Niemy mecz?
REMANENT - Jerzy Chromik
Czy pamiętasz? Pytanie-przekleństwo wszystkich w wieku dawno popoborowym.
– Nie, nie pamiętam! I zapamiętaj to raz na zawsze – odpowiadam przyjacielowi oprowadzającemu mnie przynajmniej raz w kwartale... po kwartale dobrze nam znanych ulic ukochanego, bo studenckiego Wrocławia!
– Małe kino, czy pamiętasz małe nieme kino?
Tym razem nie o Mieczysława Fogga chodzi. Starsi telewidzowie pewnie bardzo dobrze pamiętają krytyka filmowego Stanisława Janickiego, który co niedziela zapraszał do „Starego kina”. Tego niemego też. Milczenie jest złotem, a obraz znaczy więcej niż tysiąc słów. A dziś prawie każda transmisja to nieustanny słowotok i w dodatku sztampa!
Przykłady pierwsze z brzegu z ostatnich dni. „X wyprowadził zespół Y na prowadzenie”. Pięć razy powtórzone w pięć minut! I kolejny, na które reaguję alergicznie. Teraz wszystko musi być w czyimś wykonaniu. Druga połowa w wykonaniu Legii albo faul w wykonaniu defensora Górnika. Z dzieciństwa pamiętam frazę, że teraz wysłuchamy koncertu „w wykonaniu orkiestry symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji”. I tylko w takim kontekście to „wykonanie” mi pasuje. Następny przykład to idiotyczne kalki z angielskiego – „ciasny mecz”, „zarządził tą sytuacją”. W studiu LM prowadzący uparcie pytają zaś gości, jakie są ich przedmeczowe „predykcje”.
Czy kibic jest skazany jak na dożywocie na ten rozbój językowy w biały dzień? Od dawna o tym mówię znajomym, więc pora najwyższa, aby o tym napisać. Marzy mi się nowy wariant abonamentów dla telewidzów. Kupujesz od Polsatu, Canal Plus lub Eleven dowolną transmisję, ale przekaz saute, zwany fachowo IFL. Nie wnikając w angielski, który znam tylko z widzenia, to ścieżka dźwiękowa zawierająca dźwięki ze stadionu, bez głosu komentatora, a już broń Boże dwóch!
To wszak nic nowego. Przy okazji EURO, MŚ i meczów naszej pierwszej reprezentacji piłkarskiej dzięki TVP Sport mogłem to docenić! To samo oferuje Eurosport Player. Turnieje tenisowe Wielkiego Szlema bez zbędnej paplaniny, że „Świątek nie wyszła z nóg” albo „rozgrywa mecz na swoich warunkach”. A o tym, że Zmarzlik jest na ostatnim wirażu, też nikt nie musi informować. Ja to widzę. Naprawdę można delektować się sportem i nie słuchać armii zaciężnych bez talentu, która ma kłopoty z artykulacją i mówi „duga” piłka i turniej „gówny”, a czasami nawet ma wadę wymowy, która w dawnych czasach, kiedy obowiązywała tzw. karta mikrofonowa, dyskwalifikowała delikwentów.
Podoba się ten pomysł? Ktoś uwielbia słuchać komentatora, ma swego ulubionego, to go włącza. I on ubarwia mu transmisje mniej lub bardziej poprawnym językiem. Albo serwuje non stop ciekawostki, że Messi wysłał ciotce widokówkę. A zwolennicy czystej atmosfery stadionu nie muszą za wszelką cenę wracać do niemego kina Janickiego i za każdym razem ściszać do zera potencjometru głosu odbiorników. Tak na pewno nie da się oglądać sportu, o czym przekonaliśmy się nie tak dawno w pandemii. Ciche stadiony, nie mylić ze stadionem przy Cichej, były nie do zniesienia. Podkładano wówczas doping z meczów archiwalnych. A przecież można, i nawet jest to łatwiejsze, po prosto nie psuć stadionowej atmosfery i wycinać cierpiących na słowotok. Oni zbyt często mówią nam to, co im ślina na mózg przyniesie! Nie, to nie pomyłka AI. Kilka dni temu komentator powiedział, że jakiś piłkarz „gra na mózgu ekipy”.
Zaniemówiłem. Straciłem głos.
