Nie zmieniaj się!
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Ta ostatnia kolejka, dzisiaj się rozstaniemy... Cóż, trzeba to przyjąć po męsku: rzeczywiście widzimy się dziś po raz ostatni w tym sezonie, moja kochana ekstraklaso. Niech wybrzmi więc moja ekscytacja! Muszę ci bowiem wyznać, ekstraklaso, co we mnie dzięki tobie dziś siedzi i mną potrząsa; muszę opisać ci, co przeżywam i czuję.
Na początku ślę więc gorliwe słowa wdzięczności: jestem ci cholernie zobowiązany! Dałaś mi bowiem w tym sezonie ogromne emocje. Przy okazji każdej kolejki mruczałem do siebie z niedowierzaniem: to się nie dzieje! Przywróciłaś mi przekonanie, że nic nie jest dane z góry, że każdy ma szansę, że nie jest ważne, jaki był ostatni mecz, lecz jaki będzie następny. Sprawiłaś, że człowiek z rozszerzonymi ze zdumienia, zamglonymi z dezorientacji oczami (żeby było jasne: bez żadnego niedozwolonego wspomagania) wpatrywał się w boisko i nie mógł uwierzyć w to, co widzi. A właśnie o to - według mnie - w tym całym zamieszaniu chodzi: nie wierzyć w to, co się widzi! Nigdy w żadnym z moich czterdziestu pięciu ligowych sezonów, czyli od kiedy tak wnikliwie cię śledzę, nie łapałem się za głowę aż tyle razy.
Niektórzy na ciebie narzekają, podkreślają, że twoi aktorzy - kiedy co do czego przychodzi - nie wytrzymują porównania z Marcello Mastroiannim z Serie A, Alainem Delonem z Ligue1, Christianem Bale'em z Premier League czy Tillem Schweigerem z Bundesligi. Nawet ponoć nie są w stanie stanąć z nimi w jednym szeregu żeby razem zagrać w jednej sztuce. Ale wiesz co? Tym razem to jednak ty masz to, czego wielkim zabrakło: totalną nieprzewidywalność. Niby porządek rzeczy to coś, co pozwala zachować równowagę psychiczną, jednak przyznam szczerze i z entuzjazmem: sto razy mniej wolę emocje wielowątkowe niż zero-jedynkowe. Zero-jedynkowe są przecież pytania typu: kto zostanie mistrzem w Niemczech i dlaczego Bayern? albo: czy tym razem ktoś będzie w stanie doskoczyć do tandemu Barcelona - Real?
Tymczasem u nas każdy - dosłownie każdy! - ma na coś szansę! Musi ją jednak chwycić mocno za kark i nie puszczać, bo ona potrafi się wyślizgnąć... Gdy malutka Nieciecza w 1.kolejce biła na wyjeździe niedawnego mistrza z Białegostoku 4:0, ktoś mógł przypuszczać, że spadnie jako pierwsza? Gdy Widzew zbroił się za grube miliony, ktoś mógł przypuszczać, że do ostatka będzie drżał o ligowy byt? Ekstremalne spłaszczenie tabeli sprawiło, że przez ledwie jeden weekend status quo może zachwiać się jak gość po szybkim sznapsie w podrzędnej knajpie. Różnice punktowe są tak małe, że zaledwie jedna kolejka może całkowicie zmienić układ sił, a ciąg choćby trzech - może go zmienić i... przywrócić. Pozwalasz na to, ekstraklaso, żeby ludzie małej wiary uzmysławiali sobie, jak są małej; pozwalasz też, żeby ludziom dużej wiary wilgotniały oczy. Tylko u ciebie zespoły ocierające się jeszcze niedawno o strefę spadkową mogły ciągle myśleć o pokazaniu się w Europie, żeby zespoły uznawane za outsiderów zaśmiewały się w kułak z tzw. możnych. Ale wiesz, ekstraklaso, co jest najlepsze? Że ostatni akt przeżyjemy dopiero dziś, a krzyk naszego zdumienia z pewnością, jak zwykle, sięgnie aż do nieba.
Z pozdrowieniami; zachwycony i szczerze oddany!
