No i co z tego
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Włosi to nacja, która w Europie bodaj najlepiej wie, czego chce od futbolu: zawsze chodzi o osiągnięcie celu, walory artystyczne jedynie przy okazji... Czasem tym celem jest zwycięstwo, ale jeśli nie jest konieczne – remis też wystarczy. Wtedy – choć przecież we włoskiej lidze brylantowych techników, którzy potrafią tworzyć widowiska, nie brakuje – jest temu podporządkowane wszystko. Także efektowna gra.
Włosi są mistrzami minimalizmu i potwierdzili to wczoraj meczem z Rakowem w Sosnowcu (to trochę wstyd, że Częstochowa tak długo nie potrafi się dorobić obiektu, który spełniałby jakiekolwiek międzynarodowe standardy). Osiągnęli, co chcieli i nawet zbytnio nie musieli się denerwować. Serca zadrżały im być może jedynie raz, gdy sędzia w końcówce, przy stanie 1:1, dał gospodarzom karnego z kapelusza. VAR jednak zdecydował, że się arbiter się z tej decyzji wycofał. Fiorentina przyjechała przede wszystkim nie przegrać, więc nikomu z Włochów nie zależało na olśniewaniu publiczności. Cel uświęca środki, czyli morderstwo efektownego futbolu jest czynnością nie tyle pożądaną, co przydatną. Gdy cel jest osiągnięty, nikt tam nie marudzi. Zabiłeś mecz? No i co z tego? Walić to!
Włosi zaprezentowali się u nas więc jako zespół:
a) pragmatyczny;
ą) asekuracyjny;
b) sprawnie się przesuwający;
c) zaangażowany na tyle, ile trzeba;
ć) oszczędny;
d) rozumiejący się bez zarzutu;
e) sprawnie paraliżujący poczynania rywala;
ę) prowokujący, ale nie przesadnie, bo nie było potrzeby;
f) nienagannie przygotowany fizycznie;
g) mający często szczęście w stykowych sytuacjach;
h) umiejętnie regulujący tempo, niezbyt je przy tym forsujący;
i) zwalniający je, kiedy trzeba;
j) dobrze i skutecznie wybijający piłki z własnego pola karnego;
k) umiejętnie opóźniający grę;
l) przyczajony;
ł) atakujący rzadko, znienacka, ale jak już to z przytupem;
m) gestykulujący i brykający w razie poczucia krzywdy;
n) jawiący się jako zespół wyrównany bez gwiazd;
n) gdy trzeba perfidny;
o) szczelny w obronie;
ó) dążący do perfekcji w ustawieniu i momentami je osiągający;
p) zdyscyplinowany taktycznie;
q) spokojny;
r) kontrolujący mecz w miarę możliwości, czyli... właściwie bez przerwy;
s) nieprzesadne pamiętający o trudnej sytuacji w lidze;
ś) kładący się na murawę, kiedy trzeba;
t) inteligentny w poczynaniach;
u) perfidny;
w) zmuszający przeciwnika do niedokładnej gry;
x) wyczuwający słabość, gdy ta się pojawia;
y) złożony z piłkarzy, który doskonale wiedzą, kiedy się przewrócić;
z) odporny mentalnie;
ź) reagujący na polecenia trenera;
ż) kontrolujący czas.
Zabrakło literek alfabetu, ale dodam jeszcze, że hardy, wytrwały i taki, który się nie zniechęca.
Uff... trochę tego się zebrało. W efekcie wszystko Włochom poukładało się, jak należy. W dwumeczu prowadzili ledwie parę chwil, zwycięskie bramki zdobywali przecież za każdym razem w doliczonym czasie. Ale co z tego? Przełknęli krótki wystrzał wyobraźni i odwagi Karola Struskiego. To odważne wejście i nagły strzał w krótki róg było, przyznacie, perfekcyjne. Eccelente! Abbagliante! Sorprendente! Włosi takich ładnych bramek nie strzelili, wręcz przeciwnie – po rykoszecie i do pustaka. Tylko co z tego? Kto o tym będzie pamiętał...
To nie ma już znaczenia. Kto awansował? No właśnie.
