Nowy selekcjoner nie będzie zabawką
Rozmowa z Ali Farhatem, mającym tunezyjskie korzenie dziennikarzem z Niemiec, współpracującym z „Deutsche Welle”, wysłannikiem na ostatni Puchar Narodów Afryki
W Tunezji mocną liczą na doświadczenie Sabriego Lamouchiego. Fot. SIPA USA/PressFocus
Po zwolnieniu Samiego Trabelsiego nowym selekcjonerem reprezentacji Tunezji został były reprezentant Francji, Sabri Lamouchi. Jak skomentowałby pan tę nominację?
- Coś więcej będzie można powiedzieć po tym, jak zobaczymy pierwsze powołania, jacy zawodnicy znajdą się w reprezentacji, ponieważ na ostatni Puchar Narodów niektórzy zostali powołani tylko dlatego, żeby ich kluby otrzymały za to ekstra kasę… Taka jest prawda. To dlatego na pucharze w Maroku Tunezyjczycy mieli aż czterech bramkarzy…
Wierzyć się nie chce!
- Dokładnie tak było! Głównym problemem było to, że Sami Trabelsi był dla wielu doskonałą osobą. Mówię tutaj o ludziach z Federation Tunisienne de Football, dla których selekcjoner był zabawką, bezwolnie wykonując polecenia działaczy. Z Sabrim Lamouchim już tak nie będzie, bo to inna osoba. Przez nikogo nie będzie wykorzystany. Jeśli mamy mieć do czynienia z nowym otwarciem, ze świeżym startem i pozbyć się wszystkich problemów, to tak pewnie będzie. Gracze pokroju Ferjana Sassiego (kapitan reprezentacji na Pucharze Narodów w Maroku – przyp. red.) nie ma cech lidera, a przecież od kogoś z takim doświadczeniem oczekuje się wprowadzenia lepszej atmosfery, a co za tym idzie - lepszej gry narodowego zespołu.
Pierwsze decyzje nowy selekcjoner już podjął?
- Tak. W sztabie szkoleniowym znalazł się Wahib Khazri, była gwiazdor reprezentacji, który został analitykiem. Ma dyplom, uczył się tego, plus oczywiście ma wielkie, piłkarskie doświadczenie (Khazri wystąpił w 75 meczach i zdobył dla Tunezji 25 bramek – przyp. red.). Pytanie, czy federacja da nowemu selekcjonerowi odpowiednio dużo czasu i przestrzeni do swobodnej pracy? Sabri Lamouchi ma bowiem swój plan na prowadzenie reprezentacji.
14 czerwca z Tunezją na mundialu mogą zagrać Biało-czerwoni. Mają się obawiać?
- Nie mamy obecnie takich gwiazd, jak przykładowo grający przed laty z powodzeniem w Ajaksie Hatem Trabelsi czy Youssef Msakni, który grę w Europie poświęcił dla pieniędzy w Katarze. Teraz największą gwiazdą jest defensywny pomocnik Ellyes Skhiri z Eintrachtu Frankfurt. Nie ma u nas piłkarzy pokroju Salaha, Hakimiego czy Mahreza. Team spirit to jedyne czym możemy zaskoczyć rywala. Wiele jednak będzie zależało od nowego szkoleniowca.
Muszę też pana zapytać o niedzielny finał z udziałem Maroka i Senegalu, który skończył się skandalem. Był pan na miejscu, relacjonował to wydarzenie dla „Deutsche Welle”. Jak pan ocenia to, co się wydarzyło w Rabacie?
- Napięcie przed decydującym spotkaniem rosło z każdą godziną. Byłem na meczach Senegalczyków w Tangerze, kiedy grali z Sudanem, Mali i Egiptem. Przez Marokańczyków byli tam przyjęci wspaniale, jak bracia, ale przed tym nieszczęsnym finałem wszystko się odwróciło. Patrzę na to tak: pierwszy błąd popełnił Senegal, który ogłosił, że z Tangeru do stacji Rabat Agdal przyjeżdża pociągiem szybkich prędkości. To oczywiste, że kiedy było wiadomo, o której rywal przybędzie do stolicy Maroka, wielu kibiców przyjdzie na dworzec. Można się więc było spodziewać, że w takiej sytuacji ochrona nie sprosta zadaniu i będą kłopoty. I tak było. Senegalczycy za to wszystko obwinili gospodarzy. Potem wyszła sprawa zakwaterowania i treningów w ośrodku, gdzie trenowali też ich niedzielni rywale. Trener Pape Thiaw za wszystko winił miejscowych.
Złość narastała w jednych i drugich… Jak to na miejscu wyglądało?
- Było bardzo nerwowo, ale nie między kibicami obu stron. W finale też, do momentu doliczonych minut, było OK, ale potem się zaczęło. Decyzja sędziego o faulu na Hakimim i nieuznany gol Senegalu, a potem karny dla Maroka. Decyzja się obroniła, ale złe było to, że Brahim Diaz swoim zachowaniem wymusił na arbitrze jej podjęcie. Potem złe było to, że fani z Senegalu zaczęli bójkę z ochroną, że dziennikarze z Maroka chcieli bić swoich senegalskich odpowiedników, a na konferencji trener Thiaw został wybuczany…
Rozmawiał Michał Zichlarz
Tunezyjskie plany
Federation Tunisienne de Football podała sparingpartnerów i daty meczów Orłów Kartaginy. Nowy selekcjoner Sabri Lamouchi, 12-krotny reprezentant Francji, mający tunezyjskie korzenie i paszport, zadebiutuje 28 marca w Toronto meczem z Haiti, a trzy dni później w tym samym miejscu ze współgospodarzem MŚ, Kanadą. Przed samymi mistrzostwami Tunezyjczycy będą się przygotowywać w Europie, gdzie 1 czerwca w Wiedniu zagrają z Austrią, a 6 czerwca - w Brukseli z Belgią. Pierwszy mecz na MŚ 14 czerwca z kimś ze ścieżki barażowej Ukraina/Szwecja – Polska/Albania. W grupie F rywalem Orłów Kartaginy, a wierzymy, że także i nas, będą jeszcze Holandia i Japonia. Z Azjatami Tunezjazmierzy 20 czerwca, a pięć dni później z Oranje.
(zich)
Ali Farhat. Fot. www.dw.com
