Niech żyją hemoroidy!
Mucha nie siada, felieton Tomasza Muchy
Gdyby głupota miała skrzydła, fruwałaby pani jak gołębica - rzekł doktor Sztrosmajer do siostry Huňkovej w oszałamiająco popularnym onegdaj za żelazną kurtyną czechosłowackim serialu „Szpital na peryferiach”. Stare dzieje, ale kultowy cytat stał się jednym z ulubionych zmarłego niedawno i zdecydowanie za szybko Bogdana Nathera, legendarnego dziennikarza „Sportu”. Żeby nie było - o ile dobrze rachuję, najczęściej Bodzio używał go w stosunku do mężczyzn, ale w sumie bez względu na płeć.
Myśląc ostatnio częściej o Bogdanie, passus o gołębicy nasunął mi się jako najlepszy komentarz do histerii w internecie po dialogu o hemoroidach Wojciecha Fibaka z Tomaszem Tomaszewskim na antenie Polsatu Sport podczas ostatniego meczu Sinnera z Alcarazem. Tenisiści w Turynie wznieśli się na wyżyny, ale jeszcze wyżej nad nimi latała głupota - nie, wcale nie komentatorów! Otóż wśród chmary internetowych krytykantów i trolli Fibaka z Tomaszewskim najwyżej fruwały uznane znakomitości dziennikarskie - Kasia Kolenda-Zaleska i niejaki Wojtek Szacki.
Zdaję sobie sprawę, że niewielki margines Czytelników tej rubryki wie, o czym tu piszę, więc pokrótce streszczę kontekst. Otóż podczas dyskusji obu panów na antenie w temacie czy Sinner zachował się fair, poddając przed końcem jeden z poprzednich meczów z Alcarazem, pan Tomasz zagadnął pana Wojtka o okoliczności jego jedynego tzw. kreczu w karierze.
Wywołany w ten sposób do tablicy pan Wojtek, cóż, opowiedział pokrótce o swoich poplamionych spodenkach i dramatycznym, acz przedwczesnym końcu zaciętego spotkania. Tyle. Było sportowe zdarzenie, było trochę fizjologii i była okoliczność, która wpłynęła na wynik. Nic więcej. Sport i jego kontekst. W każdym razie żaden z dżentelmenów nie ciągnął wątku ponad niezbędną konieczność, choć przypuszczam, że choćby z racji metryki (nie wypominając), mieliby całkiem sporo do opowiedzenia, co często - przyznajmy sami! - nie zostaje nam oszczędzone podczas odwiedzin u starszego wujka.
Tymczasem słuchanie duetu Fibak - Tomaszewski to czysta (cha, cha!) przyjemność, o ile kibic po drugiej stronie okienka chce naprawdę dowiedzieć się więcej niż pokazuje mu telewizor. Miałkich tenisowych komentatorów jak z koziej dupy trąba, wzajemnie sobie potakujących, bajdurzących o forhendach i bekhendach oraz relacjonujących wynik - czyli to wszystko, co i tak widać na ekranie - nie brakuje, zwłaszcza w stacji Canal+ pokazującej mecze Igi Świątek.
Fibak z Tomaszewskim to zupełnie inna półka! Ten pierwszy - były znakomity tenisista, erudyta, koneser sztuki i salonowy bywalec, oraz ten drugi - syn legendarnego dziennikarza Bohdana, który w swoim życiu komentował niejeden mecz i widział niejedno - serwują komentarz pełen dygresji, historii, anegdot i ploteczek, o których nigdy byśmy się nie dowiedzieli, nigdy byśmy nie usłyszeli. Panowie znają się na tyle dobrze i mają tak rozległą wiedzę i doświadczenia, że potrafią się też na antenie spierać, ale ze swadą i z klasą. No cudeńko!
Ale co tam, armaty były już naładowane, to wystrzeliły gównoburzą (jakże idealne określenie!). Wracamy tu do naszych „gołębic”. Gołębica 1 (Szacki): „Dziwię się Polsatowi, że dał Fibakowi komentować finał w Turynie. Trochę wstyd. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy Fibak zaczął wspominać pęknięcie hemoroidu. Taki wieczór zdziwień”. Wtórująca Gołębica 2 (Kolenda-Zaleska): „No powiem ci, że słuchanie tego to było wyzwanie”.
Wyjaśnijmy też, do czego pije Szacki o wstydzie. Bo Fibakowi znów wypomniano, że lata temu proponował dorosłym paniom pomoc w poznaniu bogatych przyjaciół, na owych pań wyraźną prośbę. No skandal! Wykluczyć Fibaka z telewizji i życia publicznego! - sugeruje moralista-Szacki, wzlatując pod niebiosa w swojej etycznej chmurce.
Wracając jednak do naszych hemoroidów… Zakładam, że dla „doktor” Kolendy-Zaleskiej wyzwaniem jest także słuchać o menstruacji (wszak też plami majtki, choć wśród sportsmenek stanowi autentyczny problem), o menopauzie, o przerywaniu ciąży czy o raku jajników. Z kolei „moralistę” Szackiego dziwią też zapewne - oprócz hemoroidów - wspominki o biegunce, wymiotach z wyczerpania, o raku jąder czy nowotworze prostaty. A fuuuj!
Czymże jednak od innych chorób, rozpadów ciała i ludzkich niedoskonałości różnią się hemoroidy? Fakt, są upierdliwe, nietowarzyskie - bo barwią slipy, ale co w związku z tym? Nie będziemy wypowiadać tego niestosownego słowa - HE-MO-ROI-DY? To może łagodniejsze - żylaki odbytu? Też nie? A może guzki krwawnicze? Według ostatnich statystyk zmaga się z nimi już co druga osoba po ukończeniu 30. roku życia. W krajach zachodnich, w tym w Polsce, szacuje się, że objawy hemoroidów wystąpią u około 50 procent populacji w ciągu życia. Ale nasze gołębice gruchają: nie ma takiej przypadłości! Nie zgadzamy się na nią! Nie chcemy o niej słuchać! Chcemy fruwać…
A figa z makiem! Niech nam żyją hemoroidy!
