Nikt się nie spodziewał, że Kompany będzie aż tak dobry!

Rozmowa z Radosławem Gilewiczem, byłym reprezentantem Polski, piłkarzem m.in. VfB Stuttgart i Karlsruher SC, komentatorem Bundesligi

Vincent Kompany w tle, za to z bardzo wyrazistym wpływem na Bayern! Fot. PAP/EPA

 Bayern zrobił już w tym sezonie wiele niezwykłych rzeczy. W miniony weekend dołożył kolejną: remontadę od 0:3 do 4:3 z Mainz. Wynik do przerwy był szokujący?

- Wiemy, że Bayern jest już mistrzem, więc Vincent Kompany całkiem zasadnie chciał dać odpocząć ośmiu zawodnikom z podstawowego składu. Tego 0:3 po 45 minutach pewnie jednak rzeczywiście się nie spodziewał. Wystarczyło jednak wrzucić na drugą połowę te trzy zmiany – myślę o wpuszczeniu na boisko Michaela Olise, Harry'ego Kane'a i Jamala Musiali – i jakość przez nich prezentowana zrobiła różnicę. Przy okazji zaś dostaliśmy kolejne potwierdzenie tego, o czym wszyscy już wiedzą: że ich wyniki w tym sezonie to nie tylko efekt „sportowego samograja”, jaki złożono w Monachium, ale też ogromnej mocy mentalnej tych graczy.

Krótko mówiąc: mocni są?

- Tak mocni, że trudno ich będzie komukolwiek zatrzymać. Wiadomo, że i PSG jest w fantastycznej formie. Ale – moim zdaniem – to Bayern jest przed tym meczem w lepszej sytuacji.

W fazie ligowej ograł już Paryżan!

- Nie tylko o to chodzi. Pomijając lipcowy mecz w Klubowych Mistrzostwach Świata – którego nie biorę pod uwagę, bo to nie było spotkanie o wielką stawkę... - Bawarczycy wygrali pięć ostatnich spotkań z PSG w Lidze Mistrzów. No i mają też inny komfort: są już mistrzami Niemiec, mogą skupić się tylko na Champions League, a taki scenariusz, jaki przydarzył im się w omawianej już grze z Mainz, daje jeszcze większego „kopa”! A z tego ostatniego, listopadowego, zwycięstwa w Paryżu zapamiętałem jedno zdanie Joshuy Kimmicha.

Mianowicie?

- Że choć zagrał już ponad 400 meczów dla Bayernu, pierwsza połowa w stolicy Francji to było najbardziej intensywne 45 minut w jego życiu! Więc proszę sobie z tego wywnioskować, na jak wielkie wyzwania fizyczne i mentalne Monachijczycy są gotowi w tym sezonie! A do tego presja jest na pewno większa na obrońcy tytułu, co oczywiście nie znaczy, że PSG stoi na straconej pozycji.

Tym bardziej, że to „zadaniowcy”. W fazie ligowej – jak w zeszłym sezonie – zdarzały się potknięcia. Ale tę pucharową znów grają fenomenalnie!

- Są w fantastycznej formie. Końcówka sezonu, kiedy piłkarze mają w nogach całą masę spotkań, a w perspektywie przed sobą mistrzostwa świata, to dla każdego trenera klubowego ogromne wyzwanie. Trzeba sensownie rotować składem, a Luis Enrique robi to bardzo, bardzo dobrze. Ćwierćfinałowy dwumecz z Liverpoolem wyglądał w wykonaniu PSG jak spacerek. Paryżanie to niesamowita jakość, świetny zespół, który nie ma słabości. Jedyna przeszkoda to... Bayern, którego muszą pokonać we wtorek w pierwszym meczu u siebie, żeby wypracować komfortową zaliczkę przed rewanżem.

Mają na to szansę?

- Bayern jest aktualnie – nie waham się tego powiedzieć – najlepszym zespołem w Europie!

Czyli rozumiem, że jeśli Bayern ma przegrać, to... tylko z własną głową, własną słabością?

- Na którą jednak trudno liczyć. To jest zespół o niesamowitym głodzie piłkarskim, głodzie sukcesu. Znakomita mieszanka doświadczenia z młodością. Wypadł Serge Gnabry? No to Musiala już pokazał, że wraca na te najwyższe obroty. Bayern gra fantastyczną, otwartą piłkę. W jakimś stopniu ryzykowną, choć nie na tyle ryzykowną w defensywie, co Barcelona – jest to na pewno bardziej uporządkowane. Barca gra bardzo wysoko, Bayern potrafi grać i w niskiej obronie, kiedy jest to potrzebne. Jest po prostu lepiej zbalansowany.

I można się nim zachwycać w każdym meczu!

- Tak jest. Oglądałem w ten weekend niemiecki program, w którym padło ciekawe stwierdzenie: „Nawet jeżeli przez lata nie byłeś kibicem Bayernu, teraz po prostu musisz być dumnym z tego, jak ten Bayern prezentuje się na arenie międzynarodowej”. I ja się z tym zgadzam, bo sam z nim sympatyzuję. Pokazuje futbol na „tak”: ofensywny, skuteczny, ale i zdyscyplinowany.

To kwestia trenera Kompany'ego i jego własnego pomysłu? Czy po prostu dobrze poukładał atuty, które dostał do pracy?

