Niebezpieczny mecz
Fazę grupową EHF Champions League Industria Kielce zakończy wyjazdowym starciem z Kolstad. Aby utrzymać 3. miejsce, musi zwyciężyć.
Piotr Jarosiewicz uchodzi za niezrównanego egzekutora rzutów karnych. Fot. Przemysław Strąk/PressFocus
LIGA MISTRZÓW
Na ostatni mecz fazy grupowej wicemistrzowie Polski udali się do norweskiego Trondheim. Mają jasny cel - obrona 3. lokaty w tabeli grupy A. Jeśli Żółto-biało-niebiescy wygrają z Kolstad, jedną z najsłabszych ekip rozgrywek, to bez oglądania się na wyniki goniących ich Veszprem i Nantes do 1/8 finału przystąpią z uprzywilejowanej pozycji. - Na ten moment mamy 3. miejsce. Walczyliśmy o nie praktycznie od początku roku kalendarzowego. Zamierzamy podtrzymać dobrą passę. Wygrywamy ostatnio wszystko i chcemy, żeby tak samo było w Trondheim. Wszystko jest w naszych rękach, nie możemy zaprzepaścić tego, co tak ciężko wypracowaliśmy wcześniej – powiedział przed wylotem do Norwegii Krzysztof Lijewski, II trener Industrii.
Kiedy wróciła nadzieja
A jeszcze we wrześniu i październiku o takim scenariuszu co najwyżej można było pomarzyć. Przetrzebieni kontuzjami większości zawodników Kielczanie przegrywali ważne mecze. Nawet w swojej Hali Legionów tracili po 20 bramek w pierwszych połowach. Obsuwali się w tabeli, co bardzo źle rokowało. Przełom nastąpił w zremisowanym (32:32) meczu z faworyzowanym Aalborgiem, a na właściwym torze znaleźli się po wygranych z Dinamem Bukareszt (28:24, 34:32). Na zakończenie roku zobaczyliśmy jeszcze pewne (33:29) zwycięstwo w Nantes i wróciła nadzieja na 3. miejsce. Do meczu ostatniej, 14. serii fazy grupowej Kielczanie przystąpią jako zdecydowani faworyci, z robiącą wrażenie w Europie passą pięciu wygranych.
Kłopoty Norwegów
Podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa są w gazie, a przyjdzie im się zmierzyć z jedną z najsłabszych drużyn w tegorocznej edycji, która przegrała wszystkie trzy mecze fazy grupowej w 2026 roku. Kolstad zamyka tabelę z tylko 4 punktami, na które złożyły się zwycięstwa z Dinamem Bukareszt (31:28) oraz Fuechse Berlin (28:24). Zwłaszcza wygrana z Lisami zrobiła wrażenie, bo jest to jeden z faworytów do wygrania Ligi Mistrzów. - Nie możemy się doczekać ponownego spotkania z Kielcami, ponieważ mieliśmy wcześniej kilka świetnych meczów z nimi. A ponieważ jesteśmy jedynymi zespołami, które zdobyły punkty z liderującymi mistrzami Niemiec, może to być wspaniałe zakończenie tego w sumie mało udanego dla nas sezonu w Lidze Mistrzów – stwierdził z lekkim optymizmem prawoskrzydłowy, Kolstad Sigvaldi Gudjonsson.
Trzeba w tym miejscu koniecznie dodać, że klub z Trondheim przeżywa ostatnio ogromne problemy organizacyjne. Z powodów finansowych zespół opuścili bardzo ważni gracze, jak wybitny bramkarz Andreas Palicka (przeszedł do Fuechse) i rozgrywający Simen Lyse (trafił do PSG), a zespół podejmuje rywali w mniejszej Kolstad Arenie, a nie w nowoczesnej, wielofunkcyjnej Trodheim Spectrum.
Zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, gdy...
Trener Lijewski, analizując grę rywala, wskazał na typowo skandynawskie atuty: siłę, mobilność i świetne wyszkolenie techniczne. - Kolstad słynie z solidnej obrony 6-0 oraz błyskawicznych kontrataków. Skandynawowie lubią grać na zwodzie i rzucać z drugiej linii. Musimy zastopować Szweda Simona Jeppssona, który ma świetne warunki fizyczne i lubi rzucać z 10, a nawet 11 metra. Przyjdzie nam zagrać z przeciwnikiem, dla którego to będzie ostatni mecz w Lidze Mistrzów w tym sezonie. Choć Kolstad zamyka stawkę i nie ma już szans na dalszą grę w tej edycji, to na pewno podejdzie do niego bez presji i z ambicją pokazania się z jak najlepszej strony przed własnymi kibicami. Trenerzy mogą też posłać na boisko innych zawodników oraz sprawdzać różne rozwiązania taktyczne. Takie mecze są bardzo niebezpieczne, bo wiesz, że przychodzi ci grać z przeciwnikiem, który o nic nie walczy, więc musisz być maksymalnie skupiony. Jeżeli do tego spotkania podejdziemy z wielkim szacunkiem i respektem do przeciwnika, a każdy zawodnik wykona swoją robotę, to zwycięstwo będzie na wyciągnięcie ręki - dodał asystent Tałanta Dujszebajewa.
Bez Alexa i Daniela
Największym problemem Industrii jest sytuacja kadrowa. Zespół będzie dziś musiał sobie radzić bez filarów – Alexa i Daniela, synów trenera Dujszebajewa. O ile absencja tego pierwszego była wkalkulowana (kontuzja mięśnia dwugłowego), o tyle brak Daniego to efekt świeżego urazu lekkiego naciągnięcia pachwiny. Nie wykluczy on go z gry na dłuższy okres, ale kilkanaście dni musi odpocząć. - Jego rolę będą musieli przejąć inni zawodnicy. Z tego powodu większa odpowiedzialność w defensywie ciążyć będzie na barkach Artsema Karaleka i Michała Olejniczaka – podkreślił Lijewski.
Po rozmowie z mamą
Śladu po kontuzji złamanego nosa nie widać już u Piotra Jarosiewicza. Niedawno wrócił do pełnych treningów i meczów, a wcześniej wychodził wyłącznie na rzuty karne, które są jego specjalnością. Z linii 7 metra lewoskrzydłowy myli się niezwykle rzadko, a gdy podchodzi do piłki, to gol jest pewny jak lokata bankowa. - O rzutach karnych rozmawiałem niedawno ze swoją mamą, która gratulowała mi występów i powiedziała, że wielu kibiców mówi, że nie mam „układu nerwowego”. Kto mnie nie zna, ten tak powie, ale mama widziała, że się denerwowałem i tobardzo (śmiech). Jest to stres, duża odpowiedzialność, ale po pierwszym wykorzystanym karnym emocje opadają i pojawia się więcej luzu. Jest takie porzekadło, że trzeciej „siódemki” się nie wykorzystuje, ale robię wszystko, by temu zaprzeczyć, ponieważ chcę być perfekcyjny i trafiać nawet ten trzeci rzut - mówi 27-letni reprezentant Polski.
Zbigniewe Cieńciała
