No to powtarzajmy!

MUCHA NIE ŚPI - Tomasz Mucha

Emma Navarro powinna mieć prawo zweryfikować sporną sytuację, ale Iga Świątek nie jest od sędziowania. Fot. PAP/EPA

Życzliwa zwykle Idze legendarna Martina Navratilova podała wpis dziennikarza „Sports Illustrated”: „O mój Boże, wszędzie mamy roboty, a nie mamy ich do oglądania podwójnych odbić?!” – retorycznie pytał na platformie X Jon Werthein. Navratilova do udostępnionego posta dodała tylko jedno słowo: „Ha!”.

W sieci rozgorzała burza, czy Świątek oszukała Emmę Navarro i dlaczego nie przyznała się do podwójnego odbicia. Hejterzy nazwali Polkę oszustką lub – co łaskawsi - zawodniczką bez honoru, niektórzy fachowcy pod nazwiskiem mówią/piszą o „nieczystym zagraniu Igi”.

To i ja wypowiem się jako tenisowy praktyk-amator. Generalnie trudno nie dostrzec, że piłka odbija się pod moim nosem dwa razy, ale są sytuacje „na styku” – dziejące się w ułamkach sekund i milimetrach nad ziemią - gdy o obiektywną ocenę piekielnie trudno, a każdą wątpliwość rozstrzygamy na swoją korzyść, w końcu chcemy wygrać! Domyślacie się państwo, że na stołku zwykle nie ma wtedy sędziego, który by pomógł rozstrzygnąć spór i wtedy trzeba się jakoś dogadać; różnie z tym bywa, ale na szczęście na podorędziu mamy nieśmiertelną frazę „no to powtarzamy!”.

W zawodowym tenisie mają lepiej - przynajmniej teoretycznie - bo są tam wysoko kwalifikowani sędziowie, wspierani przez coraz bardziej zaawansowaną technologię, w tym AI, która wypiera z kortów sędziów liniowych. Szkoda tylko, że przepisy jeszcze nie nadążają i Navarro powinna mieć prawo zweryfikować sporną sytuację już po rozegraniu całej akcji. Natomiast nie jest zadaniem Igi Świątek sędziowanie swojego meczu, a sytuacja gołym okiem ewidentna wcale nie była. Jeżeli czegoś szkoda, to tylko straconej szansy na nagrodę fair play. Ale kto wie, czy wtedy rozmawialibyśmy o szansach Polki na triumf w Australian Open…