No i po co te nerwy?
Z Albańczykami takiej końcówki, jak z Silkeborgiem, Jagiellonii zaliczyć już nie wypada.
Jesus Imaz dubletem uczcił przedłużenie kontraktu z Jagiellonią Białystok. Fot. Michał Kość/PressFocus
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Rewanżowy wynik 2:2, a finalny 3:2, trochę zakłamuje rzeczywistość, bo Jagiellonia wcale nie pokonała Silkeborga na styk. W czwartek prowadziła już dwoma bramkami niezawodnego Jesusa Imaza, który wszedł w buty nieobecnego z powodu kartek Afimico Pululu i w praktyce zagwarantował Dumie Podlasia awans. Strzelił w 29 i 35 minucie, co w dwumeczu dawało rezultat 3:0. Było już „po szychcie”.
To nieczęsto się zdarza
Skąd więc to 2:2? W końcówce białostoczanie ewidentnie spuścili z tonu i myśleli już o pomeczowej regeneracji. Pojawiły się niepotrzebne nerwy, choć na te nerwy nic przez zdecydowaną większość czasu nie wskazywało. Kiedy jednak Silkeborg złapał kontrakt w 87 minucie, uśmiechy wielu nieco zrzedły. Na szczęście wyrównujące trafienie padło dopiero w 4 minucie doliczonego czasu, choć na pewno jest warte wzmianki dlatego, że było efektem rzutu wolnego pośredniego, który został podyktowany po tym, jak Sławomir Abramowicz złapał piłkę podaną przez kolegę. Widoki to w piłce nożnej rzadkie, a jeszcze rzadsze jest, aby z takiego wolnego pośredniego strzelić gola – Duńczykom się to udało. Nie mieli już czasu na nic więcej, zdaje się też, że wycisnęli z tego meczu więcej, niż mieli prawo wycisnąć... Mocniejsze drużyny mogą być znacznie mniej łaskawe. – Kluczowy jest dla nas awans. Finalnie to się liczy w eliminacjach europejskich pucharów. Na dwumecz musimy patrzeć przez pryzmat pełnych 180 minut spędzonych na boisku, a nie przez pryzmat ostatnich 10 minut, które zachwiały obrazem. Uważam, że z perspektywy całego dwumeczu zasłużyliśmy na awans – powiedział trener Jagiellonii Adrian Siemieniec.
To było dziwne
Młody szkoleniowiec Dumy Podlasia zauważył też mniej oczywiste defekty. – W pierwszej połowie kontrolowaliśmy spotkanie, mimo tego że były fragmenty, kiedy nie mieliśmy piłki. Do przerwy mieliśmy bardzo dobry wynik, w dwumeczu prowadziliśmy 3:0. Niepokojąca była jedynie końcówka pierwszej połowy, kiedy w naszym graniu było może za mało odpowiedzialności. Wtedy to przeciwnik nas kontrował, co przy takim stanie dwumeczu jest... dosyć dziwne. W drugiej połowie zabrakło nam zabicia meczu. Stracony gol spowodował u nas brak pewności siebie, a u przeciwnika nadzieje. To, co stało się przy sytuacji na 2:2, napędziło tę drużynę. W końcówce trzeba było dowieźć wynik i się wybronić. Nie możemy być z niej zadowoleni, ale z dwumeczu i tego, że przechodzimy dalej – już tak – podkreślił Siemieniec.
Na papierze najsłabsi
Dla Jagi to dobra lekcja na przyszłość, gdzie rysuje się już ostatni przeciwnik przed fazą ligową Ligi Konferencji – zdobywca Pucharu Albanii FC Dinamo City, który niespodziewanie wyeliminował chorwackiego Hajduka Split. Trzeba uważać, ale Jagiellonia powinna dopiąć swego, bo na papierze (i tylko na nim) to prawdopodobnie najsłabszy przeciwnik, z jakim zmierzy się a w eliminacjach LK.
Piotr Tubacki
◼ Jagiellonia Białystok – Silkeborg 2:2 (2:0). Pierwszy mecz 1:0. Awans Jagiellonia1:0 – Imaz, 29 min, 2:0 – Imaz, 35 min, 2:1 – Berger (87), 2:2 – Gammelby (90+4)
JAGIELLONIA: Abramowicz – Wojtuszek (33. Villar), Vital, Stojinović (90+2. Kobayashi), Wdowik – Romanczuk, Drachal (69. Flach) – Pozo, Imaz, Pietuszewski (69. Cantero) – Rallis (90+2. Mazurek). Trener Adrian SIEMIENIEC.
SILKEBORG: N. Larsen – Nielsen, Busch, Gammelby, Montano (46. Poulsen) – M. Larsen, Mattsson (68. Freundlich), Al Hajj (46. Boesen) – McCowatt, Adamsen (79. Simmelhack), Bakiz (68. Berger). Trener Kent NIELSEN.
Sędziował Eric Wattellier (Francja). Widzów 17 369. Żółte kartki: Wojtuszek, Romanczuk – Freundlich.
