Nieustępliwy

Anthony Kim niecałe dwa lata temu pojawił się na polu golfowym po długim okresie tajemniczego zniknięcia. Kilka dni temu powrócił ponownie, tym razem w glorii chwały.

Anthony Kim dopiął swego. Zdjęcia LIV Golf

Amerykanin zdobył serca fanów na wiele sposobów. Emanował ogromną charyzmą, którą mógł obdzielić armię innych zawodników. Ubierał się krzykliwie, a jego klamry pasków z wielkimi literami AK, ogromne i bogato zdobione, były jego znakiem rozpoznawczym. Grał fenomenalnie, z fantazją, bez strachu i zbędnych kalkulacji. W 2009 roku, mając zaledwie 23 lata, trafił 11 birdie w drugiej rundzie swojego debiutanckiego Masters i nikt do tej pory tego nie powtórzył. Zajął tam 20. miejsce, a za rok był już trzeci. Wygrywając rok później w Shell Houston Open, został trzecim zawodnikiem w historii, który trzykrotnie triumfował na PGA Tour przed 25. rokiem życia. Od 2008 roku spędził 20 tygodni w najlepszej dziesiątce rankingu światowego, a jego łączne zarobki w karierze przekroczyły 12 milionów dolarów.

Znikający punkt

Jego debiut w Ryder Cup był piorunujący. Kim szedł przez pole Valhalla jak burza, zwłaszcza w niedzielnym starciu z Sergio Garcią, którego rozniósł w pył 5&4. Grając w pierwszym meczu, dał sygnał do ataku reszcie amerykańskiej drużyny, która w 2008 roku pokonała Europę 16.5 – 11.5. I nagle, mając zaledwie 26 lat, zniknął. W maju 2012 roku wycofał się z pierwszej rundy Wells Fargo Championship. Miesiąc później przeszedł operację ścięgna Achillesa i od tego momentu przez całe wieki nie zagrał ani jednej turniejowej rundy golfa. Jakby zapadł się pod ziemię. Nie tylko nie grał, jak ognia unikał też rozgłosu. Najprawdopodobniej wszystkiemu winna była ogromna polisa ubezpieczeniowa, która miała mu być wypłacona z powodu kontuzji wykluczającej go z golfa. Warunkiem jej realizacji miało być to, że nie będzie więcej grał jako zawodowiec. Przez ponad dekadę po prostu rozpłynął się w powietrzu. Czasami tylko gdzieś ktoś go zauważył, a do mediów wyciekały pojedyncze zdjęcia lub filmy.

Niespodziewany powrót

Aż tu nagle pod koniec lutego 2024 roku gruchnęłaelektryzująca wiadomość – AK wraca do gry! Człowiek, który miał już do końca swoich dni być trochę jak bajka z mchu i paproci, zapowiedział powrót do gry. Areną nie miał być jednak PGA Tour, a saudyjska liga LIV Golf. Kim dostał tam dziką kartę, nie wchodząc do żadnego zespołu, grając wyłącznie na własne konto. Padały różne kwoty kontraktu, wahające się pomiędzy 5 a 7,5 miliona dolarów. „Po tym, jak wiele lat temu odszedłem z powodu kontuzji, z przyjemnością oficjalnie ogłaszam mój powrót do świata profesjonalnego golfa” – komentował AK. „Minęło dużo czasu i jestem bardzo wdzięczny za wszystkie wzloty i upadki oraz lekcje wyciągnięte z pierwszej części mojej kariery. Chcę rywalizować z najlepszymi zawodnikami na świecie i mam misję udowodnienia sobie, że mogę ponownie wygrać. Następny krok na tej drodze rozpoczyna się teraz i jestem podekscytowany możliwością dania z siebie wszystkiego w tym sezonie, w lidze LIV Golf”. Był jednak cieniem samego siebie, grał fatalnie, w dwóch sezonach plasując się w absolutnych dołach klasyfikacji, wypadając w końcu z saudyjskiego raju. Zajął 56. miejsce w klasyfikacji indywidualnej ligi w 2024 roku i 55. miejsce w 2025. Jego najlepszym wynikiem było 25. miejsce w Dallas w czerwcu ubiegłego roku.

