Noga wciąż kręci, nikogo się nie boję

Rozmowa z 23-letnim Maciejem Wyderką, rekordzistą Polski w biegu na 800 metrów

23-letni średniodystansowiec z Piekar Ślaskich celuje w pierwszy medal w dużej seniorskiej międzynarodowej imprezie. Fot. Michał Laudy/PressFocus


DO HMŚ ZOSTAŁ 1 DZIEŃ

Czy czujesz już dreszczyk emocji przed startem w Toruniu, w mistrzostwach świata na polskiej ziemi? Czy jednak - jako już zaprawiony w bojach na igrzyskach i mistrzostwach świata - bierzesz to „na chłodno”?

- Jestem bardziej doświadczony, spokojniejszy. Zaczynam w piątek, jeszcze się nie ekscytuję (rozmowa odbyła się we wtorek - przyp. red.). Dopiero dzień przed startem lubię poczuć atmosferę, bo nie ma sensu tracić energii. Trzy dni biegania przede mną - mam nadzieję, więc trzeba to dobrze rozłożyć.

Zdrowie dopisuje?

- Tak, wszystko optymalnie. Odpukać, noga się kręci, we wtorek w Ostrawie mieliśmy ostatni kluczowy trening. Wyszedł bardzo fajnie, widać, że forma jest dobra.

Co jest ważniejsze na takich zawodach - pewnie bardziej medal niż uzyskany czas?

- Zdecydowanie, miejsca są ważniejsze niż rezultat, ale na takich imprezach zazwyczaj i tak padają mocne wyniki. W finale mistrzostw świata w Tokio wszyscy pobiegli na 800 metrów szybciej niż 1.43, to jest kosmos. Więc wyniki też za tym idą, ale wiadomo - najważniejsze są miejsca i medale.

Na listach startowych twoje 1.44,07 to czwarty wynik, ilu będzie kandydatów do medali?

- Wychodzę z założenia, że wszyscy są równi, na mistrzostwach nie biegają na czas, liczą się taktyka i dyspozycja, no bo trzeba wytrzymać trzy dni biegania dzień po dniu, więc wiele rzeczy ma wpływ na medale. W eliminacjach i półfinałach będą bitwy, bo w hali jest więcej kółek, więcej wiraży, często są problemy taktyczne, więc trzeba biegać z rozwagą, dużo myśleć, no i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Lubisz biegać w hali, czy wolisz na stadionie?

- W hali lubię z jednego powodu: nie ma niebezpieczeństwa, że wiatr czy deszcz popsują nam bieg. Ale lubię też słońce, więc jeśli na stadionie nie ma złej pogody, to zdecydowanie wolę stadion.

Miałeś już pewnie niejedną sytuację w hali, gdzie musiałeś „połokciować”, przepychać się i powalczyć o pozycję.

- To jest standard na 800 metrów, jeszcze po tym pierwszym zejściu do krawężnika lubimy się poprzepychać. Wiadomo, każdy walczy o pozycję, jest szybko, więc kraksy się zdarzają. Dużo zależy od tego, z kim będę biegał w serii, więc na razie nie ma co się tym przejmować. Na to przyjdzie czas dzień przed startem, gdy już będziemy znali serię i listę startową.

Powiedziałeś, że noga kręci. Czy świetna dyspozycja z początku lutego, z Ostrawy, gdy o pół sekundy pobiłeś 14-letni rekord Polski „profesora” Adama Kszczota, jest wciąż realna, a może lepsza?

- Na pewno, zresztą trener uważa tak samo.

To twój debiut w halowych MŚ, ale rok temu startowałeś w mistrzostwach Europy pod dachem. W Apeldoorn pechowo nie wszedłeś do finału. Lekcja?

- Prowadziłem cały bieg, ale na ostatnim wirażu straciłem rytm, a na ostatnich metrach wyprzedził mnie jeszcze jeden rywal i do awansu zabrakło sześć setnych sekundy. Ale takie jest bieganie w hali, trzeba się z tym liczyć. To jest cenne doświadczenie na ten rok. Wiem, czego się spodziewać i czego nie robić.

