O kierunku rozwoju decyduje budżet
Rozmowa z Ireneuszem Mamrotem, trenerem Stali Mielec
Ireneusz Mamrot w ostatnim czasie może mieć sporo powodów do zadowolenia. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
- Nie ma w tym tajemnicy. Jesienią problemem były dwie rzeczy – bardzo wąska kadra oraz bardzo dużo czerwonych kartek. A wiadomo, że wtedy nie dość, że mecz kończy się w dziesięciu, to jeszcze dany zawodnik nie może zagrać w kolejnych. Jeśli do tego doszły kontuzje, to cały czas poruszaliśmy się w obrębie tych samych ludzi, nie było rywalizacji o skład. Zimą udało się na tyle wzmocnić kadrę, że doprowadziliśmy do takiej rywalizacji, jaka powinna być. Nie chciałbym też za bardzo nas chwalić, bo trzy punkty przewagi nad strefą spadkową to nie jest dużo. Cały czas gramy o utrzymanie i na szersze podsumowanie przyjdzie czas.
W sobotę derby ze Stalą Rzeszów. Odczuwa pan przed takim spotkaniem dodatkowe emocje?
- To na pewno czuć w powietrzu. Na taki mecz pewnie przyjdzie komplet kibiców, więc te emocje na pewno są. Trzeba je nawet trochę tonować, bo najważniejsza w tym wszystkim jest piłka. Każde derby mają smaczek.
Która drużyna wybitnie pana zaskoczyła w tej rundzie? Wytypowałby trener komplet tych, które awansują do ekstraklasy?
- W komfortowej sytuacji jest Wisła Kraków i chyba nie ma możliwości, żeby przy takiej przewadze nie awansowała. Po naszym meczu z Polonią Warszawa, gdzie nie zagraliśmy źle, a przegraliśmy wysoko, byłem przekonany, że będzie w dwójce. Patrząc na ostatnią formę, na pewno dobrze punktują Ruch Chorzów, ŁKS, ale też Chrobry Głogów cały czas jest czołówce, do tego Miedź Legnica. Trudno powiedzieć, kto awansuje, bo to się zmienia z kolejki na kolejkę. Nawet nasz najbliższy rywal ma 2 punkty straty do strefy barażowej. Trafić jest bardzo ciężko, ale gdybym miał popatrzeć na dyspozycję w ostatnich meczach, to ŁKS i Ruch najlepiej wyglądają.
Pracuje pan w piłce od wielu lat. Jak szybko rozwija się i podnosi poziom zaplecza ekstraklasy?
- Porównując obecne czasy, do tych, gdy zaczynałem pracę w 1. lidze, to jest przepaść. Pomijam już otoczkę medialną i telewizyjną, ale też czysto piłkarską. Dziś w 1. lidze występuje wielu zawodników, którzy z powodzeniem mogliby grać w ekstraklasie. Poziom poszedł do góry, jeśli chodzi o piłkarzy, ale też organizację klubów. Jak zaczynałem, to były przeważnie dwie osoby w sztabie, a ja byłem tym trzecim. Teraz to cały sztab ludzi, do tego doszła jakość zawodników, infrastruktura boiskowa, piękne stadiony. Ta liga pod każdym względem poszła bardzo mocno do przodu. Myślę, że ludzie, którzy nie obserwowali tej ligi wcześniej, nie zdają sobie sprawy, jak bardzo się to rozwinęło, choć ekstraklasa zrobiła jeszcze większy progres.
Widzi pan pomysł na funkcjonowanie w przyszłości Stali? Bo raczej nie chciałby pan w kolejnym sezonie znów prowadzić zespołu drżącego o utrzymanie, zakładając oczywiście dalszą pracę w Mielcu.
- O kierunku rozwoju klubu decyduje budżet, więc na ten temat rozmowę musiałby pan przeprowadzić z prezesem. Na pewno nie jest mu łatwo, bo Stal nie ma takiego zaplecza, jak kluby sowicie dotowane przez miasta, nie ma też prywatnego inwestora. Na dzisiaj mamy jeden z niższych budżetów w lidze. Klub ma ogromną tradycję, historię, ale liczy się to, co jest dzisiaj. Nie ukrywam, że mi się tutaj dobrze pracuje i cenię sobie współpracę z ludźmi w klubie. Nie wybiegajmy jednak tak daleko - na dzisiaj zadanie numer 1 to utrzymanie, aby Stal mogła w miarę stabilnie funkcjonować. Jesteśmy z prezesem umówieni na dłuższą rozmowę, ale jeszcze nie teraz.
Rozmawiał Mariusz Rajek
