę w tym miejscu podkreślić z naciskiem i z całą żarliwością na jaką mnie stać istotę mego smutku: otóż mój autentyczny żal nie niesie za automatycznie sobą pretensji do całego świata. Wręcz przeciwnie: nie mam żalu do selekcjonera i piłkarzy o to, że się nie udało. Nie mam żalu do kogokolwiek i nie znajduję wcale winnych. Ba, nawet ich nie próbuję szukać… Jedynie oddycham smutkiem, a w krwiobiegu mam żałość. Ta żałość może być dla dziennikarza przykrym, ale wydajnym paliwem i jednocześnie smutnym natchnieniem…
Lista klęsk i rozczarowań
W 1989 roku zrozumiałem, że Polska nie jest już światową potęgą w piłce nożnej, w co wcześniej nawet nie musiałem wierzyć, bo wyniki na mundialach jednoznacznie wskazywały, że to prawda! Nagle zabrakło jednak podstawowego, najbardziej symbolicznego sposobu żeby ją potwierdzać. Od tego czasu kolejne lata były już dla mnie i mi podobnych zmieniającym się [pasmem udręki i nadziei, nigdy już spełnienia...
Posucha na dzień dobry mogła zwalić z nóg. "Wielka Smuta" trwała 9 cykli eliminacyjnych (w tym aż 6 z rzędu)! No bo tak:
1991 - brak awansu na mistrzostwa Europy w Szwecji. Śladowe zainteresowanie kibicowskie. Na mecz z Turcją w Warszawie przyszło... 3000 kibiców. Być może dlatego stolica na kolejny mecz musiała czekać sześć lat . W tym czasie Stadion X-lecia(dzisiejszy Narodowy) był największym targowiskiem w Europie. Najbardziej pamiętam bajerancki mecz z bodaj najsilniejszą w dziejach Irlandią i remis 3:3, gdzie Polacy gonili wynik i - dzięki Janowi Furtokowi i obecnemu selekcjonerowi Janowi Urbanowi - dogonili. To był jednak jedynie śmiech przez łzy... Polska zajęła w grupie trzecie miejsce na cztery zespoły: za Anglią, która wywalczyła awans i wspomnianym Eire, a przed Turcją;
1993 - brak awansu na mistrzostwa świata w USA, jak teraz. "Aj, Jezus Maria" - krzyczał wtedy na Stadionie Śląskim Dariusz Szpakowski, gdy w remisowym meczu z Anglikami Marek Leśniak marnował idealną okazję. I to dziś jest wspominane. W dodatku zwierzęce zachowania bandyckich hord kibolskich sprawiły, że przestarzały Stadion Śląski zamknięto na cztery lata. Polska zajęła czwarte miejsce w grupie za Norwegią i Holandią (obie awans), a także... Anglią, a przed Turcją i San Marino;
1995: - brak awansu na mistrzostwa Europy w Anglii. Nie pomogły dramatyczne i zwycięskie mecze w Zabrzu ze Słowacją i Izraelem. Symbolem tamtych eliminacji stała się kuriozalna samobójcza bramka Józefa Wandzika w Bukareszcie, nie pomogła heroiczna gra jego następcy Andrzeja Woźniaka "Księcia Paryża" na Parc des Princes... Polska zajęła czwarte miejsce w grupie na sześć zespołów - za Rumunią, Francją (awans) i Słowacją, a przed Izraelem i Azerbejdżanem. Na koniec eliminacji zawstydzająca klęska na Tehelnym Polu. gdzie Polacy kończyli w dziewiątkę...
