Niemiecka katastrofa
Sensacyjna porażka Rzeszowian w Lueneburgu! Awans do kolejnej rundy nie zależy już tylko od nich.
Przyjęcie zagrywki w wykonaniu Rzeszowian dalekie było od doskonałości. Fot. CEV
LIGA MISTRZÓW
Asseco Resovia ostatnio ma bardzo napięty terminarz. Gra dużo i często. Dopiero co w sobotę walczyła z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a już we wtorek musiała grać na wyjeździe z SVG Lueneburg. Jednak mimo zmęczenia – oceniając potencjał zawodników, ich doświadczenie i dokonania – nie powinna mieć żadnych problemów ze zdobyciem kompletu punktów. Obie drużyny dzieli bowiem przepaść. Zresztą w pierwszej rundzie we własnej hali Rzeszowianie pokonali rywali szybko i łatwo, nie pozwalając im w żadnym z setów osiągnąć granicy 20 punktów.
Lueneburg to jednak zespół nieobliczalny i zwłaszcza we własnej hali zdolny do wielkich wyczynów – gry ponad stan i sprawienia problemów nawet najlepszym. Właśnie na takich gospodarzy, grających z polotem, którzy nie zniechęcają się niepowodzeniami, a prezentują radosną siatkówkę, trafili Rzeszowianie. Sami też byli sobie winni, bo dali im się nakręcić; katastrofalnie bowiem zagrywali. Gdy próbowali mocno serwować, pudłowali. Gdy z kolei tylko przebijali piłkę na drugą stronę siatki, miejscowi z łatwością rozgrywali akcję. W innych elementach też szło im kiepsko. Brakowało im precyzji i dynamiki. Widać było, że odczuwają trudy terminarza i z każdą kolejną minutą ubywało im sił, a przecież musieli toczyć twardy bój. Akcje były długie, w ich trakcie ubytek energetyczny był ogromny.
Miejscowi grali fantastycznie. Bezkompromisowo. Do każdego zagrania wkładali maksimum sił i umiejętności. Santeri Valimaa potrafił posłać w bój swoich kolegów nawet wtedy, gdy musiał gonić za piłką przez całe boisko. Axel Enlund, Ethan Champlin i Daniel Gruvaeus atakowali skutecznie i szczęśliwie. Przyjezdni trzymali się długo i przez trzy sety nie odpuszczali. Wynik partii decydował się w końcówkach. W pierwszej i trzeciej więcej zimnej krwi zachowali jednak gracze Lueneburga. W pierwszej kluczowe okazało się podbicie dwóch uderzeń Karola Butryna, a w trzeciej pojedynczy blok na Danny’m Demyanenko i as serwisowy Gruvaeusa. Gospodarze mogli też zwyciężyć w drugiej odsłonie, bo mieli przewagę, ale Rzeszowian w grze utrzymał Artur Szalpuk, a przy remisie 25:25 gospodarze się pogubili i sami oddali punkty.
Czwarty set okazał się ostatnim, bo Rzeszowianie całkowicie opadli z sił. Gdy nogi nie niosły, to i brakowało odpowiedniej dynamiki w ofensywie. Ta właściwie nie funkcjonowała. Wysłany na ratunek Jakub Bucki też niewiele wskórał.
Sytuacja Asseco Resovii mocno się skomplikowała. Szanse na wyjście z grupy z pierwszego miejsca wciąż ma, ale musi liczyć na potknięcie Aluronu CMC Warty Zawiercie. A i sama musi odeprzeć atak niemieckiej drużyny.
(mic)
Grupa D
◼ SVG Lueneburg – Asseco Resovia 3:1 (25:22, 25:27, 25:23, 25:20)LUENEBURG: Valimaa (3), Gruvaeus (20), Howe (12), Enlund (17), Champlin (17), Kunstmann (3), Takahashi (libero) oraz Larsen, Byam. Trener Stefan HUBNER.
RESOVIA: Janusz, Cebulj (13), Demyanenko (8), Butryn (12), Szalpuk (16), Sapiński (7), Shoji (libero) oraz Zatorski, Bucki (4), Louati (1). Trener Massimo BOTTI.
Sędziowali: Michele Brunelli (Włochy) i Vladimir Simonovic (Szwajcaria). Widzów 2956.
Przebieg meczuI: 10:7, 15:13, 19:20, 25:22.
II: 10:9, 12:15, 19:20, 25:24, 25:27.
III: 10:8, 13:15, 20:19, 25:23.
IV: 10:5, 15:9, 20:14, 25:20.
Bohater – Santeri VALIMAA.
|
1. Zawiercie |
3 |
9 |
3/0 |
9:1 |
|
2. Rzeszów |
4 |
6 |
2/2 |
8:6 |
|
3. Lueneburg |
4 |
6 |
2/2 |
6:8 |
|
4. Sporting |
3 |
0 |
0/3 |
1:9 |
