Nowojorska masakra jednej nocy
Jeden za drugim przegrywali polscy tenisiści ze środy na czwartek czasu w Polsce.
Magdalenie Fręch wygrywać nie pozwalają warunki na korcie i poza nim... Fot. Eyepix/SIPA USA / Press Focus
Jeżeli polski kibic zgasł przed telewizorem w środę przed godziną 22, a obudził się rano w czwartek po siedmiu godzinach, to na pewno był zdrowszy – w tym czasie przespał bowiem cztery porażki polskich tenisistów w US Open. Czarną serię rozpoczął Hubert Hurkacz (47. ATP), który po raz ósmy w karierze odpadł w Nowym Jorku w 2. rundzie – tym razem Wrocławianin przegrał w czterech setach 3:6, 7:5, 6:7 (3-7), 5:7 z rozstawionym z nr 8 Amerykaninem Benem Sheltonem.
Spotkanie zostało rozegrane na głównym korcie obiektu Flashing Meadows - Arthur Ashe Stadium – i w związku z tym Polak nie ustrzegł się bolesnego w skutkach błędu. - W trakcie meczu zamykano dach i powinienem poczekać. Niestety, kontynuowałem grę w trakcie tego procesu i przegrałem ważnego gema – przyznał „Hubi”. - Inaczej gra się na bocznych kortach, a inaczej na Arthur Ashe. Chwilę zajmuje, zanim się zaadaptuje do panującego tam szumu, potrzebowałem trochę czasu, aby przyzwyczaić się do warunków na korcie. W czwartym secie miałem kilka okazji na przełamanie rywala, ale zepsułem jedno z kluczowych zagrań – analizował Hurkacz.
W środę zawiódł go też jeden z jego największych atutów – serwis. Popełnił 7 podwójnych błędów, przy 14 asach, a skuteczność pierwszego podania wyniosła zaledwie 58 procent. - Trochę inaczej czułem przestrzeń, kiedy wyrzucałem piłkę. Nie mogłem znaleźć właściwego rytmu. Na pewno gdybym lepiej serwował, to później lepiej by mi się grało. To są te małe detale, w których Ben był solidniejszy ode mnie – skwitował Polak.
Mecz do wygrania...
Na drugiej rundzie przygodę z US Open zakończył także Kamil Majchrzak (73.), który uległ 4:6, 6:4, 6:7 (3-7), 2:6 rozstawionemu z nr 22 Valentinowi Vacherot z Monaco, choć – jak przyznał sam Piotrkowianin – był to mecz do wygrania.
- Najważniejszy dla losów spotkania był trzeci set. Miałem w nim szanse na przełamanie na 5:3, w tie-breaku też prowadziłem. Potem było już fatalnie. Grałem słabo, nie podpierałem się serwisem. W czwartym secie łatwo oddałem serwis w pierwszym gemie i było po wszystkim. Wiedziałem, co mam robić, ale wykonanie planu taktycznego stało na miernym poziomie. Miałem wiele szans, których nie wykorzystałem. Valentin z kolei był twardszy i bardziej opanowany w ważnych momentach - ocenił Majchrzak w rozmowie z Eurosportem.
Zabrakło pewności
Już w 1. rundzie z imprezą pożegnały się dwie Polki, które – gdyby wygrały – spotkałyby się ze sobą w następnym meczu. Magda Linette (82. WTA) przegrała dwudniową rywalizację z niżej notowaną Brytyjką Francescą Jones (104.) 4:6, 6:1, 3:6. - Nie miałam wielkich nadziei przed tym turniejem ze względu na to, jak wcześniej wyglądała moja gra i wyniki. Jednak cieszę się, że w drugim secie zaczęłam przypominać siebie z początku roku, to jedyna rzecz, która jest pozytywna - analizowała 34-letnia Poznanianka.
Tegoroczny US Open był 10. z ostatnich 12 wielkoszlemowych imprez, którą Linette zakończyła już na 1. rundzie. - Dużo kosztował mnie ten pierwszy set i takie sytuacje niestety później się mszczą. W trzecim dalej miałam dużo okazji, zwłaszcza na początku. Zabrakło jednak trochę pewności siebie – przyznała.
Bo deszcz, bo wolny kort...
Przez dwa dni rozgrywany był także mecz Magdaleny Fręch z rozstawioną z nr 14. Amerykanką Ivą Jovic. We wtorek tenisistki zeszły z kortu przy stanie 4:4, w środę na korcie rządziła już 18-letnia Amerykanka, która wygrała 7:5, 6:3. Łodzianka narzekała na... pogodę i na kort. - We wtorek było długie oczekiwanie, właściwie od rana. Zrobiło się 4:4 i znowu pojawił się deszcz, który zaburzył całe przygotowania. Byłam totalnie poza timingiem, kort też był strasznie wolny po tym, jak weszłam nawet na rozgrzewkę. Tutaj wszystkie korty różnią się nawierzchnią, ale nie spodziewałam się, że to będzie aż taka różnica. Ciężko było się przestawić. Przez dłuższy czas tak naprawdę poznawałam kort i warunki – bez mrugnięcia okiem brnęła Fręch w rozmowie z Eurosportem. Za to Amerykanka na pewno miała lepsze warunki, w końcu grała „u siebie”, ech...
(ToM)
