Nie wyobrażam sobie Tychów w 2. lidze
Rozmowa z Maciejem Mańką, legendą GKS-u Tychy, która rozegrała dla niego 329 meczów.
Czy GKS obejrzy czerwoną kartkę od Betclic 1. Ligi? Fot. Michał Kędzierski/Press Focus
W 1. lidze mecze na ogół nie są zbyt... piękne, ale tak słabej drużyny, jak GKS Tychy w starciu z ostatnim w tamtym momencie Górnikiem Łęczna, to już dawno nie widziałem. Jakie były pana wrażenia po tamtym spotkaniu, wygranym przez Łęcznian 1:0?
– Podzielam opinię, że... nie wyglądało to dobrze. Nie wiem do końca, czym to było spowodowane, ale na pewno nie brakiem sił. W końcówce drużyna goniła przecież wynik. Nie chodzi też o kwestie mentalne w kontekście chęci, bo po chłopakach widać, że bardzo chcą. Sam parę razy w Tychach byłem zagrożony spadkiem i ze swojej perspektywy wiem, że to nie jest łatwe granie. Walka o awans jest innym rodzajem presji – pozytywnym. Oczywiście, kiedy sam robiłem awanse z GKS-em, to byliśmy faworytami, więc pojawiała się presja, że „musimy”, ale... ogólnie fajnie się grało. Drużyna była naładowana pozytywnymi emocjami, bo jak się uda, to jest super. W drugą stronę jest trochę inaczej. Chłopaki bardzo chcą, ale to pląta im nogi. Każdy błąd, każda strata bramki to wielki cios, ciężko się po tym podnosić, tym bardziej że na tym poziomie drużyny prezentują naprawdę wyrównany poziom. W meczu z Łęczną gospodarzom wyszedł jeden stały fragment i zrobiła się wielka nerwówka. Poza tym każdy wiedział, jaki to był mecz, gdzie plasował się rywal. Przykładowo w spotkaniu z Wisłą Kraków było inaczej, inna była otoczka, pierwszy mecz po przerwie, zespół był naładowany i może nawet nie skazywany od razu na pożarcie.
Pierwsza połowa w Krakowie była obiecująca.
– Początek był świetny i na niego bym patrzył przede wszystkim – że właśnie to będzie ten GKS, a nie ten z pierwszej połowy z Łęczną. W przeciwnym wypadku... bardzo bym się martwił – ale teraz jeszcze się nie martwię! Jestem raczej optymistą i jeszcze nie biłbym na alarm, chociaż w tej chwili GKS jest na przedostatnim miejscu, mając tyle samo punktów co ostatnia Stal Mielec. Jednak... jeszcze wierzę, tak jak większość kibiców. Gdy zacznie się marzec, to będzie lepiej!
Chciałem poruszyć temat terminarza. Okej, najpierw liderująca Wisła, ale potem zaczęła się seria gier „za 6 punktów”, z zespołami z drugiej połowy tabeli czy też z jej dna. Najpierw był remis z Odrą Opole – wtedy 12. lokata – potem porażka z ostatnią Łęczną. W niedzielę Tyszanie podejmą 14. Puszczę Niepołomice, następnie ostatnią Stal i... to tyle z tych teoretycznie słabszych drużyn. W perspektywie zostanie jeszcze ewentualnie Znicz Pruszków i sama czołówka. Kiedy punktować, jak nie teraz?
– Powiem może brutalnie - trzeba wciągać inne drużyny w walkę o utrzymanie, np. Puszczę po najbliższym meczu. W ekstraklasie zamieszanych jest mnóstwo drużyn i z 15. miejsca do pucharów jest parę punktów. W 1. lidze, szczególnie dla Tychów, wygląda to dużo gorzej, dlatego trzeba robić wszystko, aby inne drużyny nie czuły się bezpiecznie. A Puszcza ostatnio wygrała ze Stalą Rzeszów i trochę tego bezpieczeństwa poczuła. Szkoda, że nie udało się wygrać z Odrą Opole, bo różnica zostałaby zniwelowana chociaż do tych 9 punktów; można wtedy byłoby coś myśleć... A tak o bezpieczną lokatę biją się tylko cztery drużyny.
No właśnie – do bezpiecznego Znicza GKS traci 5 punktów, a do kolejnej Puszczy... już 11. Potrzeba serii zwycięstw i... serii porażek u przeciwników.
