Nie skreślałbym Korony!
Rozmowa z 36-letnim Jackiem Kiełbem, byłym reprezentantem Polski, który pięciokrotnie przychodził do Korony, a dziś jest zawodnikiem Orląt Kielce
Jacek Kiełb angażuje się w futbol bez reszty.
– Oczywiście! Utrzymanie to cel minimum. Każdy kibic Korony – w tym ja – w to wierzy i jest przekonany, że drużynie uda się zrealizować cel. To jest absolutnie do zrobienia, choć rzeczywiście ta jesień była... jaka była. Dodam, że chodzi o to, żeby z utrzymaniem nie czekać do ostatniej chwili, do ostatniej kolejki, jak w zeszłym sezonie. Korona dla ludzi z województwa świętokrzyskiego, którzy kochają piłkę, jest bardzo ważna.
Trener Jacek Zieliński chciałby, żeby w przerwie do każdej formacji doszedł wartościowy piłkarz.
– Uważam, że tak właśnie powinno być. Tym bardziej że chodzą różne słuchy, że któryś z piłkarzy mógłby jeszcze odejść. Wzmocnienia pomogłyby osiągnąć cel.
Jak ocenia pan pracę trenera Zielińskiego? Będzie w stanie utrzymać Koronę?
– Głęboko w to wierzę. Mam dla tego trenera szacunek, dwa razy zresztą współpracowaliśmy. Utrzymujemy kontakt. Zna się na tym, co robi, to fachowiec. Wierzę, że da sobie radę.
Czy w kadrze Korony jest piłkarz, którego gra panu szczególnie się podoba?
– Tak, kilku. Wrażenie na mnie robi choćby „Hoffi” (Yoav Hofmeister, izraelski pomocnik – przyp. red.). Nie dość, że gra na wysokim poziomie, to jeszcze potrafi go utrzymać w dłuższym okresie. To zaleta, szanuję to. Bardzo wartościowym piłkarzem jest również Martin Remacle. Kiedy jeszcze występowałem w Koronie, Belg ustawiany na boisku wyżej był bardziej widoczny. Teraz gra niżej, ale widocznie ta rola bardziej odpowiada trenerowi. Najskuteczniejszy jest obecnie Adrian Dalmau. Jesienią Hiszpan zdobył sześć bramek i szanuję ten wynik. Wiele dobrego można w przyszłości spodziewać się po Dawidzie Błaniku, który moim zdaniem okrzepł.
Co pan porabia obecnie?
- Znowu… gram w piłkę (uśmiech). Występy w Orlętach Kielce (IV liga świętokrzyska – przyp. red.) sprawiają mi bardzo dużo przyjemności. Ale coś, co mnie bardzo pochłania, to… szkółka piłkarska, którą prowadzę od dwóch miesięcy. Nazywa się „Szkółka Jacka Kiełba” i nie jest – podkreślam – akademią. My nie chcemy bić się z innymi o dzieci. To nie jest konkurencja dla akademii. Chcę pomóc, a jeśli dzieci będą chodziły na dodatkowe zajęcia, to kluby i akademie jedynie na tym skorzystają, bo zawodnicy będą podnosić także u nas swoje umiejętności. Wierzę, że pomagamy im stawać się lepszymi. Szkółka sygnowana jest moim nazwiskiem, ale prowadzę ją wspólnie z trenerami Kamilem Kuzerą i Pawłem Czają. Zajęcia prowadzimy w co najwyżej pięcioosobowych grupach. W ich trakcie przekazujemy dzieciom wskazówki dotyczące techniki strzału, sposobu biegania, koordynacji ruchowej czy prowadzenia piłki. Nie jest tak, że jeden z nas zajmuje się tylko w jedną specjalnością, a drugi inną. Chcemy działać tak, żeby każde dziecko korzystało z tych zajęć, a wiemy, że jesteśmy w stanie im pomóc. Dla nas nie jest istotne, skąd kto jest. Przyjmujemy wszystkich chętnych, bo wierzymy, że przy nas dzieci będą naprawdę się rozwijały. Muszę powiedzieć, że ten projekt daje mi ogromną frajdę!
Rozmawiał Paweł Czado