Przebudzenie

Nagle coś drgnęło. Podczas turnieju Asian Tour w Rijadzie w połowie listopada ewidentnie coś przestawiło się w jego głowie i zupełnie niespodziewanie grał tam fenomenalnie. Po rundach 67-64-69-70 zajął 5. pozycję, dzieląc się nią m.in. z Adrianem Meronkiem i notując najlepszy występ od czasu powrotu do golfa. Jego walka z uzależnieniami odbiła się na nim widocznym już na pierwszy rzut oka piętnem. Wykazał się odwagą i hartem ducha, wracając w blask fleszy. „Tak, oczywiście, zmagałem się z licznymi chorobami psychicznych i uzależnieniami i, wiesz, pracuję dla rodziny, pracuję dla siebie” – opowiadał wtedy. „Ale pracuję też dla ludzi, którzy również się z tym zmagają”. Poszedł za ciosem i tym razem postanowił wywalczyć powrót do ligi, występując w turnieju LIV Golf Promotions. Zwolniony z pierwszej rundy, przystąpił od razu do drugiej, skąd awansował do 36-dołkowego finału. Wyniki zostały tam wyzerowane, a zawodnicy na równych szansach walczyli o trzy pierwsze miejsca gwarantujące przepustkę do LIV.

Wymarzone podium

Jego batalia w Black Diamond Ranch na Florydzie była dość nerwowa. Po ledwo udanym awansie z piątkowej rundy eliminacyjnej popisał się całkiem solidnym występem w weekendowych finałach. W piątek uratował się, trafiając na ostatnim dołku putta z ośmiu stóp na rundę 69, która pozwoliła mu walczyć dalej. Po wyzerowaniu wyników z poprzedniej rundy Kim pokazał przebłyski dawnej formy, grając bez bogeyów, wykręcając imponujące 66 uderzeń i plasując na 2. miejscu przed ostatnim dniem. W niedzielę, mimo pewnych trudności w środku rundy, utrzymał nerwy na wodzy. Kluczowym momentem było uratowanie para z osiemnastu stóp na 14. dołku oraz birdie na szesnastce, co pozwoliło mu utrzymać się w pierwszej trójce. Ostatecznie zakończył dzień 69 uderzeniami i łącznym wynikiem 5 uderzeń poniżej par po finałowych 36 dołkach. Dało mu to 3. miejsce w turnieju, z dwoma strzałami przewagi nad grupą pościgową i kartę w LIV Golf na sezon 2026.

Z -11 triumfował 35-letni Richard T. Lee, zostając pierwszym Kanadyjczykiem w LIV. Richard musiał wystąpić we wszystkich czterech rundach, notując po kolei 64-66-64-65. Lee, który jako 16-latek grał w US Open w Oakmont i wygrał sześć razy w Azji, zwyciężył z przewagą pięciu uderzeń nad swoim równolatkiem, Szwedem Bjornem Hellgrenem, który w rundzie finałowej wystrzelił z wynikiem 64.

„To wspaniałe uczucie” – powiedział po wszystkim Kim. „Nie jestem tu po to, żeby udowodnić wszystkim, że się mylą. Jestem tu po to, żeby udowodnić, że mam rację. Ciężko na to pracowałem. Jestem bardzo wdzięczny, że ​​wróciłem na scenę”.

„To dopiero pierwszy krok” – odgrażał się 40-latek. „Ale cieszę się, że zasłużyłem na swoje miejsce. Wkrótce wrócę i będę wygrywał turnieje”.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Amerykanin ze swoją 4-letnią córką Isabellą.

Medaliści z Florydy.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się