Niezawiązane sznurówki

Miłosz Kozak wyróżnia się w Ruchu, ale to trochę za mało, aby zespół wydostał się ze strefy spadkowej. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus


Niezawiązane sznurówki

 Tylko jedna wygrana nie napawa optymizmem. U „Niebieskich” dominuje poczucie, że jesienią powinni punktować zdecydowanie lepiej.

 

Europejski futbol ligowy jest tak skonstruowany, że zawsze ktoś musi spaść. Choćby wszyscy rozegrali perfekcyjny sezon i tak dojdzie do czyjegoś pożegnania. W Polsce latem każdy zdawał sobie sprawę, że kandydaci do spadku są trzej – wszyscy beniaminkowie. Puszcza Niepołomice, teoretycznie najsłabsza, udowadnia jednak, że przy odrobinie chęci i z odpowiednim planem da się wyjść ponad kreskę. W Chorzowie natomiast ciągle potykają się o niezawiązane sznurówki.


Niejeden piłkarz „Niebieskich” podkreślał, że nie było w tej rundzie meczu, w którym Ruch zostałby zdominowany i zmiażdżony. Dwukrotnie przegrał po 0:3, ale z Legią przez długie minuty grał w osłabieniu, w dodatku w Warszawie, natomiast z Pogonią nie strzelił gola w znacznej mierze przez własną nieskuteczność (i dobrą dyspozycję szczecińskiego golkipera). Poza tym jednak w chorzowskiej ekipie panowała frustracja, że w wielu spotkaniach nie udało się ugrać niczego więcej, choć były ku temu okazje. Nie byłoby większą sztuką uniknięcie porażek z Jagiellonią, Górnikiem czy nawet Widzewem, gdzie „Niebiescy” kończyli w podwójnym osłabieniu. Z kolei więcej niż remis powinni ugrać (przynajmniej) ze Stalą, Puszczą, Radomiakiem, Koroną, Cracovią czy ŁKS-em. Jak widać meczów, w kontekście których „gdybanie” jest w pełni uzasadnione, jest na pęczki. Czy brak lepszych wyników można zrzucić na pecha? Raz, drugi, trzeci – pewnie tak. Ale gdy takie „prawie” staje się powtarzalne, przyczyny należy szukać gdzie indziej. W tym kontekście będzie nią przede wszystkim słaba jakość piłkarska zespołu, której zdecydowanie nie pomogło kompletnie przestrzelone okienko transferowe.


Tylko że znów warto tutaj przywołać przykład Puszczy – dlaczego tam się da? W Ruchu nie zawsze odpowiednio dobierany był plan na spotkania, co część winy każe zrzucić na sztaby – w liczbie mnogiej, bo zespół prowadził najpierw Jarosław Skrobacz, a teraz Jan Woś. Zresztą to, że nazwiska te występują obok siebie, także jest tematem dyskusji, które najczęściej uderzają w działaczy. Bo czy zastąpienie pierwszego szkoleniowca jego wieloletnim asystentem było rozsądnym posunięciem w tym konkretnym przypadku? Wątpliwości tylko narastają. Woś co prawda prawie nie przegrywa, ale... w ogóle nie wygrywa. Ruch pokonał tylko ŁKS w 2. kolejce, a następnie zaliczył pełną rundę bez zwycięstwa, kończąc rok remisem z łodzianami. Pewność siebie zespołu jest w rozsypce i jeśli nie uda się jej pozbierać w trakcie przerwy, ekstraklasa znów opuści Chorzów. Piotr Tubacki