O czwarty tytuł i top 50
„Deszcze niespokojne” zakłóciły harmonogram turnieju w Indiach i Magda Linette z Indonezyjką Janice Tjen finał w Madrasie rozegrają dopiero w poniedziałek o 6.30 rano czasu w Polsce.
Organizatorzy Chennai Open zdjęć finalistek szczędzą, przynajmniej w grafikach coś potrafią... Fot. Chennai Open 2026
Obsada turnieju rangi WTA 250 Chennai Open w Madrasie (Cennaj) była bardzo przeciętna, ale Magda Linette, 68. w rankingu, potrafiła z tego świetnie skorzystać i na finiszu sezonu powalczy o swój czwarty tytuł w karierze, a pierwszy od dwóch i pół roku. 34-letnia Poznanianka zdobyła trzy trofea w głównym cyklu: w nowojorskim Bronksie 2019, tajlandzkim Hua Hin 2020 i w jak najbardziej czeskiej Pradze w lipcu 2024, gdy w „polskim” finale rozbiła Magdalenę Fręch. Czy teraz do listy swoich podbojów Magda dopisze Indie?
Monsun torpedował
Impreza nad Zatoką Bengalską rozgrywana jest na otwartych kortach twardych i tenisistki od początku musiały mierzyć się z momentami intensywnym monsunowym opadem. Na początku minionego tygodnia „deszcze niespokojne” (ależ to jest wspaniały utwór ta „Ballada o pancernych”, z niezapomnianą melorecytacją Edmunda Fettinga!) storpedowały rozgrywki głównej drabinki o cały dzień. Na koniec też dały o sobie znać: rozstawiona z „trójką” Linette i broniąca tytułu „jedynka” Indonezyjka Janice Tjen (75. WTA) kilka godzin czekały na łaskawszą aurę, wyszły nawet na rozgrzewkę, ale się nie doczekały i bój o tytuł został przełożony na poniedziałek na godz. 6.30 w Polsce.
Do dwóch razy...?
Polka po raz drugi stanie przed szansą wygranej w Madrasie. Cztery lata temu w decydującym o tytule pojedynku przegrała z Czeszką Lindą Fruhvirtovą 6:4, 3:6, 4:6.
W całym turnieju Poznanianka imponowała odpornością psychiczną. Już w 1. rundzie stoczyła ponad 3,5-godzinny bój z Białorusinką Alioną Falej – to najdłuższy mecz w całym sezonie w WTA Tour. W ćwierćfinale i półfinale Magda odwracała z kolei losy rywalizacji po przegraniu pierwszego seta. W piątek przemogła w ten sposób Japonkę Maię Hontamę (160. WTA, 4:6, 7:5, 6:4), a w sobotę Rosjankę Anastazję Zacharową (107.) 2:6, 6:2, 6:3. Mecz trwał godzinę i 56 minut, jak na Polkę, króciutko...
Sukcesy z Kasią Piter
Przed rokiem w Madrasie Tjen zdobyła dublet, bo oprócz debla wywalczyła swój pierwszy (i jak na razie jedyny) tytuł WTA w singlu - została tym samym pierwszą od 23 lat indonezyjską tenisistką, która triumfowała w singlowym turnieju tej rangi. Wcześniej podążała ścieżką amerykańskiego tenisa akademickiego, aby jakoś związać koniec z końcem. Jeszcze dwa lata temu tenisistka z Dżakarty była dopiero w szóstej setce rankingu. Ma teraz cztery tytuły WTA w deblu, w tym dwa z naszą Katarzyną Piter.
W tegorocznym półfinale pokonała Amerykankę Robin Montgomery (151.) 6:3, 6:4. O 10 lat młodsza od Polki Indonezyjka w czterech meczach w Indiach straciła tylko jednego seta, spędziła na korcie mniej czasu niż Linette, ale Magda pokazała, że jest fizycznie w dobrej formie. Panie zmierzą się po raz pierwszy, ta, która wygra awansuje do top 50 na świecie i z turniejowej puli 283 tys. dolarów zgarnie ponad 37 tysięcy (pokonana 22 tys.).
Ech, szkoda, Weronika!
Niewiele brakowało, a w finale debla Chennai Open mielibyśmy drugą Polkę - rozstawione z numerem 2. Weronika Falkowska i Amerykanka Alana Smith w półfinale prowadziły w super tie-breaku 8-6, ale od tego momentu przegrały cztery punkty z rzędu i całe spotkanie z Vaishnavi Adkar i Rutują Bhosale z Indii 2:6, 6:2, 8-10. W turnieju singlistek Falkowska (277.) przebiła się przez kwalifikacje, a potem odpadła w 2. rundzie z inną reprezentantką gospodarzy, 17-letnią Maayą Rajeshwaran Revathi, która w 1. rundzie wyeliminowała Katarzynę Kawę. Falkowska zbliży się w okolice życiowego rankingu (dotychczas 240.).
Tomasz Mucha
