Nowe oblicze

Czy zmiana trenera podziała na sosnowiecką drużynę mobilizująco? Są sygnały, że tak...

Michał Kotlorz przekonuje, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

TAURON HOKEJ LIGA

Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej, zapowiadano przełomowy sezon. Starannie, na miarę możliwości budżetowych, dobierano kadrę. Trafiło do niej kilku wartościowych ligowców, którzy mieli coś do udowodnienia. Kontuzje, choroby i różne przeciwności losu sprawiły, że hokeiści EC Będzin Zagłębia Sosnowiec nie uzyskiwali jednak takich wyników, jakich od nich oczekiwali kibice. Owszem, kilka razy postarali się o miłe niespodzianki, ale w sumie zdobycz punktowa i miejsce w tabeli nie zadowalały. Na przełomie roku nastąpiły jednak zaskakujące ruchy, których pewnie mało kto się spodziewał. Ich cel to odmienienie oblicza sosnowieckiej drużyny. Ba, podobno powstał długofalowy plan, który ma doprowadzić zespół do ligowej czołówki. Ale po kolei...

Istotne zmiany

Inspiratorem roszad, jak wieść gminna niesie, był prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński, wszak właścicielem sportowej spółki jest miasto. Do klubu sprowadzono Karola Pawlika... podobno w roli dyrektora operacyjnego, choć sam zainteresowany tego nie potwierdza. To znany działacz, swego czasu pracujący w GKS-ie Tychy i GKS-ie Katowice, sprawnie poruszający się w środowisku. To z jego inspiracji, tak przynajmniej twierdzą nasi informatorzy, dokonano zmiany trenerów. Pod koniec grudnia duetowi Piotr Sarnik – Marcin Kozłowski podziękowano za pracę. Uznano, że nie spełniają oczekiwań i nie gwarantują poprawy gry. Z inicjatywy Pawlika pojawił się 36-letni fiński szkoleniowiec Matias Lehtonen z już ciekawym CV, choć debiutujący poza granicami swojego kraju. Na początku roku z funkcji dyrektora sportowego zrezygnował Piotr Majewski i pewnie to stanowisko obejmie Pawlik, który wiąże duże nadzieje z Lehtonenem. Nie ma jeszcze drugiego trenera, którym ma być Polak i terminować u Fina, by w przyszłości kierować zespołem. Pawlik ciągle poszukuje i rozmawia z kandydatami. Tylko nie wiemy jak długo...

Wymarzony start

Przyjście nowej „miotły”, jak w żargonie sportowcy określają zmianę trenera, zawsze mobilizuje zespół. Z reguły następują korekty w zajęciach, ustawieniu formacji i taktyce.

– Każdy trener ma pomysł na zajęcia, drużynę i grę – uśmiecha się kapitan drużyny Michał Kotlorz. – Treningi są nieco dłuższe, mamy czas na inne ćwiczenia. Po nich cały zespół biega około pół godziny, by podnieść bazę tlenową. Nie zamierzam wdawać się w dyskusję o jakości treningów, bo, jak wspomniałem, każdy szkoleniowiec ma swoją wizją i pomysły.

Debiut ligowy Lehtonena przypadł na mecz w Sanoku, gdzie w drugiej rundzie Zagłębie poniosło wstydliwą porażkę 1:2. Pod kierunkiem Fina wygrało... 11:2, a liczba goli na pewno była zaskoczeniem. Potem hokeiści z Sosnowca pokonali obrońców tytułu mistrzowskiego, Re-Plast Unię 5:4 po karnych. Dwa mecze, pięć punktów – start wręcz wymarzony.

Wyciągnięte wnioski

Kolejnym spotkaniem, z GKS-em w „Satelicie”, byliśmy trochę rozczarowani. I wcale nie chodzi o przegraną 1:4, ale przede wszystkim o postawę zespołu, który, naszym zdaniem, zaprezentował się zbyt bojaźliwie.

– Z teoretycznie silniejszymi rywalami trzeba wykorzystywać sytuacje strzeleckie, w przeciwnym razie rywal szybko karci. I tak właśnie było z GKS-em, bo przecież mieliśmy sytuację sam na sam (Eric Kaczyński – przyp. red.) i mogliśmy zmniejszyć straty. Gola nie zdobyliśmy i w rezultacie go dostaliśmy. Przegrywaliśmy 0:3 i rywale całkowicie przejęli inicjatywę. Szybko przeanalizowaliśmy ten mecz, wyciągnęliśmy wnioski i były tego efekty – wyjawił Kotlorz.

Dwa dni później pod Wawelem Zagłębie wygrało ważną potyczkę z „Pasami” 2:0 i wysłało wyraźny sygnał, że włączy się do rywalizacji o wyższe miejsce. Ma sześć punktów straty do Energi i Cracovii, a w najbliższej perspektywie mecz z tym pierwszym zespołem.

– Z Cracovią mieliśmy, w moim przekonaniu, mecz pod kontrolą i, co najważniejsze, strzeliliśmy gole. Oczywiście, miejsce przed play offem jest ważne, ale dla nas najistotniejsze jest dobre przygotowanie do tej części sezonu – podkreśla na zakończenie kapitan zespołu.

Sosnowiecka drużyna nadal występuje bez dwóch czołowych napastników, Romana Szturca i Dominika Nahunki. Być może zdążą się wykurować na play off, a wówczas zwiększy się sił uderzeniowa. Czy na finiszu sezonu zasadniczego oraz w jego drugiej części zobaczymy nowe oblicze sosnowieckiego Zagłębia? O tym przekonamy się najwcześniej w marcu.

Włodzimierz Sowiński