No gdzie tak mu dobrze, jak „w domu”!
Hubert Hurkacz wygrał drugi mecz z rzędu i w czwartek powalczy o ćwierćfinał tysięcznika w Monte Carlo.
Hubert Hurkacz na kortach w Monte Carlo nareszcie odzyskał wigor. Fot. PAP/EPA
Wrocławianin do turnieju na przepięknie położonych kortach ziemnych w Monte Carlo - a więc właściwie w swoim drugim domu, wszak w stolicy Księstwa ma swój apartament i często trenuje - przystępował po siedmiu kolejnych przegranych spotkaniach. Czarna seria Huberta Hurkacza zaczęła się od drugiej rundy Australian Open, a później znaczyły ją porażki w pierwszej rundzie w Montpellier, Rotterdamie, Dubaju, Indian Wells, Miami, a nawet w challengerze na Dominikanie.
Seria przegranych poskutkowała rozstaniem z chilijskim trenerem Nicolasem Massu. Impreza w Monako była więc pierwszą, w której występuje bez szkoleniowca - w boksie „robi” za niego sparingpartner Mateusz Terczyński.
We wtorek „Hubi”, 74. w ostatnim notowaniu ATP, przełamał złą passę, pokonując rozstawionego z numerem 15. Włocha Luciano Darderiego 7:6 (7-4), 5:7, 6:1. W środę Polak, były numer 6 na świecie, poszedł za ciosem i awansował do 1/8 finału: w zaledwie 72 minuty wygrał z Fabianem Marozsanem 6:2, 6:3. Węgier również jest wyżej notowany od Hurkacza - zajmuje na liście ATP 43. miejsce. Wcześniej spotkali się tylko raz, w 2023 roku w ćwierćfinale w Szanghaju, gdzie zwyciężył Polak. W środę Hurkacz potrzebował pół godziny, by wygrać pierwszego seta. Przewagę zdobył w czwartym gemie, przełamując serwis Marozsana, a ponownie dokonał tego w ósmym gemie i zakończył partię.
Druga była bardziej wyrównana i rozstrzygnęła się w ósmym gemie, gdy Polak przełamał podanie rywala i objął prowadzenie 5:3. Po chwili przy własnym serwisie dokończył dzieła. W całym pojedynku nie dał rywalowi ani jednej szansy na przełamanie. Popełnił tylko pięć niewymuszonych błędów, przy trzynastu rywala.
W 1/8 finału w czwartek przeciwnikiem Hurkacza będzie reprezentant gospodarzy Valentin Vacherot (23. ATP), który zaszokował rozstawionego z numerem 4. Włocha Lorenzo Musettiego, wygrywając 7:6 (8-6), 7:5. Było to drugie zwycięstwo 27-letniego Monakijczyka nad zawodnikiem z Top 5 po półfinałowej wygranej z Novakiem Djokoviciem w drodze po sensacyjny triumf w Szanghaju w październiku - jako 204. tenisista świata, został najniżej notowanym mistrzem turnieju Masters 1000 w historii. W środę Vacherot został pierwszym Monakijczykiem od czasów swojego trenera i przyrodniego brata Benjamina Ballereta, który w 2006 roku dotarł do trzeciej rundy turnieju w Księstwie.
(t)
Blamaż Miedwiediewa
Wydarzeniem środy w Monte Carlo była klęska Daniił Miedwiediewa - Rosjanin został zaledwie piątym tenisistą z czołowej dziesiątki rankingu ATP, który przegrał mecz 0:6, 0:6. Rozstawionego z „siódemką” Miedwiediewa bez straty gema w 49 minut zdeklasował Włoch Matteo Berrettini. Byłemu liderowi rankingu, a obecnie w nim dziesiątemu zawodnikowi, nic w tym spotkaniu nie wychodziło. W dodatku czeka go jeszcze grzywna, bo na początku drugiego seta, gdy został przełamany na 0:2, zniszczył ze złości rakietę. Przy aplauzie publiczności rzucał nią o kort, a to co z niej zostało wyrzucił do kosza.
Ranking ATP funkcjonuje od 1973 roku. Wcześniej tak wstydliwych porażek będąc w Top 10 doznali: Francuz Yannick Noah (1983), Amerykanin Jimmy Connors (1984), Argentyńczyk Gaston Gaudio (2005) i Czech Tomas Berdych (2016).
