Niedaleko do rozsypki

Komentarz „Sportu”

Andrzej Grygierczyk

 

Niedaleko do rozsypki

 Międzynarodowe federacje sportowe oficjalnie zarekomendowały MKOl dopuszczenie Rosjan i Białorusinów jako sportowców neutralnych do przyszłorocznych igrzysk w Paryżu - poinformowano po Szczycie Olimpijskim, który odbył się w ubiegłym tygodniu w Lozannie. Obwarowano to kilkoma warunkami, m.in. tym, że przedstawiciele wyżej wymienionych nacji nie mogą uczestniczyć w grach zespołowych, że będą musieli przestrzegać zasad i przepisów obowiązujących na igrzyskach olimpijskich, w tym przepisów antydopingowych, że zobowiążą się do poszanowania Karty Olimpijskiej, w tym „misji pokojowej ruchu olimpijskiego”, wreszcie że zawodnik czy zawodniczka nie wspierają aktywnie rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Piękne słowa, za którymi właściwie nic się nie kryje lub kryje się... fałsz. Zwłaszcza przecież Rosjanie mają „duże zasługi” w obchodzeniu przepisów, a o ich świetnie zorganizowanym - przy udziale rozmaitych służb - przemyśle dopingowym nakręcono niejeden film i napisano dziesiątki artykułów. Konsekwencją tego było w minionych latach wykluczanie lub zawieszanie prawa uczestnictwa rosyjskich sportowców w najwyższej rangi zawodach, również igrzyskach olimpijskich. A jak weryfikować zachowania związane z poszanowaniem „misji pokojowej ruchu olimpijskiego”? I jak sprawdzać - kto miałby to robić i przy pomocy jakich narzędzi? - czy wspierają prowadzenie wojny (zwanej w Rosji specjalną operacją wojskową) w Ukrainie?

Sportowy światek – choć nie cały – wykazał więc wielkoduszność, za którą stoi przekonanie, że bogu ducha winni sportowcy nie mogą odpowiadać za to, co robią ich rządy; nawet jeśli te posuwają się do ludobójstwa. Nader wątpliwa to racja.

Wątpliwa dlatego, że jakiekolwiek wyjątki stanowią wyłom, przez który mogą się przeciskać kolejne ustępstwa. No bo skoro można w sporcie, to dlaczego nie w handlu np. diamentami lub jakimiś cudami elektronicznymi nadającymi się do zastosowania... w przemyśle zbrojeniowym?

Zasadniczo wszystko to śmierdzi... pieniądzem. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że co najmniej kilkanaście (o ile nie więcej) federacji jest uzależnionych od rosyjskich przelewów, a na czele niektórych stoją właśnie Rosjanie lub ludzie ściśle z nimi powiązani.

Na okoliczność prawa startu przedstawicieli krajów-agresorów można pisać różne scenariusze. Wyobraźmy sobie losowanie rywali na przykład w zapasach (dżudo, boksie), co sprawi, że Ukrainiec trafi na Rosjanina. Jeśli nie będzie manipulacji (?), to tego nie będzie się dało ominąć. A jeśli nawet, to trafią na siebie prędzej czy później – w ćwierćfinale, półfinale, finale. A na trybunach i Ukraińcy i Rosjanie, pełni emocji i... wiadomo jakich uczuć. Jak ich francuskie służby rozdzielą? Przed halą, w hali, na jakiejkolwiek innej arenie, na ulicach, w knajpach? Według najświeższych obliczeń w samej Francji przebywa obecnie ok. miliona rosyjskich obywateli. Dochodzą wieści, że okupują najdroższe miasta i hotele; i wręcz się szarogęszą. Czy jeśli skierują się na czas igrzysk do Paryża będą się zachowywali inaczej, z umiarem, bez znanych - niestety dość powszechnie - pokładów buty i bezczelności najczęściej związanych z posiadanym majątkiem? Nie mamy informacji, ilu we Francji przebywa Ukraińców, ale na pewno jest ich dużo w Niemczech, a stamtąd do miasta igrzysk już tylko beretem rzucić. No więc zapewne pojadą i... Chyba nie wystarczy nam wyobraźni. Może ma jej pod dostatkiem MKOl, może mają ją sportowe federacje i oczywiście organizatorzy tego - jak się powiada - święta radości i pokoju. Ale może - dla odmiany - ma ją największą federacja lekkoatletyczna, której szef, słynny niegdyś biegacz Sebastian Coe, oświadczył, że w Paryżu przedstawiciele królowej sportu z Rosji i Białorusi nie wystąpią. To jednocześnie bardzo mocny sygnał, że ruch olimpijski stanął na ostrym zakręcie. Po prostu dlatego, że z własnej woli, i z nie do końca jasnych motywów, zaczął się dzielić. Po jednej stronie frakcja przymykająca oko na wojnę, po drugiej zdeklarowani jej przeciwnicy. A stąd już niedaleko do rozsypki.