- Przypominam sobie – jeszcze z okresu pracy w Viaplay – dyskusję na temat Kompany'ego. On był czwartym czy piątym wyborem Bayernu! Nikt się nie spodziewał, że będzie aż tak dobry. Że będzie mieć tak dobre relacje z zawodnikami. Przecież on jest o miesiąc... młodszy od Manuela Neuera! Thomas Mueller już za Kompany'ego grzecznie pożegnał się z Bayernem, a ten zespół stał się jeszcze lepszy! Nie mam wątpliwości, że to zasługa Kompany'ego, nikogo innego. To on te klocki poukładał w niezwykły sposób. Niby grają systemem 1-4-2-3-1. Ale gdy spojrzymy, jak oni się poruszają na boisku, to trudno będzie powiedzieć, że Harry Kane jest wyłącznie środkowym napastnikiem. Bo on jest wszędzie: w obronie, na prawej stronie, na lewej... A w tym czasie ktoś inny jest na „dziewiątce”. Więc powtórzę: to jest fenomenalne, jak ten zespół się zgrał i jak się dobrze rozumie.

I jak jest głodny wygrywania – powiedział pan wcześniej.

- Tak jest. Po meczu z Mainz Kompany na konferencji przyznał, że gdy padł czwarty gol, radość całego zespołu na murawie i całej ławki rezerwowych była tak wielka, że on sam miał wrażenie, jakby grali w jakimś finale i wygrali coś arcyważnego w tym momencie! Gdyby to był mecz z Borussią Dortmund i zdarzyłoby się takie odwrócenie wyniku, radość byłaby zrozumiała. Ale to było to Mainz, a sam mecz był formalnością. To, że doprowadził do takiej atmosfery w drużynie, fantastycznie świadczy o Kompanym. To jest głód wygranych większy niż w epoce Hansiego Flicka. Więc... jeśli nie teraz, to kiedy będzie lepsza okazja i motywacja do tego, by wygrać Ligę Mistrzów!?

Niedawno rozmawiałem z Waldemarem Matysikiem, który wielkim fanem Bayernu nie jest. Ale nie szczędził mu komplementów, i nie wahał się porównać Olise i Diaza do Ribery'ego i Robbena. Słusznie?

- Oni byli w klubie 10 lat i wygrali wszystko, co mogli, więc na razie to może jeszcze za wcześnie na takie porównania. Być może pewne podobieństwo – w tych zejściach ze skrzydeł do środka – jest, ale to jest jednak inna generacja. Futbol też się od tamtej pory zmienił. Strzelanie goli jest rozłożone w Bayernie na wielu piłkarzy, a nie tylko na samego Roberta Lewandowskiego, który był klasyczną „dziewiątką”, na którą wszyscy grali, a której nie widzieliśmy w linii pomocy czy w bocznych sektorach.

Przyznał pan, że nie brak panu sympatii dla Bayernu. A czy kibic Bayernu powinien się czegoś obawiać od strony sportowej?

- Tego, że po drugiej stronie jest kapitalny zespół, z kapitalnym trenerem. Oglądnąłem ostatnio dokument o Luisie Enrique: o tym, jak pracuje, jak działa ze swoim sztabem i przede wszystkim jak podchodzi do swojego zespołu. I na pewno Luis Enrique będzie mieć plan na ten dwumecz. Sam jestem ciekawy, jak ustawiony będzie Dembele, który z Liverpoolem bramki strzelał jak na treningu. Kwaracchelia czy Vitinha to też są ludzie światowej klasy. Na szczęście to dwumecz, a Bayern jest w tej komfortowej sytuacji, że rewanż gra u siebie. Bo u siebie meczów nie przegrywa.

Ale z Realem to u siebie miał kłopot!

- Wiadomo, że na tym poziomie byłoby wręcz niemożliwe, żebyś w którymś momencie nie miał tych kłopotów. Jestem przekonany, że i z PSG będzie je Bayern mieć, bo nie jesteś w stanie w 90 minut mieć kontrolę nad przeciwnikiem. Gdy po drugiej stronie masz Viniciusa czy Mbappe, którzy z niczego mogą sobie sytuację stworzyć, jest to po prostu niemożliwe. Tak samo wyłączyć Dembele - ciężka sprawa. Wygra drużyna, która będzie bardziej wyrachowana - i myślę, że to będzie Bayern.

To jeszcze pytanie o drugi półfinał: Atletico czy Arsenal będzie górą?

- Trudne pytanie. I fajne, bo – czego nie pamiętałem – żaden z tych zespołów jeszcze nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów. Oni grali już ze sobą w październiku, Arsenal wygrał 4:0 w fazie grupowej, ale teraz to będzie inny mecz. I.... stawiam na Atletico, nie tylko dlatego, że jest żądne rewanżu. Arsenal jest skupiony na mistrzostwie Anglii, bo wydaje mi się, że dla niego jest ono chyba nawet ważniejsze niż Liga Mistrzów! Natomiast Atletico – wygrywając z Barceloną w Champions League i w Pucharze Króla – dostało ogromnego kopa mentalnego!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Liga Mistrzów – półfinał

◼ Paris St Germain – Bayern

wtorek, 21.00 – Canal+ Extra 1

◼  Atletico – Arsenal

środa, 21.00 – Canal+ Extra 1, TVP 1, TVP Sport

Radosław Gilewicz. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się