Niemoc trwa

TRYBUNA KIBICA - Piast Gliwice

Czy można wygrać mecz, mając optyczną przewagę w polu? Z punktu widzenia piłkarskiego kibica – oczywiście, że tak! Tyle że tę przewagę trzeba umieć wykorzystać i przełożyć na gole, które finalnie mogą dać zwycięstwo. Ta sztuka jednak w piątkowy wieczór na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku nie udała się piłkarzom Piasta. Rywalem była krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa tamtejsza Wisła.

To właśnie gospodarze, mimo początkowej przewagi gliwiczan, potrafili się otrząsnąć, a następnie – niczym wytrawny bokser – zadać dwa celne i decydujące ciosy, posyłając Piasta na deski.

Najpierw padł gol do szatni. Później, w drugiej połowie, przy dużym udziale bramkarza Františka Placha, także druga bramka. Obraz Piasta po tych trafieniach przypominał właśnie boksera, który – choć wstał z desek – nie był już w stanie walczyć, a jedynie bronić się za podwójną gardą, by uniknąć kolejnych ciosów.

Gliwiczanie, poza sytuacją Germana Barkowskiego i kontrowersyjną akcją, po której Mariusz Kamiński skiksował we własnym polu karnym, nie stworzyli realnego zagrożenia pod bramką Wisły. Trudno było znaleźć w ich grze jakiekolwiek argumenty, które pozwalałyby myśleć choćby o jednym punkcie.

Zastanawiać może postawa doświadczonych zawodników Piasta: Jakuba Czerwińskiego, Patryka Dziczka czy Michała Chrapka. To oni – przynajmniej na papierze – powinni stanowić trzon zespołu Maxa Moldera. Niestety, boiskowa rzeczywistość pokazuje zupełnie co innego.

Po dwóch rozegranych spotkaniach, z zaległym meczem przeciwko Legii Warszawa i przełożonym starciem z Lechem Poznań, Piast punktów będzie szukał dopiero 16 sierpnia 2025 roku w wyjazdowym meczu z Motorem Lublin. Do tego czasu kibice Piasta będą musieli żyć nadzieją na przełamanie i lepsze dni. Bez punktów i zwycięstw drużyna z Okrzei 20 może zostać zepchnięta do walki o utrzymanie, a tego w Gliwicach oczywiście nikt nie chce.

Piastol