Niemoc trwa
To był najlepszy mecz Rakowa pod wodzą Łukasza Tomczyka. Cóż jednak z tego, skoro nie wygrał i nie zdobyła gola?
Braut Brunes nie mógł uwierzyć, że w Lubinie przynajmniej raz piłka po jego strzałach nie znalazła drogi do bramki. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
Burić zamurował bramkę
Jeszcze dzień przed meczem występ od pierwszych minut Jonatana Brunesa wydawał się bardzo mało prawdopodobny. Ile znaczy Norweg dla wicemistrzów Polski, można było się przekonać od pierwszych minut w Lubinie – w 7 i 18 minucie mocno postraszył Jasmina Buricia, a w 23 minucie tylko sparowanie piłki na poprzeczkę golkipera z Zenicy uchroniło gospodarzy przed utratą bramki. W pierwszej części Raków dosłownie stłamsił Miedziowych, długimi fragmentami nie pozwalając im wyjść z własnej połowy. Poza Brunesem wyjątkowo aktywni z przodu byli również Lamine Diaby-Fadiga czy Karol Struski. W tej rundzie Częstochowianie nie mogą uporać się jednak z jednym demonem – nieskuteczności.
W przerwie trener Zagłębia Leszek Ojrzyński dokonał aż trzech zmian i okazały się one bardzo udane. Na kilkanaście minut role nawet się odwróciły i to gospodarze mieli szanse na otwarcie wyniku, głównie za sprawą świetnie dysponowanego reprezentanta młodzieżówki Jerzego Brzęczka – Marcela Reguły.
Pragnienie wygranej
O tym, jak bardzo nowy trener Rakowa chciał poznać smak pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie, świadczy fakt, że od 66 minuty zdecydował się na grę dwóją napastników – Leonardo Rocha w barwach Rakowa nie przypominał jednak samego siebie z jesieni, gdy raz za razem trafiał dla Lubinian. Determinacja Częstochowian była olbrzymia, pod koniec można było odnieść wrażenie, jakby od triumfu w tym meczu zależały losy mistrzostwa. Mimo momentami miażdżącej przewagi piłka do lubińskiej bramki jednak wpaść nie chciała. Dla Zagłębia to bardzo cenny punkt, co gospodarze podkreślali zresztą po ostatnim gwizdku; dla Rakowa z pewnością dwa stracone.
– Stworzyliśmy więcej sytuacji. Szacunek dla Zagłębia, że potrafiło się z tego wybronić. Za tydzień będziemy chcieli wygrać już za wszelką cenę. Pewnie, gdyby nam się udało strzelić tę pierwszą bramkę, rywal musiałby się otworzyć, a my mielibyśmy szansę szybko zabić ten mecz – mówił nam po spotkaniu Tomasz Pieńko, który do Częstochowy trafił właśnie z Lubina. – Sytuacje są, to jest, obrazowo mówiąc, zasiane i w którymś momencie musi w końcu się skończyć golem. W każdym meczu mamy więcej strzałów, lepsze xG, lepsze okazje bramkowe. Wierzę, że ten moment jest już bardzo blisko. Chcemy wygrywać, iść po tego gola, ja zawsze taki byłem. Starałem się rzucić w ofensywie wszystko, co miałem, kilka niewykorzystanych sytuacji naprawdę boli – dodał Łukasz Tomczyk. W sobotę (15.00) Raków podejmie Bruk-Bet Termalikę Nieciecza.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Zagłębie Lubin - Raków Częstochowa 0:0
ZAGŁĘBIE: Burić 8 – Grzybek 6, Michalski 6, Nalepa 6, Yakuba 6 – Kocaba 6 (Dąbrowski 90+2 niesklas.), Kolan 6 – Kowalczyk 5 (46. Radwański 6), Dziewiątkowski 5 (46. Reguła 7), Corluka 5 – Kosidis 4 (46. Szabo 5). Trener Leszek OJRZYŃSKI. Rezerwowi: Gikiewicz. Ligocki, Lucić, Makowski, Mlinarić, Orlikowski, Sypek, Woźniak.
RAKÓW: Zych 6 – Tudor 5, Racovitan 5, Svarnas 6 – Ameyaw 4 (78. Ilenić niesklas.), Repka 5, Struski 6 (66. Bulat 5), Silva 6 – Diaby-Fadiga 6 (83. Makuch niesklas.), Pieńko 5 (66. Rocha 5) - Brunes 6. Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Trelowski, Żołnieczko, Mosór, Napieraj, Amorim, Brusberg, Ojo.
Sędziował Marcin Szczerbowicz (Olsztyn) – 6. Asystenci Arkadiusz Wójcik, Marcin Lisowski (obaj Warszawa). Czas gry 97 min (47+50). Widzów 3876. Żółte kartki: Kolan (56, faul), Kocaba (45+2, faul), Radwański (90, faul) – Repka (42, faul), Silva (50, faul), Rocha (90+3, faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| ZAGŁĘBIE | RAKÓW | |
| 35 | posiadanie piłki | 65 |
| 2 | strzały celne | 9 |
| 6 | strzały niecelne | 10 |
| 2 | rzuty rożne | 8 |
| 0 | spalone | 1 |
| 17 | faule | 16 |
| 3 | żółte kartki | 3 |
