Nierówna walka z rywalem i sędzią
Wyniki trzech meczów zostały wypaczone przez karygodne błędy arbitrów głównych, asystentów i VAR!
Sędzia Patryk Gryckiewicz przeszkodził Wiśle Płock w toczeniu równej batalii z Widzewem. Fot. Dawid Figura/PressFocus
KONTROWERSJA KOLEJKI
Dwie błędne decyzje
O jakie błędy więc chodzi? Wróćmy na moment do spotkania z Katowic, które zakończyło się remisem 1:1. Sędzia Damian Sylwestrzak i jego asystenci popełnili dwa duże błędy i jeden, który stoi pod znakiem zapytania z powodu swojej złożoności. Po pierwsze – w drugiej połowie z boiska powinien wylecieć Radovan Pankov, który brutalnie potraktował nogi Bartosza Nowaka, wykonując wślizg wyprostowanymi nogami wprost w goleń pomocnika GieKSy. Analiza VAR trwała długo, ale z jakiegoś niezrozumiałego powodu arbiter pokazał Serbowi tylko żółtą kartkę. Po drugie – GKS-owi Katowice przy wyniku 0:0 należał się rzut karny. Patryk Kun zablokował dośrodkowanie Marcina Wasielewskiego łokciem. Miał dużo czasu na reakcję. Powiększył obrys ciała. Zablokował dogodną okazję. Wszystko wskazywało na to, że GKS powinien otrzymać rzut karny. A jednak go nie otrzymał, bo sędziowie VAR (Tomasz Musiał i Paweł Sokolnicki) nie dopatrzyli się przewinienia, podobnie jak liniowy Marek Arys, który był bardzo dobrze ustawiony. Po trzecie – Ilja Szkurin został w pierwszej połowie zatrzymany przez Kacpra Tobiasza, który położył ręce na jego brzuchu, próbując powstrzymać Białorusina przed oddaniem strzału. To sytuacja najbardziej dyskusyjna, ponieważ jedni widzą oczywisty faul, a drudzy podkreślają, że interwencja Tobiasza nie była na tyle agresywna, by mogła rzeczywiście przeszkodzić Szkurinowi. Zwolennikiem drugiego podejścia jest ekspert Canal+ Adam Lyczmański. Niezależnie od tego – w dwóch kluczowych sytuacjach sędziowie podjęli błędne decyzje, w obu przypadkach pomagając Legii, a krzywdząc GKS!
Nie pomagajcie im!
- Wszystko pod Legię i Widzew! – wykrzyczał w nerwach trener Wisły Mariusz Misiura (moment uchwycony przez kamery Canal+), gdy oglądał sędziowski kabaret w Płocku urządzony przez sędziego głównego Patryka Gryckiewicza oraz Piotra Urbana i Marcina Borkowskiego z wozu VAR, podczas rywalizacji jego podopiecznych z Widzewem. Tak jak w piątek sędziowie w Katowicach powinni podyktować rzut karny za rękę Patryka Kuna, tak w sobotę sędzia Gryckiewicz nie powinien wskazać na 11 metr po ręce Marcusa Haglinda-Sangre. Szwed wyskoczył do dośrodkowania, ale nie dotknął piłki. Za jego plecami stał napastnik Widzewa Sebastian Bergier, który nabił go piłką w rękę. Haglind-Sangre nie mógł zareagować, bo stał tyłem do piłki, a ponadto był bardzo blisko Bergiera. To podręcznikowa sytuacja, w której sędziowie nie mogli podyktować rzutu karnego. Mimo wszystko Patryk Gryckiewicz został zaproszony do monitora VAR i wskazał na „wapno”. – Nie pomagajcie im! – to apel trenera Misiury do sędziego technicznego Macieja Pelki. Apel był jednak za słaby, bo nie dość, że przeciwko Wiśle został podyktowany niesłuszny rzut karny, to na dodatek później sama nie otrzymała „jedenastki”, gdy powinna. W drugiej połowie w polu karnym Widzewa odnalazł się Haglind-Sangre i po raz kolejny był bohaterem kontrowersji. Wyskoczył do główki i w powietrzu został zdzielony twarz łokciem przez piłkarza Widzewa Lukasa Leragera. To oczywisty rzut karny, ale znów nikt z zespołu sędziowskiego nie zainterweniował! Widzew i Legia, dwie wielkie firmy, które przed kolejką znajdowały się w strefie spadkowej, dostały prezenty od sędziów, dzięki którym nie przegrały.
Punktów nikt nie zwróci
Ogromną pomyłkę zaliczył też sędzia główny meczu Cracovia – Jagiellonia Piotr Lasyk, razem ze swoimi asystentami w wozie VAR (Łukasz Szczech i Filip Kaliszewski). Białostoczanie powinni dostać rzut karny. Sprawa była oczywista. Bernardo Vital zagrał piłkę głową do centrum pola karnego Krakowian. Tam stał defensor Pasów Gustav Henriksson. Popisał się „niebanalną techniką użytkową” i tak próbował przyjąć piłkę, że ta wylądowała na jego ręce. Sędzia Lasyk nie mógł tego widzieć, ale za to ekipa z wozu VAR powinna interweniować. Tymczasem arbitrzy przymknęli oko na nieudolność szwedzkiego defensora i pozwolili mu przyjąć piłkę ręką bez żadnych konsekwencji. Zespół Adriana Siemieńca został ograbiony z punktów. Podobnie jak Wisła Płock i GKS Katowice. Te trzy drużyny zostały pokrzywdzone przez sędziów w ciągu jednej kolejki. Problem jednak w tym, że nikt nie przyzna im po czasie zwycięstw. Mecze nie zostaną powtórzone. Co więcej, sędziowie zapewne też nie poniosą konsekwencji. A jeśli otrzymają kary, to zaraz i tak wrócą do sędziowania. Przecież skoro Tomasz Musiał i Bartosz Frankowski mogli po pijaku ukraść znak drogowy na dzień przed meczem w europejskich pucharach, a po kilku miesiącach jak gdyby nigdy nic wrócić do uprawiania zawodu, to takie „malutkie” błędy nie będą miały żadnego znaczenia dla Kolegium Sędziów.
Kacper Janoszka
