Nie spodziewałem się tego
Rozmowa z Jakubem Kristanem, czeskim pomocnikiem Ruchu Chorzów.
Z lewej nogi Kristana mają w Chorzowie wiele pociechy, choć 24-latek nadal czeka na swoje premierowe trafienie. Fot. Dawid Figura/Press Focus
Czuliście, że w niedzielę graliście z liderem? Bo z trybun... rywal zupełnie tak nie wyglądał.
– W tej lidze każdy mecz jest trudny i nigdy nie wiadomo, jak zagra przeciwnik. Ostatnia drużyna może pokonać pierwszą – i na odwrót. Nie wiedzieliśmy, jaki będzie przebieg spotkania, ale wiedzieliśmy, że musimy pokazać naszą najlepszą stronę. Zrobiliśmy to i zasłużenie wygraliśmy.
Kacper Łoś z Pogoni Grodzisk Mazowiecki mówił, że byliście na nich znakomicie przygotowani. Więc... co na nich mieliście?
– Mieliśmy nieco dłuższą przerwę, bo wcześniejszy mecz graliśmy w piątek, więc to było dziewięć dni na przygotowanie. Na treningach ćwiczyliśmy wiele elementów taktycznych, dzięki czemu na boisku wiedzieliśmy, co mamy robić i pokazaliśmy to.
W kolejnym już meczu wiele minut spędzaliście zamykając przeciwnika w jego polu karnym. Musicie chyba poświęcać dużo czasu na atak pozycyjny.
– Prawdę powiedziawszy... nie spodziewałem się takiego meczu; że tak często będziemy przy piłce. Jednakże im dłużej trwało spotkanie, czuliśmy się w tym elemencie coraz lepsi. Wykreowaliśmy mnóstwo sytuacji i myślę, że spokojnie mogłoby być 4:0 czy 5:0, ale nasza skuteczność powinna być na wyższym poziomie.
Już przy stanie 2:0 miał pan dwa groźne strzały obronione przez bramkarza, w poprzednich meczach także oddał pan kilka niezłych uderzeń..., ale w Ruchu ciągle bez gola!
– Nigdy nie miałem aż tak dużo strzałów z dystansu (uśmiech). Nie wiem, może muszę popracować nad tym bardziej na treningach i poprawić to. Może też zabrakło trochę szczęścia, ale koniec końców wszystko jest w moich nogach, więc muszę po prostu strzelać lepiej.
Ale kilka asyst już pan ma, do tego drugie, trzecie podania przed golem, udział w akcjach. Nie można nie zaznaczyć pana udziału w ofensywie.
– Takie jest moje zadanie, aby być kreatywnym w fazie budowania akcji, tworzyć przestrzeń i lepsze sytuacje moim kolegom. W tym aspekcie w niedzielę to był mój dobry mecz.
Czy zgodzi się pan, że obecnie druga linia Ruchu jest jednym z jego najmocniejszych atutów? Jest wielu dobrych piłkarzy, jest konkurencja, a jeszcze niedawno było tam trzech zawodników do grania...
– Nie mogę powiedzieć, jak było przed moim transferem, ale odkąd przyszedłem, widzę, że mamy bardzo silny zespół. Teraz, gdy minęło już kilka miesięcy, jesteśmy bliżej siebie, potrzebowaliśmy czasu. Latem doszło do wielu zmian, pomogła nam także przerwa reprezentacyjna. Czuję u nas wielką moc!
W zeszłym sezonie zdobył pan Puchar Czech z Karwiną, a mimo tego zdecydował się pan przenieść na drugi szczebel rozgrywkowy w Polsce. Dlaczego?
– Wokół Karwiny trochę się działo, były także pewne problemy finansowe. Klub został zdegradowany do drugiej ligi, a mój kontrakt automatycznie wygasł. Szukałem nowego wyzwania i zgłosił się Ruch. Była to dla mnie dobra okazja, bo chciałem spróbować swoich sił za granicą, spróbować czegoś nowego w życiu. To było dla mnie interesujące i czuję, że podjąłem dobrą decyzję.
Były jakieś inne oferty z Polski?
– Może, ale nie chcę o tym teraz rozmawiać. Wybrałem Ruch i oto jestem!
O Karwinie było w Polsce, głównie na Górnym Śląsku, głośno, bo została zdegradowana nie ze względów sportowych, lecz za korupcję, ustawianie meczów w 2024 roku. Czy to w jakiś sposób oddziaływało na was jako drużynę?
– Usłyszeliśmy o tym jakoś trzy miesiące przed końcem sezonu, gdy byliśmy w półfinale Pucharu Czech. Sprawa trafiła na świecznik, ale dotyczyła wydarzeń z okresu, kiedy większości z nas tam jeszcze nie było. Nic nie mogliśmy z tym zrobić. Kiedy to wyszło, zespół zjednoczył się i to pchnęło nas do zwycięstwa w Pucharze.
W środę także zagracie w Pucharze, tyle że Polski – z drugoligowym Zniczem Pruszków. Zdążył już pan zerknąć, co to za przeciwnik i jak się do niego nastawić?
– Takie mecze pucharowe, z zespołami z niższych lig, zawsze są trudne, bo – znam to z własnego doświadczenia, gdy sam w takiej drużynie grałem – te ekipy są znacznie bardziej zmotywowane, by pokazać się z jak najlepszej strony. My musimy być po prostu lepszą drużyną i przygotować się do meczu jak najlepiej.
Jesteście współliderem 1. ligi i zastanawiam się, ile jeszcze brakuje wam do pokazania 100 procent potencjału Ruchu?
– Trudno stwierdzić, ale powiedziałbym, że z każdym meczem stajemy się lepsi. Tabela zmienia się jednak po każdym weekendzie, drużyny są blisko siebie, więc musimy dużo trenować i nadal notować progres, by dotrzeć tam, gdzie chcemy być.
Rozmawiał Piotr Tubacki
