Nie wszystko stracone

Mimo porażki w Gdyni trener Wojciech Łobodziński z optymizmem patrzy w najbliższą przyszłość swojego zespołu.

Obrońca Miedzi Michał Kostka (z prawej) nie ukrywał, że jego zespół zbyt krótko grał dobrze, by stawić czoło Arce. Fot. Ernest Kołodziej/miedzlegnica.eu

MIEDŹ LEGNICA

Porażka Zielono-niebiesko-czerwonych w wyjazdowym meczu z Arką Gdynia nie zredukowała drastycznie ich szans w walce o promocję do PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni trenera Wojciecha Łobodzińskiego utrzymali trzecie miejsce w tabeli, a w tym przypadku pomocną dłoń podał im GKS Tychy, który pokonał czwartych w I lidze „Nafciarzy” z Płocka.

Pechowiec do kwadratu

1 lipca ubiegłego roku zawodnikiem drużyny znad Kaczawy został Juliusz Letniowski, który 8 kwietnia będzie obchodził 27. urodziny. Wychowanek Lechii Gdańsk, który z obecnym pracodawcą związał się kontraktem do 30 czerwca 2027 r., jest zawodnikiem bardzo pechowym. Z powodu kontuzji opuścił początek bieżących rozgrywek, pierwszy mecz zagrał dopiero 22 września ubiegłego roku, gdy przeciwnikiem legniczan był... Ruch Chorzów, w którym Letniowski grał w sezonie 2023/24 (23 mecze w ekstraklasie, jeden gol). Potem był uwzględniany w składzie we wszystkich kolejkach (od 10. do 24.), ale zabrakło go w składzie „Miedzianki” w niedzielnej potyczce w Gdyni. – To poważny uraz, bo na przedmeczowym rozruchu przy dośrodkowaniu naderwał mięsień przywodziciela – wyjaśnił trener Wojciech Łobodziński. – To dla nas naprawdę ogromna strata.

Nie składa broni

Mimo porażki w Gdyni trener Łobodziński nie rozdzierał szat. – Arka jest zespołem, który jeżeli chodzi o organizację gry, jest najlepszy w tej lidze – ocenił niespełna 43-letni szkoleniowiec. – Mimo to ten mecz, który był takimi taktycznymi szachami, mógł rozstrzygnąć się w obie strony. Nam do zwycięstwa zabrakło detali, ale czasami tak się właśnie zdarza w piłce nożnej.

Czy trener drużyny znad Kaczawy jest już pogodzony z losem, to znaczy z tym, że jego zespół o awans do PKO BP Ekstraklasy będzie musiał walczyć w barażach? – To prawda, że do Arki tracimy dziewięć punktów, a do Termaliki siedem – powiedział „Łobo”. – Do końca rozgrywek pozostało jednak dziewięć kolejek, czyli mnóstwo grania i punktów do zdobycia. Przy optymistycznym scenariuszu z naszej perspektywy byłoby fajnie znowu spotkać się z Arką, ale już w ekstraklasie. Chciałbym, żeby tak było. W tej chwili grzechem byłoby patrzeć tylko za siebie, a nie przed siebie. Ta liga jest specyficzna, baraże byłyby okej, ale postaramy się – przynajmniej przez jakiś czas – spoglądać do góry i walczyć o bezpośredni awans.

Pogubili się

Niepocieszony po ostatnim meczu był 21-letni obrońca Miedzi, Michael (Michał) Kostka: – Wiedzieliśmy, jak chcą grać piłkarze Arki, dokładnie analizowaliśmy ich sposób gry, więc niczym nas nie zaskoczyli – przyznał piłkarz o podwójnym obywatelstwie, polskim i niemieckim. – W drugiej połowie mieliśmy doskonałą okazję do zdobycia bramki, której nie wykorzystał, niestety, Iwo Kaczmarski. Szkoda tej sytuacji, bo kto wie, jak wówczas potoczyłyby się losy tego meczu. W pierwszej połowie pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony – śmiem twierdzić, że przezpierwszych 20 minut zagraliśmy bardzo dobrze. Potem jednak trochę pogubiliśmy się, bo zapomnieliśmy, że mecz trwa 90 minut. Będziemy musieli zrehabilitować się za tę porażkę w piątek, gdy na nasz stadion przyjedzie Górnik Łęczna.

Bogdan Nather