O hucie, która dawała poczucie szczęścia

CO SIĘ WYDAJE: Grzegorz Hajkowski „Beldona”

Okładka książki Grzegorza Hajkowskiego „Beldona”. Fot. wyd. Ursines

Czy hutnictwo może mieć coś wspólnego ze sportem? Ależ oczywiście. Uzmysławiam sobie to dobitnie na przykładzie mojej ukochanej Huty Baildon - potężnego kombinatu, który dziś już wprawdzie nie istnieje, ale, który w kluczowy sposób był obecny w moim dzieciństwie. Dlatego wzruszyła mnie „Beldona” - książka polonisty Grzegorza Hajkowskiego. To zbiór niecodziennej poezji i prozy, powstałej z potrzeby serca: pomysł na książkę zrodził się, jak przyznawał podczas wieczoru autorskiego, z potrzeby upamiętnienia zakładu, w którym pracowali jego rodzice i wokół którego toczyło się jego dzieciństwo. Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o sobie!  Zarówno jego, jak i moi rodzice przepracowali tam życie. Ta huta to był osobny kosmos, a wspomnienia wokół niej są jak wiktoriański sepecik z tysiącem szuflad, a w każdym inna historia. Każdy z nas pamięta więc i opisuje hutę inaczej. Autor zrobił to wspaniale, po swojemu. Ja piszę ten tekst dla „Sportu”, więc chcę tutaj wspomnieć o wątkach z tej dziedziny życia, a huta wyjątkowo miała się czym pochwalić w tym względzie: swego czasu działał przy niej klub z... największą liczbą sekcji w Polsce, od Baildonu więcej miała ich tylko Legia Warszawa.

***

Symbolem sportowej potęgi była hala, która powstała w 1969 roku przy zbiegu ul. Żelaznej i Dzierżyńskiego (dzisiejsza Chorzowska). Było to z pewnością jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc przy drodze z Chorzowa do Katowic, decydowały o tym, po pierwsze - jej specyficzna architektura, po drugie - wspaniały, działający na wyobraźnię neon (w latach 70. miasto stało się symbolem neonów w Polsce), który ukazywał jak piłka wpada do kosza. W hali odbywało się mnóstwo prestiżowych zawodów, także międzynarodowych. Regularnie rozgrywali tam mecze koszykarze i siatkarze Baildonu. Ostatnią ważną imprezą sportową w hali były 63. Mistrzostwa Polski w Tenisie Stołowym, wiosną 1995 roku. Rok później pękła jedna z pięćdziesięciu lin podtrzymujących dach. Obiekt został zamknięty na kilkanaście miesięcy, obawiano się, że dach mógłby runąć. Upadająca akurat huta chciała sprzedać halę, ale chętnych długo nie było. Ostatecznie właścicielem została prywatna firma, która zdecydowała się na rozbiórkę. W kwietniu 2003 roku hala została zburzona. Pieszczę ją we wspomnieniach do dziś, jako niezwykłe miejsce. W wakacje, po północy, my, chłopaki z Załęża, dawaliśmy stróżowi na halbę i graliśmy w niej do upadłego w piłkę przez godzinę czy dwie, zziajani i szczęśliwi.

KS Baildon, jak wspomniałem, był wszechstronną sportową potęgą. Hokeiści do 1982 roku, kiedy sekcja została rozwiązana - cztery razy byli wicemistrzami Polski, pięć razy zdobyli brązowy medal. Mnóstwo trofeów na mistrzostwach Polski zdobyli szermierze. Dwukrotnym drużynowym mistrzem Polski w latach 90. byli tenisiści stołowi (zdarzyło mi się nawet pojechać jako kibic na ich mecz do Radomia). A piłkarze? Też mieli złote chwile: w sezonie 1967/68 doszli aż do półfinału Pucharu Polski, eliminując wcześniej m.in. Wisłę Kraków. Edward Krymer, bramkarz tamtej drużyny znał się na telewizorach i niejednokrotnie naprawiał u nas czarno-białego „Ametysta”...

***
Jeszcze jedno: Huta Baildon była natchnieniem i wsparciem nie tylko dla sportowców. Przykład? Także dla… Wojciecha Kilara. Sławny kompozytor, który mieszkał przecież w Katowicach, spacerował po niej, nasłuchując odgłosów jej bebechów. Był istotny ku temu powód: komponował bowiem muzykę do… „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy! Dowiedziałem się tego z książki Grzegorza Hajkowskiego. Serdecznie ją  polecam.

Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się