Czy twoja taktyka zależy od okoliczności, rywali?

- Zawsze wiem jak biegać, odważnie, nie oszczędzać się od początku. A jak zostaję zamknięty przez rywali, to już wtedy muszę „szyć”. Ale rzadko się zdarza, że nie wypełniam pierwszego planu. Często nasze plany są ryzykowne, ale bardzo skuteczne.

Czyli od startu, mówiąc potocznie, z grubej rury?

- Nie zawsze, bo trzeba uważać, żeby się nie wdać w przepychanki. Ale najlepiej szybko uciec. Trzymanie się z tyłu akurat odpada, bo potem dystans jest już nie do nadrobienia.

Boisz się w ogóle kogoś na bieżni?

- Nie no, jakie tam bać się... Każdy jest równy. Każdy będzie walczył o swoje, więc tu nie ma czego się bać.

Z Belgiem Crestanem przegrałeś dwa razy w tym roku, w Ostrawie i w toruńskim Copernicusie - może do trzech razy sztuka?

- No jasne! Chciałoby się choć raz i fajnie by było na tej najważniejszej imprezie. Ale jest mocny, jest u niego gaz, to widać. Jest też bardzo powtarzalny. Moją zaletą jest to, że jestem bardzo stabilny. A wadą tego wszystkiego jest to, że Crestan też jest stabilny.

Może wyskoczyć jakiś królik z kapelusza, jak ten 17-latek z USA, Lutkenhaus?

- Zawsze tak może być. To są mistrzostwa świata. Zawsze wszystkich nosi. Wszyscy mają dużo energii w sobie. Wszyscy czekają na ten moment. Może być dużo niespodzianek.

Na przykład Filip Ostrowski?

- Tak. Jesteśmy obaj w top 10 na świecie. Też może się fajnie zaprezentować. Trenowaliśmy razem na zgrupowaniu w Spale, widać było że jest dobrze u niego. I ta nasza rywalizacja między sobą nas trochę zmotywuje.

Kumplujecie się?

- Jasne, fajny kolega.

Co się stało w zimie, że postanowiliście postawić na 800 metrów w hali, a nie na 1500 jak na igrzyskach i w Tokio?

- Tak naprawdę wywodziłem się z 800. Zawsze bardziej ten dystans mi leżał. Mocnym bodźcem, który nas w tym kierunku pchnął, był rok temu bieg we Wrocławiu i ówczesna życiówka 1.45,47. Zauważyliśmy z trenerem, że jest potencjał na 800. Miałem zastój w pewnym momencie na tym dystansie, dlatego próbowaliśmy „półtoraka”, bo mam też duży potencjał wytrzymałościowy, ale widać, że z tym osiemset na ten moment obraliśmy dobry kierunek.

Jak się koncentrujesz przed startem? Pobudzasz się czy raczej uspokajasz?

- Nie pobudzam, zdecydowanie uspokajam. W dniu startu na rozgrzewce unikam nawet muzyki. Staram się wyciszać i tę energię skumulować na start.

Masz jakieś metody, może modna ostatnio medytacja? Czy sam w sobie tego spokoju szukasz?

- Sam w sobie się wyciszam. Wpada jakiś spokojny serial, takie rzeczy, nic więcej nie potrzebuję. Niektórzy muszą się pobudzać, słuchać jakiejś mocnej muzyki, krzyczeć, skakać. Ja nie. Im więcej spokoju we mnie, tym lepiej to wychodzi na bieżni.

Jak godzisz wyczynowy sport ze studiami na katowickiej AWF, na kierunku zarządzania kapitałem ludzkim?

- Staram się, chociaż wiadomo, jak rośnie sportowy poziom, to jest coraz trudniej. Ale już mam ostatni rok, teraz magisterka, można trochę, wiadomo, przeciągnąć, mam indywidualny program studiowania. Zobaczymy, czy mi się uda w tym roku pracę obronić. Wiem, że mogę też przełożyć obronę na przyszły rok, ale wolałbym to skończyć i mieć już spokój.

