Nie tak miało być
Zrobiłem dobrą robotę. Żałuję, że wystarczyła tylko na jedną serię – smutno kiwał głową Kamil Stoch.
Kamil Stoch był mocno rozczarowany swoim wynikiem. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Nasz najbardziej utytułowany skoczek w pierwszej serii uzyskał 100 m i uplasował się na 38. pozycji. Z dalszej rywalizacji odpadł też 35. Paweł Wąsek.
- Zrobiłem dobrą robotę, bo oddałem najlepszy skok, lepszy niż w serii próbnej. Żałuję, że on wystarczył tylko na jedną serię, bo w moim odczuciu powinien mi dać drugą serię. Myślałem, że wylądowałem na tej przerywanej linii. Może lądowanie nie było idealne, ale nie było też tragiczne. Byłem pewny, że 100 m to solidna odległość - powiedział trzykrotny mistrz olimpijski.
Jak przyznał, w tym występie zabrakło mu przekonania. - I pełnej swobody, pełnego gazu. Tego, czym się po prostu wygrywa zawody. Pierwszy wczorajszy skok mi pokazał, że ten potencjał we mnie jest. Wiem, że trzeba to przetrwać z podniesioną głową i wierzę, że duża skocznia będzie dla mnie bardziej owocna, przyjemniejsza; że tam będę mógł rozwinąć skrzydła - dodał Stoch.
Wyniki 38-letniego skoczka były w tym sezonie Pucharu Świata co najwyżej średnie. To wpłynęło na jego nastawienie przed imprezą, w której startuje po raz szósty w karierze.
- Z jednej strony, sportowiec jadący na główną imprezę musi i powinien wierzyć, że wszystko będzie dobrze i stać go na najwyższe cele. Ale nie udało się też uniknąć brutalnej prawdy o statystykach z tego sezonu i tego, jak on dla mnie wygląda. Jadąc na główną imprezę trzeba mieć poczucie, że wszystko jest ok, że jedzie się z pewną dyspozycją, że pomimo przeciwności masz poczucie: te skoki są we mnie, wydobędę je - podkreślił.
Podczas rozmowy z dziennikarzami był raczej rozluźniony. Jak sam mówił, stresował się przed skokiem, ale gdy o nich opowiadał, to czuł się „jak na kawie”. Po zakończeniu rozmów z dziennikarzami zostawił w strefie mieszanej narty i plecak i pobiegł w stronę trybuny, gdzie była jego rodzina. Nie odmawiał też kibicom, gdy ci prosili go o wspólne zdjęcie.
