Niedźwiedź pokaże pazury?
Do Chorzowa przyjedzie ostatni trener, który prowadził Ruch w ekstraklasie. Teraz zrobi wszystko, aby Ruch... do tej ekstraklasy nie wrócił.
24 sierpnia 2024 roku Janusz Niedźwiedź został zwolniony z Ruchu Chorzów. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
W pierwszoligowej tabeli jest bardzo ciasno, a bilety do najwyższej ligi są tylko trzy. W peletonie ścigającym strefę barażową znajdują się aż cztery kluby, które mają 21 punktów. Dwa z nich zmierzą się dziś na Stadionie Śląskim, gdzie Ruch podejmie Miedź Legnica. Ekipę z Dolnego Śląska prowadzi doskonale znany przy Cichej
Nie utrzymał elity
Pochodzący ze Szczecinka szkoleniowiec podjął się próby ratowania Ruchu w ekstraklasie. Nie powiodło się, ale nie było też tak, że wszystko, za co odpowiadał, było złe. Przebudowany zespół źle jednak wszedł w I ligę i choć Niedźwiedź tłumaczył później, że nie dostał odpowiedniej ilości czasu na ułożenie nowej drużyny (z czym można się zgodzić), to jednak klubowe szefostwo nie dostrzegało większego progresu i pozytywów (też można się zgodzić). O Niedźwiedziu szybko zapomniano, gdy znakomite wyniki jesienią zaczął osiągać Dawid Szulczek. Sam Niedźwiedź także szybko zapomniał o Ruchu, bo kilka dni po odejściu znalazł zatrudnienie w Stali Mielec (w ekstraklasie!). W teorii dla chorzowian powinna to być dobra informacja, bo po zwolnieniu nie musieliby wypłacać trenerowi pensji z pozostałego kontraktu, lecz w tym przypadku... tak nie było. Niebiescy zapłacili mniej, ale zapłacili i to niezależnie od faktu, że ich były już szkoleniowiec podpisał umowę gdzie indziej.
Starzy znajomi
– W ostatnich tygodniach mieliśmy mecze z drużynami, w których w ostatnich latach byłem trenerem – ze Stalą Rzeszów i Stalą Mielec. Teraz będzie kolejny. W Ruchu nadal jest spora grupa zawodników, którzy byli za mojej kadencji. Przede wszystkim będzie okazja ponownie się zobaczyć i porozmawiać chwilę przed meczem. Lubiłem atmosferę panującą w zespole i doceniam pracę, którą wtedy razem wykonaliśmy – powiedział Janusz Niedźwiedź, który na Stadion Śląski przywiezie także dwóch graczy, którzy również występowali w ekstraklasie z „eRką” na piersi. To Juliusz Letniowski i Patryk Stępiński, którego Niedźwiedź ściągał specjalnie i do Ruchu, i do Miedzi. Letniowski już w obu tych drużynach był. Zresztą wcześniej cała trójka współpracowała w Widzewie – Stępiński był kapitanem, a Letniowskiemu... Niedźwiedź podziękował. W Chorzowie z kolei występuje Patryk Szwedzik, który urodził się w Legnicy, z tym że w Miedzi grał tylko w zespołach młodzieżowych.
Problemy kadrowe
Jeśli chodzi o Szwedzika, to nie ma pewności, że wybiegnie dzisiaj na boisko, co jest pokłosiem kontuzji odniesionej w ostatnim meczu z GKS-em Tychy. Wtedy też kłopotów nabawił się Dominik Preisler i jego na boisku spodziewać się nie należy. – Mamy świadomość, że w ostatnim czasie aura nie sprzyja trenowaniu w optymalnych warunkach. Boiska są zmienne, raz trenujemy na grząskim, później na normalnym i to ma wpływ na urazowość zawodników – mówił trener Ruchu Waldemar Fornalik.
Bardziej „na nie” niż „na tak” jest też występ Piotra Ceglarza, który razem ze Szwedzikiem odpowiada za równo połowę goli Niebieskich na zapleczu ekstraklasy. Obaj dorzucają też asysty. Poza tym zabraknie bramkarzy Jakuba Bieleckiego i Jakuba Szymańskiego (ten drugi w tej rundzie już się w kadrze nie pojawi), nie ma Przemysława Szymińskiego, Filipa Lachendry i – „standardowo” – Daniela Szczepana oraz Patryka Sikory. W Miedzi, która za kadencji Niedźwiedzia jest (obok Chrobrego i Pogoni Grodzisk) trzecią najlepiej punktującą drużyną ligi, takich problemów nie ma.
Piotr Tubacki
LICZBA HISTORYCZNA
21 MECZÓW na ławce Ruchu zaliczył Janusz Niedźwiedź. Wygrał 6, przegrał 7, zremisował 8, osiągając bilans bramkowy 24:27. Pracę stracił po serii czterech remisów przedzielonych porażką w I lidze.
