Norweskie przebudzenie

W dwóch ostatnich meczach Eman Markovic był czołową postacią GKS-u Katowice.

W tym sezonie Eman Markovic zdobył w lidze cztery bramki. Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus

GKS KATOWICE

Czy pamiętają państwo mistrzostwa świata U-20 rozgrywane w Polsce? Działo się to na przełomie maja i czerwca 2019 roku. Do naszego kraju zawitały największe młode talenty piłkarskie. Mistrzami zostali Ukraińcy, ale jednym z pamiętnych wydarzeń był występ pewnego 19-letniego Norwega, który w meczu grupowym z Hondurasem zdobył dziewięć goli. Był to Erling Haaland, dziś gwiazda Manchesteru City, wówczas zawodnik świeżo pozyskany przez RB Salzburg z Molde. Norwegia wygrała tamten mecz 12:0 i choć Haaland nie powiększył już swojego dorobku bramkowego, to i tak został królem strzelców. Jego występ był tak kapitalny, że właściwie pamiętamy z tego meczu tylko jego. A przecież ktoś poza nim zdobył jeszcze trzy gole przeciwko Hondurasowi. Jednym z tych zawodników był Eman Markovic, wówczas zawodnik Zrinjskiego Mostar.

Po latach Markovic wrócił do Polski na dłużej. Poprzedniego lata podpisał kontrakt z GKS-em Katowice. Nie zrobił wielkiej kariery jak jego kolega Haaland, choć wychowywali się piłkarsko razem w Molde. Już przenosiny do Zrinjskiego były efektem poszukiwania minut w dorosłej piłce, bo w Molde grał tylko w grupach młodzieżowych. Pobyt w Bośni nie był spektakularny. Markovic rozegrał 14 meczów w lidze, w sumie tylko uzbierał 563 minuty. Raz trafił do siatki. Po roku spakował się i wrócił do ojczyzny. Zadomowił się w IK Start. W sezonie 2021 na zapleczu norweskiej elity grał fantastycznie. W 30 meczach 16-krotnie wpisał się na listę strzelców. Wzbudził tym zainteresowanie klubów szwedzkich. Trafił do Allsvenskan – najpierw do IFK Norrkoping, później do IFK Goeteborg. Wyczynu z 2021 roku nie powtórzył. Można było przypuszczać, że to zawodnik, który po prostu najlepiej czuje się w ojczyźnie. Został wypożyczony do Sandefjord, odbudował się, wrócił do Goeteborga i… znów nie prezentował się najlepiej. Uwierzono w jego potencjał w Katowicach, po raz trzeci wyjechał za granicę poszukiwać szczęścia.

Czy jego pobyt na Górnym Śląsku jest udany? Jeszcze nie można odpowiedzieć na to pytanie. Markovic jesienią wywalczył miejsce w pierwszym składzie, ale z tego okresu zapamiętamy go tylko z jednego meczu – przeciwko Bruk-Betowi, gdy ustrzelił dublet, pomagając Katowiczanom w odniesieniu wygranej 3:0. Z czasem stał się rezerwowym, głównym zmiennikiem u trenera Rafała Góraka. Na boisku gwarantował spokój w ofensywie, ale długo nie był w stanie polepszyć „liczb”. W końcu jednak się przebudził. Dał znakomitą zmianę w meczu Pucharu Polski z Rakowem, w którym asystował i zdobył gola, doprowadzając do serii rzutów karnych. Zaprezentował się na tyle dobrze, że dostał szansę gry w pierwszym składzie w starciu z Lechem i ustrzelił drugi dublet. Więc gdy wydawało się, że Markovic GieKSie może już nic nie dać – nagle, w dwóch ostatnich meczach, stał się czołową postacią zespołu. I jeśli do końca sezonu będzie w stanie utrzymać taką formę, wówczas ocena jego transferu do GKS-u znacząco się zmieni.

Kacper Janoszka

________________________________

Szczęśliwy w Polsce

Rozmowa z Emanem Markovicem, piłkarzem GKS-u Katowice

Jakie były pana oczekiwania, gdy przychodził pan do GKS-u w letnim oknie transferowym?

– Przede wszystkim przychodziłem do Katowic po to, żeby rozwinąć się jako zawodnik. Chciałem dostać się do lepszej ligi europejskiej, do klubu ze świetnymi kibicami i jakością piłkarską. Więc przenosiłem się do Polski, żeby grać w piłkę, ale też, żeby zbierać jak najwięcej pięknych wspomnień. Zanim przeprowadziłem się do Katowic, musiałem sporo przemyśleć, bo to była dla mnie ważna decyzja do podjęcia. Teraz jednak bardzo się cieszę, bo w GKS-ie wszystko jest na najwyższym poziomie i czuję się tu świetnie. Polska to fantastyczny kraj, a ekstraklasa jest naprawdę silna.

Czy to oznacza, że widzi pan siebie w GieKSie na dłużej?

– Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Biorę pod uwagę opcję, że pozostanę w Polsce, bo jestem tu naprawdę szczęśliwy. Nie chcę jednak o tym myśleć, bo wolę przez życie przechodzić z dnia na dzień.

Gdzie leży różnica pomiędzy ligą polską a norweską?