– Dlatego trzeba wygrywać, a z tym jest problem. Patrząc po zimowych transferach i pierwszym składzie, czas – paradoksalnie – gra na ich korzyść. W ostatnim meczu od początku wybiegło sześciu nowych zawodników. Zgranie i automatyzmy też są ważne. Chłopaki przyszły z różnych klubów, z różnych miejsc, bili się tam o różne rzeczy i trudno jest od razu to wszystko scalić. Wierzę, że będą wartością dodaną, choć wyniki może teraz o tym nie świadczą. Jest też nowy trener. Dlatego mam wrażenie, że gdy zacznie się marzec, to to ruszy, a gdy zdzwonimy się w kwietniu, to będziemy w lepszych nastrojach. Ja nie wyobrażam sobie GKS-u w 2. lidze. Wiem, że tam są duże marki, ale... nie, nie, nie. Byłby to duży problem i nie wiem, jakby się to miało wszystko potoczyć.
Zastanawia mnie, jaka byłaby wtedy przyszłość klubu. Skoro właściciel uciął finansowanie przed bieżącym sezonem, bo nie był zadowolony z osiąganych wyników i braku ekstraklasy, to jak zareaguje, gdy nagle trzeba będzie grać na trzecim szczeblu rozgrywkowym?
– Nie chcę nawet zadawać sobie tego pytania. Cały czas myślę, że będzie okej i nie chcę wchodzić w buty rządzących klubem. Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby dalszego ucinania budżetu w związku ze spadkiem. Rozmawiałem nawet ostatnio ze znajomymi, że budżet budżetem, transfery transferami, ale patrząc po Pogoni Grodzisk Mazowiecki czy Chrobrym Głogów – nie są one kluczowe. Zresztą w Tychach na początku sezonu – więc jeszcze przed zimowymi transferami – także wyniki były dobre, ale teraz mamy już 22 kolejki za nami, więc nie ma co do tego wracać. Zostało 12 meczów, trzeba się utrzymać i spisać ten sezon na straty – a potem zaatakować. Wiadomo, że pieniądze wiele ułatwiają w piłce nożnej, ale wymienione zespoły pokazują, że z mniejszymi budżetami także się da. Zresztą w ekstraklasie jest podobnie. Wątpię, żeby Górnik Zabrze miał budżet top3 w lidze, Jagiellonia także jest budowana w inny sposób. Może GKS powinien pójść jej drogą? Na chwilę obecną najważniejsze jest jednak utrzymanie, bo – powtórzę – nie wyobrażam sobie spadku. Nie widzę tam miejsca Tychów.
Wiadomo, że postacią nr 1 w Tychach jest Łukasz Piszczek. Ludzie nie mówią, że przegrywa GKS – ale że przegrywa Piszczek. Może trudno to teraz definitywnie oceniać, ale czy widzi pan realny wpływ trenera Piszczka na zespół? Nie brak głosów wskazujących, że posiada kapitalny warsztat, ale też że przechodzi brutalną weryfikację, albo że nie pomaga zmianami.
– Jak dla mnie to jest właściwa osoba. Ma duży warsztat, dużą osobowość. To wielkie nazwisko i myślę, że te wszystkie nagłówki na niego nie oddziałują. Natomiast myślę, że może to zdjąć trochę presji z zawodników. Inaczej by było, gdyby pisali, że to jest wina tego czy tamtego piłkarza. Sam trener również pewnie woli przejąć część tego szumu.
Taka tarcza dla drużyny.
– Dokładnie. Wydaje mi się, że chłopaki też to czują. Czasem mówi się, że zimą nagle znalazły się pieniądze na transfery, ale według mnie trener Piszczek również odegrał znaczącą rolę w ich przeprowadzeniu. Ludzie na pewno chcą pracować z takim szkoleniowcem – i nie mówię tylko o nazwisku, ale również warsztacie oraz podejściu. A co do zmian w meczu... trener jest na co dzień z zespołem i w danym momencie zawsze wystawia najlepszych. To nie jest czas na eksperymenty, na ogrywanie nowych rozwiązań na przyszły sezon, bo to nie czas i nie miejsce. Osoby trenera bym nie winił. Natomiast w kolejnych meczach zobaczymy, jak będzie wyglądała kwestia przygotowania fizycznego, chociaż gdy walczy się o utrzymanie, to zawsze wyzwalają się dodatkowe siły. Myślę, że będzie okej!
Rozmawiał Piotr Tubacki
Maciej MAŃKA
Ur. 30 czerwca 1989 w TychachBoczny obrońca
Wychowanek MOSM Tychy.
W GKS-ie Tychy w latach 2007-10, 2011-13, 2015-23. Oprócz tego Górnik Zabrze, Rekord Bielsko-Biała, AKS Mikołów
30 PUNKTÓW miały w zeszłym sezonie Odra Opole i Pogoń Siedlce, ostatnie bezpieczne drużyny 1. ligi. Tyszanom brakuje do tego dorobku 16 „oczek”, na zgromadzenie których mają 12 meczów. Gorzej dla nich, że sezon wcześniej ostatni bezpieczny zespół miał 35 punktów, wcześniej 37, 36, 35, 40...
