Nie stracić ani dnia
Rozmowa z Wiktorem Szywaczem, kapitanem drugiej drużyny Wisły Kraków
Wiktor Szywacz wie, że tylko ciężka praca pomoże mu zaistnieć w piłce na wyższym poziomie. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
Był pan jednym z trzech zawodników rezerw zabranych przez trenera Mariusza Jopa na zgrupowanie w Turcji. Jesienią w III lidze strzelił pan siedem goli i miał osiem asyst.
– Trener zakomunikował mi, że lecę z pierwszą drużyną w czasie rozmowy w cztery oczy. Bardzo się ucieszyłem, bo poczułem, że moja ciężka praca została doceniona. Starałem się pracować jak najciężej, żeby się odwdzięczyć za zaufanie i zrobić wszystko, by zostać w pierwszoligowej kadrze.
Szkoleniowiec docenia to, co prezentował pan w drugim zespole?
– Takie słowa wprost nie padły. Jednak samo to, że mnie zauważył i dał szansę, było dla mnie jasnym sygnałem. Innej drogi nie ma – wiedziałem, że muszę pracować i dawać liczby, by zostać zauważonym. Uważam, że cały czas się rozwijam. Ma na to wpływ nieco inne podejście do futbolu niż wcześniej. Trener rezerw Karol Nędza uczy mnie nowych rzeczy. Z treningu na trening czuję, że idę do przodu, a nie stoję w miejscu. Nie uważam się za zawodnika „gotowego”. Staram się codziennie uczyć czegoś nowego.
Może pan coś zdradzić?
– Przede wszystkim każdy zawodnik ma określoną rolę na boisku. Trener powiedział mi, że jeśli będę wykonywał to, czego ode mnie oczekuje, przyjdą gole i asysty. I faktycznie – mam bardzo dobry dorobek w tej rundzie, chyba najlepszy w karierze. To daje satysfakcję i potwierdza, że ta droga ma sens.
Od lat wyróżniał się pan techniką, przeglądem pola, mocnym strzałem, ale odstawał motorycznie. To też się poprawiło?
– Faktycznie odstawałem pod względem motorycznym. Kiedy zostałem zesłany do rezerw, jasno powiedziano mi, że muszę nad tym pracować. Przez ostatnie dwa-trzy lata zrobiłem jednak w tym zakresie duży progres. Dziś nie odstaję od kolegów i czuję, że jestem znacznie lepiej przygotowany fizycznie do pierwszej drużyny niż wcześniej.
Zaczął pan na to poświęcać więcej czasu?
– Kiedy byłem młodszy, myślałem, że sam talent wystarczy. Szybko zadowalałem się tym, co osiągałem. Ten czas poza pierwszą drużyną nauczył mnie pokory. Ciężko pracowałem, żeby tu wrócić, i nie chcę już stracić ani jednego dnia. Trener Mariusz Jop zwraca dużą uwagę na detale. Każdy zawodnik ma świadomość, czego mu brakuje i nad czym musi pracować. Cały sztab jest bardzo pomocny, zawsze można podejść i dostać konkretną wskazówkę.
Spoczął pan na laurach. Doszedł pan do tego sam, czy ktoś pomógł to zrozumieć?
– Dużo pomogła mi rodzina: tata, mama i brat, który też jest piłkarzem, a także przyjaciele. Przesunięcie do IV ligi było zderzeniem z rzeczywistością. Bliskie mi osoby przekonały mnie, że nie mogę szukać winnych wokół siebie, tylko zastanowić się, czy ja robię wszystko, jak trzeba. Porozmawiałem sam ze sobą, z rodzicami i znajomymi, a potem wziąłem się do ciężkiej pracy. Opłacało się, ale to nie koniec, bo każdego dnia muszę potwierdzać, że zasługuję na powrót do kadry pierwszej drużyny, dostanie szansy w meczu i na pomoc chłopakom w I lidze.
Kiedy było najtrudniej, myślał pan o planie B na życie?
– Nie. Cały czas czułem, że mam umiejętności na wyższy poziom niż III liga. Skupiałem się wyłącznie na tym, co zrobić, żeby wrócić w miejsce, które straciłem. Gdybym zaczął myśleć o planie B, to by mnie rozpraszało. Jeśli chcesz być piłkarzem, to musisz być w stu procentach skoncentrowany na piłce.
W czerwcu wygasa pana umowa. Jest w niej opcja przedłużenia.
– Nie było jeszcze żadnych propozycji ani rozmów. W stu procentach skupiam się na treningach.
Rozmawiał Michał Knura
WIKTOR SZYWACZ
◾ Data i miejsce urodzenia: 6 czerwca 2002 r. w Krakowie.◾ Kluby: Wisła (2008-2021 i 2022 - nadal), Garbarnia (2021-22).
◾ Mecze / gole w pierwszej drużynie Białej Gwiazdy (I liga i PP): 15 / 1 (wszystkie w sezonie 2022/23).