– Różnica, jaka rzuca się na pierwszy rzut oka, leży w kibicach. W Polsce kultura kibicowania jest na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli natomiast spojrzymy na styl gry, to ekstraklasa jest bardziej fizyczna, więcej jest w niej gry bezpośredniej. Moim zdaniem poziom futbolu w polskiej lidze jest wyższy niż w Norwegii. Poniekąd wynika to stąd, że w Norwegii gra wielu młodych zawodników, a w ekstraklasie jest spora grupa piłkarzy z doświadczeniem.

Długo pan musiał czekać na powrót do pierwszego składu. Ostatni mecz z Lechem był dla pana pierwszym w wyjściowej jedenastce od listopadowego meczu z Pogonią Szczecin…

– W poprzednim roku w rundzie jesiennej znajdowałem się w pierwszym składzie. Natomiast po przerwie zimowej nie dostawałem tyle czasu na boisku, ile bym chciał. Dla mnie najważniejsze było to, żeby codziennie pracować na swoją szansę, żeby w każdym momencie sezonu być gotowym do wyjścia na murawę, żeby przy nadarzającej się okazji dać coś zespołowi. W ostatnich meczach pokazałem się z niezłej strony i wierzę, że w przyszłości będę mógł zaprezentować jeszcze więcej! Można tego ode mnie oczekiwać. Po ostatnich meczach, w których zdobywałem gole, zyskałem jeszcze więcej pewności siebie.

Mateusz Wdowiak, Marcel Wędrychowski i Adrian Błąd to pana konkurenci w walce o miejsce w składzie. Napędzacie się wzajemnie?

– Tak, w zespole jest ogromna konkurencja. Jeśli spojrzymy na nazwiska piłkarzy, mamy naprawdę silny skład. Na każdej pozycji mamy zawodników, którzy są jednymi z najlepszych w lidze. Jeśli jest się w takiej drużynie, czasem trzeba zagryźć zęby, pracować i czekać, wykazać się cierpliwością.

W pucharowym spotkaniu z Rakowem przełamał się pan, zdobywając bramkę po raz pierwszy od października. Czuł pan przed pierwszym gwizdkiem, że to może być pana dzień?

– Przed meczem nie czułem nic specjalnego. Kiedy wchodzę na boisko, zawsze chcę dać z siebie wszystko. W Częstochowie udało się zdobyć gola i zaliczyć asystę, czego nie udało mi się osiągnąć przez dłuższy czas. Poczułem więc ulgę, co znacząco pomogło mi indywidualnie przed spotkaniem z Lechem Poznań. Towarzyszyły mi jednak bardzo mieszane emocje, bo zagraliśmy bardzo dobry mecz przeciwko Rakowowi, a przegraliśmy. A przecież graliśmy po to, żeby dostać się do finału Pucharu Polski – to był nasz cel. Towarzyszył mi więc bardziej smutek, bo bardziej podobałby mi się scenariusz, w którym nie asystuję i nie zdobywam gola, ale dalej bylibyśmy w grze o trofeum.

Sezon jest tak przedziwny, że GieKSa dalej ma szanse na zdobycie mistrzostwa Polski…

– W futbolu wszystko jest możliwe, a my pracujemy najlepiej, jak potrafimy, żeby osiągnąć sukces. A gdy jest się blisko osiągnięcia celu, czujemy go, co nas motywuje. Sezon jest jednak tak szalony, że z jednej strony czujemy możliwość osiągnięcia czegoś fajnego, a z drugiej… dwie lub trzy porażki z rzędu mogą skutkować spadkiem w dolne rejony tabeli. I choć to frazes – naprawdę trzeba skupiać się tylko na każdym kolejnym meczu. Teraz skupiamy się na Motorze Lublin, z którym chcemy wygrać po tym, jak z Rakowem odpadliśmy z Pucharu, a z Lechem zremisowaliśmy w lidze. Jest w nas głód zwycięstwa.

Nie jest pan pierwszym i nie będzie pan ostatnim Norwegiem w ekstraklasie. W tym sezonie w ekstraklasowych drużynach jest sześciu pana rodaków. W przyszłości będzie ich jeszcze więcej?

– Sądzę, że tak. Przede wszystkim dlatego, że skandynawskim zawodnikom sprzyja polski styl futbolu.

Norwegia to bardzo silna reprezentacja, która w kwalifikacjach do mundialu nie straciła punktu. Pan ma za sobą występy w młodzieżowych kadrach, ale do pierwszej reprezentacji dostać się będzie niezwykle trudno.

– Teraz Norwegia ma szczęście, bo wielu zawodników dysponuje ogromnymi umiejętnościami. Radzą sobie znakomicie poza granicami kraju, w najlepszych europejskich ligach. Jest moda na piłkę nożną w Norwegii i widać coraz więcej młodych zawodników, którzy wyjeżdżają w świat, żeby zbierać doświadczenie. Poza tym poziom nauczania futbolu w ostatnich latach bardzo się rozwinął. Nie wiem, jak i co robią, ale robią to dobrze! Teraz, żeby dostać się do kadry Norwegii, trzeba grać w ligach top 5. Przez to nie czuję więc, żebym był blisko powołania do reprezentacji, ale… kto wie, co wydarzy się w przyszłości!

Rozmawiał Kacper Janoszka


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się