Niech ta bajka trwa w najlepsze!

Maja Chwalińska kontra Anna Kalinska o półfinał French Open! Czy sensacyjna Polka będzie kontynuować swój piękny marsz i pokona na kortach Rolanda Garrosa ósmą rywalkę?

Oby w Paryżu uśmiech nie schodził z twarzy Mai Chwalińskiej! Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus

Tomasz Mucha z Paryża

Nad Sekwaną chłodniej niż u nas, lotnisko Orly przywitało mnie we wtorek o godzinie 19.30 gęstymi chmurami i temperaturą 19 stopni. Paryska gorączka się skończyła, ale ta nie opuszcza polskich kibiców, którzy czekają na kolejny gorący występ Mai Chwalińskiej.

Największa sensacja wielkoszlemowego turnieju na kortach Rolanda Garrosa w środę o godzinie 11.00 wyjdzie na kort Philippe'a Chatriera przeciwko Annie Kalinskiej. Także obecność rozstawionej z numerem 22 Rosjanki w ćwierćfinale jest pewną niespodzianką, bo choć 27-letnia tenisistka rodem z Moskwy jest od pewnego czasu w top 30 na świecie i na korcie zarobiła już ponad 6 milionów dolarów – jakieś osiem razy więcej niż o trzy lata młodsza Polka – to przynajmniej w jednym z naszą Mają może się równać, choć wydaje się to nieprawdopodobne: Kalinska też nie ma na koncie żadnego tytułu głównego cyklu WTA! No, była raz w ćwierćfinale Wielkiego Szlema, dwa lata temu w Melbourne. Ale generalnie bardziej kojarzy się z nieprzeciętną, lalkową wręcz, urodą i faktem „byłej” lidera rankingu ATP Jannika Sinnera...

W Paryżu ukazała się jednak jako rasowa i waleczna sportsmenka, wyrwała m.in. wygraną w przedziwnym, zmieniającym się jak w kalejdoskopie meczu 1/8 finału z Anastasią Potapovą – gdyby go przegrała, nie powinna mieć do nikogo pretensji. O jej waleczności świadczy też spotkanie sprzed miesiąca w Rzymie z Kateriną Siniakową, gdy zdołała obronić aż dziewięć (!) piłek meczowych i odnieść zwycięstwo w wydawałoby się beznadziejnej sytuacji.

Nie uwierzyłaby...

Kalinska ma sportowe atuty, przede wszystkim bardzo szybką rękę i Chwalińska musi spodziewać się bombardowania z jej strony. Pytanie, czy Rosjanka odrobiła lekcje z poprzednich przeciwniczek Polki, które – choć każda z nich miała nieporównywalnie większe doświadczenie i sukcesy niż Maja – nie poradziła sobie z finezyjnym stylem dziewczyny z Dąbrowy Górniczej i Bielska-Białej?

– Gdyby ktoś powiedział mi dwa tygodnie temu, że będę tutaj, nie uwierzyłabym. Prawdopodobnie śmiałabym się razem z moim zespołem. A jednak jestem tutaj. Postaram się więc cieszyć tą chwilą, dać z siebie wszystko i zobaczymy, co się wydarzy – mówi Kalinska przed meczem z Polką.

Tenisowy świat coraz lepiej poznaje Chwalińską, która niespodziewanie pozostaje ostatnią reprezentantką Polski w drabince. Leworęczna zawodniczka sprawiła kilka niespodzianek, pokonując Qinwen Zheng, Elise Mertens i Marię Sakkari, a w poniedziałek na Chatrierze wyeliminowała ostatnią nadzieję gospodarzy, Diane Parry.

Też cieszy się chwilą

Maja, 114. w rankingu, doskonale odnajduje się w roli outsiderki, a takie nastawienie pozwala jej grać swój najlepszy tenis. Występy na tak dużej scenie są dla niej nowym doświadczeniem, ale zamiast nakładać na siebie dodatkową presję, po prostu cieszy się chwilą. W dotychczasowych czterech meczach odniosła trzy zwycięstwa bez straty seta, a przeciwko Zheng i Mertens wygrała nawet seta do zera.

– Dla mnie nie ma znaczenia, z kim gram. Niezależnie od przeciwniczki jestem niżej w rankingu, więc to, czy drabinka jest otwarta, czy nie, nie ma dla mnie większego znaczenia. Mówicie, że droga jest otwarta, ale dla mnie każda zawodniczka, która tu została, jest wyżej notowana ode mnie. To one są faworytkami do zwycięstwa – mówiła na konferencji Chwalińska.

Pójdzie za Martą?

Od wtorku wiadomo, że jeden polski akcent w półfinale już mamy. Trenerką Marty Kostjuk, która w ćwierćfinale pokonała rodaczkę Elinę Switoliną, jest bowiem Katowiczanka Sandra Zaniewska. Tenisistka z nieustająco bombardowanego Kijowa – po meczu wzruszona Ukrainka dedykowała rodakom swoje zwycięstwo – urasta do faworytki całego turnieju: po raz pierwszy pokonała Igę Świątek, w 1/8 finału, i na mączce w tym sezonie jeszcze nie zaznała porażki: jest niepokonana już od 17 spotkań! To jej pierwszy półfinał Wielkiego Szlema, zmierzy się w nim z Mirrą Andriejewą. 19-letnia Rosjanka uporała się z 36-letnią Rumunką Soraną Cirsteą i wraca do półfinału w Paryżu po dwóch latach.

Czy śladem Kostjuk po raz pierwszy przywita się z najlepszą czwórką Maja Chwalińska? Tam już czai się sama Aryna Sabalenka... Niech ta bajka trwa w najlepsze!


Walczą o „dziką kartę”

Polski Związek Tenisowy oficjalnie zwrócił się do organizatorów Wimbledonu z prośbą o przyznanie Mai Chwalińskiej „dzikiej karty” do turnieju głównego. Dzięki temu Polka uniknęłaby gry w kwalifikacjach. 24-latkaw rankingu zajmuje 114. miejsce, ale dzięki świetnej grze w trwającym French Open w kolejnym notowaniu 8 czerwca będzie co najmniej w okolicach 50. pozycji. Organizatorzy Wimbledonu listy startowe zamykają jednak przed rozpoczęciem French Open, a to oznacza, że tak jak w stolicy Francji, w Londynie Polka również musiałaby się przebijać przez trzystopniowe kwalifikacje. Turniej główny rusza 29 czerwca, a kwalifikacje tydzień wcześniej.


WYNIKI

Singiel

Kobiety - ćwierćfinały
Kostjuk (Ukraina, 15) - Switolina (Ukraina, 7) 6:3, 2:6, 6:2, Andriejewa (Rosja, 8) - Cirstea (Rumunia, 18) 6:0, 6:3

Pary półfinałowe: Kostjuk – Andriejewa, Kalinska (Rosja, 22)/Chwalińska (Polska) - Sabalenka (Białoruś, 1)/Sznajder (Rosja, 25)

Mężczyźni – 1/8 finału

Arnaldi (Włochy) - Tiafoe (USA, 19) 7:6 (7-5), 6:7 (5-7), 3:6, 7:6 (7-3), 6:4.

Ćwierćfinały
Zverev (Niemcy, 2.) - Jodar (Hiszpania, 29.) 7:6 (7-3), 6:1, 6:3.
Pozostałe pary: Berrettini (Włochy) – Arnaldi, Auger-Aliassime (Kanada, 4) - Cobolli (Włochy, 10), Mensik (Czechy, 26) - Fonseca (Brazylia, 28).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się