1997: - brak awansu na mundial we Francji. Druga kadencja Antoniego Piechniczka zaczęła się od skandalicznego zachowania reprezentantów podczas towarzyskiego meczu z Rosją w Moskwie, gdzie Wojciech Kowalczyk kopał bułki z prowiantu, obrażony, że musi poważnie traktować drużynę narodową. Polska zajęła trzecie miejsce w grupie na pięć zespołów - za Anglią i Włochami (awans), przed Gruzją i Mołdawią;
1999: - brak awansu na ME w Belgii i Holandii. Kuriozalna kadencja Janusza Wójcika, który "zmienił szyld i jechał dalej" zakończyła się w... Szwecji. Henka Larsson i jego kumple, a także Anglicy - byli za mocni. Nie dalo się do nikogo zadzwonić... Polacy wyprzedzili za to Bułgarów i Luksemburczyków. Potem Jerzy Engel przełamał w kolejnych eliminacjach tę nieszczęsną passę...
2003: - jednak po katastrofie na mundialu w Korei i Japonii nieudany atak na ME w Portugalii. Plus: pierwsze wyjazdowe zwycięstwo z Węgrami; czekaliśmy na to 82 lata, widziałem to z trybun w Budapeszcie. Gorzej poszło z Łotwą u siebie. Po zawstydzającej porażce niedługo później pracy zrezygnował selekcjoner Zbigniew Boniek. Polska zajęła wówczas w grupie trzecie miejsce: za Szwecją (awans), Łotwą, a przed Węgrami i San Marino (jedyne zwycięstwo o punkty selekcjonera Bońka).
2009: - po dwóch zwycięskich eliminacjach - na MŚ w Niemczech i na ME w Austrii i Szwajcarii, powrót do normy. Klęska w bardzo przeciętnej grupie. Leo Beenhakker nie był w stanie wycisnąć nic więcej z tej drużyny. Polska zaledwie na piątym miejscu (sic!) na sześć drużyn. Za Słowacją, Słowenią, Czechami, Irlandią Północną, jedynie przed San Marino, któremu bramkę w debiucie strzelił młodziutki Robert Lewandowski... Wielu głupców przyłączyło się wtedy do bojkotu reprezentacji Polski. Wściekły prezes PZPN Grzegorz Lato zwolnił wtedy Holendra przed kamerami po wyjazdowej klęsce ze Słowenią.
2013: po udziale w EURO 2012 bez eliminacji jako gospodarz. Polska nie dała rady w starciu o awans do brazylijskiego mundialu. Zajęła czwarte miejsce na sześć ekip: za Anglią , Ukrainą i Czarnogórą, a przed Mołdawią i San Marino.
Wtedy miał miejsce ostatni dotąd strzał. Potem nastąpiła okazała seria awansów, z jednym bardzo dobrym występem w finałach, który zdarzył się podczas mistrzostw Europy w 2016 roku Polska dopiero w rzutach karnych przegrała pierwszy w dziejach awans do czołowej czwórki ME - z późniejszym mistrzem Portugalią. Wydawało się, że pozycja Polski jest ustabilizowana, czekaliśmy na kolejny turniej, w trakcie którego nie byłoby tylko meczów otwarcia, meczów o wszystko i meczów o honor... Nie doczekaliśmy się.
Puenta? Tylko jedna. Chciałbym bardzo żyć w ciekawych czasach - dla polskiej piłki reprezentacyjnej! Czy jednak za mojego życia takie dla Biało-czerwonych jeszcze w ogóle nadejdą? Hmmm...
Paweł Czado
______________________Dla "Sportu"
Antoni Piechniczek, uczestnik dwóch mundiali jako selekcjoner reprezentacji, współtwórca trzeciego miejsca w świecie
Bardzo ubolewam nad tym co się stało. Reprezentacja Polski rozegrała bardzo dobry mecz, mogła się podobać. Trochę mi przykro, bo mam wrażenie jakby rozstrzygnięcie było dla niektórych pretekstem, żeby dowalić, ukłuć,pretekstem do szukania winnych. W mojej opinii Jan Urban powinien pozostać na stanowisku i móc kontynuować proces budowy reprezentacji. Zastanawia mnie jedynie liczba piłkarzy zabieranych na zgrupowania przedmeczowe. Tam powinni się już znajdować tylko zawodnicy mający realne szanse na występ.
not. pacz
