Niektórzy zdążyli zwątpić

Rozmowa z Franciszkiem Sputem, bramkarzem GKS-u Katowice w latach 1965-86

Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Za GKS-em Katowice udany i wyjątkowy rok…

- Po pierwsze obchodziliśmy 60-lecie klubu, a po drugie awansowaliśmy do ekstraklasy. Co więcej, zespół sprawił niespodziankę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rundę jesienną należy uznać za udaną. Wiadomo, że zdarzyło się parę meczów, w których można było zdobyć więcej punktów. Twierdzę jednak, że powinniśmy być zadowoleni z tego, co mamy. To był dobry prognostyk przed rundą wiosenną.

Na początku tego roku raczej mało kto przypuszczał, że GKS zakończy go w połowie tabeli ekstraklasy. W lutym znajdował się na 11. miejscu w 1. lidze...

- Rzeczywiście, początek poprzedniego sezonu nie był najlepszy. Jak się okazało, były to złe dobrego początki. W rundzie rewanżowej piłkarze wznieśli się na wyżyny i wywalczyli awans, na który wszyscy kibice czekali. Może niektórzy już zdążyli nawet zwątpić... Została sprawiona niespodzianka. GKS za moich czasów zawsze był drużyną, która grała do końca. Wtedy i dziś najważniejszy był wynik końcowy. A na koniec GieKSa znalazła się w ekstraklasie.

Wyniki i gra zespołu w elicie pana zaskakują? W końcu beniaminkowie w ekstraklasie zazwyczaj muszą mierzyć się ze sporymi trudnościami.

- Od początku zmagań GKS grał dobrą piłkę. A przecież po awansie trzeba się nowej ligi nauczyć! Tak to działa na każdym szczeblu. Weszliśmy natomiast do ekstraklasy i od razu piłkarze grali z fantazją. Czasem to przekładało się na utratę goli, ale wyszło to zespołowi na dobre. Gdyby wziąć pod uwagę całą rundę, GKS nie zagrał ani jednego bardzo słabego meczu. Cały czas grał poprawny, solidny futbol. Każda formacja była bardzo dobrze poukładana.

W jakim stopniu jest to zasługa trenera Rafała Góraka, który w klubie pracuje nieprzerwanie od ponad pięciu lat?

- To jest dobry trener. Zmiany szkoleniowców nie zawsze przynoszą rezultaty. Najważniejsza jest systematyczność i ciągłość pracy. Dobrze, że trener Rafał Górak dalej jest w klubie. Gdy GieKSa grała w 1. lidze, powiedziałem szkoleniowcowi, że musi mieć grubą skórę. Po tym, jakie słowa z trybun słyszał, niejeden powiedziałby „dość”. Trener natomiast wziął to na klatę, dalej robił swoje i udowodnił wszystkim, którzy w niego nie wierzyli, że jest odpowiednim człowiekiem na to stanowisko.

Czy w kadrze GieKSy jest piłkarz, na którego zwraca pan szczególną uwagę?

- Jest paru ciekawych piłkarzy. Jako bramkarz obserwuję Dawida Kudłę, który jest bardzo solidnym zawodnikiem. W przeszłości zdarzały mu się błędy, a teraz broni na bardzo wysokim poziomie. Zresztą, cały zespół gra dobrze. Atak, pomoc czy linia obrony - wszyscy spisują się nieźle. Podstawą jednak jest Arkadiusz Jędrych. To kapitan z krwi i kości. Oprócz tego jest też - razem z Sebastianem Bergierem - najlepszym strzelcem zespołu, a przecież jest stoperem!

Jak pan sądzi, na którym miejscu GieKSa zakończy sezon?

- Nie należy się „gotować”. Chciałbym, żeby spokojnie zakończyła sezon, żeby piłkarze zagrali na nowym stadionie. Teraz zespół jest na 10. miejscu… Gdyby udało mu się podskoczyć o dwie pozycje, byłbym bardzo zadowolony.

Rozmawiał  Kacper Janoszka