Zacząłeś pisać?

- Mam temat przygotowany, który chciałbym badać, ale jeszcze nie zacząłem. To szanse i zagrożenia komercjalizacji w sporcie, coś w tym kierunku. Na przykład ciekawi mnie dysproporcja w zarobkach u sportowców w różnych dyscyplinach, z czego wynika, co na to wpływa, zainteresowanie, kibice, i tak dalej.

Czujesz się niedoceniony jako lekkoatleta?

- Nie uważam tak, na ten moment. Nie jestem jeszcze nie wiadomo jaką gwiazdą, żeby o sobie w ten sposób myśleć.

Ale gdybyś w piłce nożnej był w takim topie, jak jesteś w lekkiej atletyce, to zarabiałbyś kilka razy więcej…

- Na pewno, ale niektórych rzeczy się nie przeskoczy. Lekkoatletyka to jest królowa sportu, ale nie sport narodowy, na szczęście (śmiech).

Czy po mistrzostwach będziesz miał trochę wolnego?

- Będę miał tydzień, żeby odpocząć, zregenerować się i potem lecimy na obóz w Alpy, do Font Romeu. Najważniejsze będą mistrzostwa Europy w sierpniu w Birmingham.

Rozmawiał Tomasz Mucha

KIEDY ON BIEGA?

Eliminacje - piątek, godz. 13.21
Półfinał (?) - sobota, 13.08
Finał (?) - niedziela, 19.38


___________________________

Nie zadziera nosa

Janusz SZCZYRK, trener Macieja Wyderki

- Maciek nie spadł z księżyca. Systematycznie piął się, od wieku juniora młodszego cały czas była progresja. Byli też inni bardzo utalentowani zawodnicy, było nawet o nich głośniej. O Maćku się mniej mówiło, ale chodzi o to, żeby osiągać najlepsze wyniki w wieku dojrzałym, kiedy jest się pełnym, fizycznie rozwiniętym, silnym mężczyzną. Nie sztuką jest osiągać sukcesy w wieku juniora, bo zwykle kariera i zdrowie szybko się kończą, choć są wyjątki, jak Jacob Ingebrigtsen. Maciek był cierpliwy, nie wywierał presji, że może za słaby wynik, że może mocniej potrenujmy - tego nigdy nie było. Ufa mi jako swojemu trenerowi. To spokojny, ułożony chłopak. Ma bardzo dobrą opinię wśród innych, bo nie zadziera nosa, nie jest zarozumiały. Ma w sobie pokorę. Przez studia idzie normalnym trybem, wszystko zalicza w terminach, to jest ewenement. Zawodowy sportowiec powinien też normalnie żyć, nie musi mieć obsesji, typu: tego nie zjem, bo mi zaszkodzi, jak za dużo pochodzę, to się zmęczę i tylko będę leżał. Nie lubię jak zawodnicy się głaszczą, a czasem ich trenerzy nad nimi też. Nie można nakładać kokonu, żyć w sterylnej próżni. Wtedy łatwo wpaść w problemy psychiczne i trzeba szukać psychologa. Dlatego znacznie lepiej, gdy zawodnik funkcjonuje jak każdy przeciętny człowiek, ze swoimi rówieśnikami, żyje normalnie jak inni. Taki jest Maciek.

Rywale na 800 metrów

Najlepsi na liście startowej HMŚ w Toruniu

1.43,83 Eliott Crestan (Belgia)
1.43,89 Peter Bol (Australia)*
1.44,03 Cooper Lutkenhaus (USA)
1.44,07 Maciej WYDERKA
1.44,23 Mark English, Irlandia
1.44,27 Bob Abdelrahim (Australia)*
1.44,67 Mohamed Ali Gouaned (Algieria)
1.44,68 Filip OSTROWSKI
*wynik ze stadionu

W mistrzostwach nie startuje Amerykanin Josh Hoey, który 24 stycznia ustanowił rekord świata - 1.42,50.

Janusz SZCZYRK

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się