Niezwykłe święto Unii Strzybnica
Z niecodziennej okazji przyjedzie na mecz reprezentacja Śląska oldbojów.
Każdy klub ma ludzi, którzy oddani mu są całym sercem. Od lewej: Józef Gołkowski, Katarzyna Wachnik i Eugeniusz Wawrosz. Fot. Paweł Czado
Klub ze Strzybnicy, dziś dzielnicy Tarnowskich Gór, ma bogata historię - powstał 102 lata temu. Odwiedzam piękny, zadbany stadion, na którym miejscowi piłkarze grają w „okręgówce”. Przed klubem świetna uroczystość, mimo że jubileusz przecież już niedawno był. Teraz jednak stadion przy ul. Armii Krajowej otrzyma oficjalnie patrona. To będzie człowiek „stond”.
- Uroczystość odbędzie się 3 października. Wtedy stadionowi zostanie nadane imię Jana Kałużnego - informuje Sylwester Kurek, nowy prezes Unii. Na pomysł uhonorowania w ten sposób zasłużonego dla tego właśnie klubu człowieka wpadł długoletni działacz Unii, Sylwester Krok. Jan Kałużny to zmarły w maju wieloletni zawodnik i działacz, który ze Strzybnicą był związany całe życie. Grał choćby w słynnym i pamiętanym tutaj meczu z 1960 roku, który był barażem o III ligę. Rywalem był Ruch Radzionków. Na stadion przyszło wówczas 5 tysięcy ludzi...
Legitymacja zawodnicza Jana Kałużnego. Archiwum rodzinne. Fot. Paweł Czado
Teraz też będzie ich niemało. - Na uroczysty mecz z pierwszą drużyną Unii przyjedzie reprezentacja Śląska oldbojów z Mariuszem Śrutwą, Adamem Krygerem czy Wojciechem Grzybem w składzie - cieszy się Sylwester Kurek. Przy tej okazji odbędzie się oczywiście wielki festyn.
Piłka i ciężary
Jestem w Strzybnicy. Przeglądając wspaniałą, pełną zdjęć kronikę, rozmawiam z ludźmi związanymi z klubem przez dziesięciolecia. Przyjaciółmi Jana Kałużnego, przyszłego patrona stadionu byli Józef Gołkowski i Eugeniusz Wawrosz. Dla nich Unia Strzybnica to świętość.
Józef Gołkowski (rocznik 1943): - Cieszymy się, że możemy uhonorować Janka w ten sposób. Jesteśmy z tym klubem związani całe życie, choć - jeśli chodzi o piłkę, miałem... moment zdrady (uśmiech). Jako 15-latek zakochałem się w podnoszeniu ciężarów. Przeczytałem artykuł na temat ćwiczeń siłowych i zrobiłem sobie sztangę. Na co dzień byłem więc piłkarzem, grałem w bramce i jako stoper, a w domu po kryjomu trenowałem ze sztangą. Szło mi nieźle, zaliczyłem nawet mecz międzypaństwowy w kadrze juniorów przeciw Bułgarii, w 1965 roku - opowiada.
On związał się ze Strzybnicą, a jego młodszy brat Franciszek (rocznik 1947) - poszedł w świat. Jako ligowiec grał w Pogoni Szczecin, Szombierkach i Śląsku Wrocław. Potem, na zakończenie kariery, grał z Zygmuntem Anczokiem w Chicago. Wychodzi, że to chyba największy obieżyświat ze Strzybnicy.
Stadion w Strzybnicy. 3 października 2026 roku odbędą się tu uroczystości nadania imienia Jana Kałużnego. Fot. Paweł Czado
Eugeniusz Wawrosz urodził się w 1940 roku, jeszcze jako Ginter. Z Janem Kałużnym chodził do szkoły, są z tego samego rocznika. - Wszyscy godajom mnie Ginter, ale podpisuja się Eugeniusz - tłumaczy. - Całe życie jestem związany z tym klubem, ale jo nigdy w nim nie groł. Cały czas byłem jedynie kibicem i... kronikarzem. Spisywałem ręcznie wszystkie mecze od 1968 roku. Zapisałem w ten sposób 16 zeszytów - opowiada z uśmiechem. - Na 50-lecie klubu to odwiedziła mnie z tej okazji nawet telewizja, powstał reportaż - wspomina. - Wnuczek mnie potem pyta: „Dziadek, a coś ty tak po ślonsku w tej telewizji godoł?” A ja na to: „Jak bych godoł po polsku, to wcale by nie rozumieli”... - wspomina Wawrosz. - Te jego kroniki są niezwykłe. On lepiej dzięki nim wiedział o moich występach niż ja sam - śmieje się Gołkowski.
PZPN docenia medalem
- Tata grał, trenował i działał z zarządzie. Jako piłkarz strzelał dużo bramek. Zapisał się w każdej roli. Prowadził oficjalną kronikę przez wiele lat i udzielał się społecznie. Zawsze sobie cenił, że w Strzybnicy pamięta się o dawnych zawodnikach. Zawsze służył radą i wsparciem następcom - mówi skromnie Katarzyna Wachnik, z domu Kałużny. W 2025 roku PZPN uhonorował go brązowym medalem za wybitne osiągnięcia w rozwoju piłki nożnej.
Kałużny był także współzałożycielem miejscowego klubu emeryta. - Do dziś ma on spotkania w czwartki między 15.30 a 19.00. Miejsce Janka pozostaje puste i nikt na nim nie siada - wpada w słowo na koniec Jan Gołkowski.
Paweł Czado
Unia Strzybnica
Klub powstał w 1924 roku jako Amatorski Klub Sportowy Strzybnica. Ćwierć wieku później, w 1949 roku - na otwarcie nowego stadionu (w innym miejscu niż obecnie, bo dziś jest tam szkoła i pawilony handlowe) przyjechał Ruch Chorzów. W 1960 roku padł rekord frekwencji - gdy Stal-Bet (tak wtedy nazywał się klub ze Strzybnicy) grał z Ruchem Radzionków o awans do III ligi, na stadion przyszło 5 tysięcy ludzi. Wiodąca zawsze była sekcja piłki nożnej, ale sukcesy odnosiły też sekcja szachowa i kolarska. Klub wiele razy zmieniał nazwę. Nazywał się m.in. KS Strzelec, ŁKS Ołów, KS Stal, KS Zamet... W latach 80. wybudowano całkiem nowy stadion - przy ul. Armii Krajowej. Klub został rozwiązany w 2011, ale już na przełomie 2011 i 2012 roku - z inicjatywy Józefa Gołkowskiego i Jana Kałużnego - został reaktywowany jako Uczniowski Klub Sportowy Unia Strzybnica.
Na pielgrzymce w Częstochowie. Od lewej: Józef Gołkowski z mamą Jadwigą i Jan Kałużny. Fot.Archiwum rodzinne
