Nie przestraszymy się Wieczystej

Rozmowa z Sebastianem Przyrowskim, dyrektorem sportowym i trenerem bramkarzy Pogoni Grodzisk Mazowiecki

Sebastian Przyrowski (z lewej) i pierwszy trener Marcin Sasal z pucharem za awans do 2. ligi. Fot. Pogoń Grodzisk Mazowiecki

W ekstraklasie, 1., 2. i 3. lidze jest tylko jedna drużyna z kompletem punktów. Jest pan zaskoczony, że w sześciu meczach odnieśliście komplet zwycięstw?

– Wyniku nigdy nie jest się do końca pewnym. Naszym priorytetem było utrzymanie drużyny w kształcie, w jakim awansowała do 2. ligi. Jedyną poważną zmianą było odejście do Pogoni Siedlce Ołeksija Zinkewycza. Reszta została, ale musieliśmy walczyć o dwóch zawodników, co się udało i jest naszym sukcesem. Mamy dobrą drużynę, ponieważ nie budowaliśmy jej przez pół roku, tylko przez dwa lata. Po spadku z 2. ligi od razu nie udało się awansować, ale zbudowaliśmy trzon, była już namiastka zespołu, który miał dojść do miejsca, w którym jest teraz. Nikt nie liczył, że będziemy mieć komplet wygranych, ale też nie przewidywaliśmy, że od początku znajdziemy się w ogonie tabeli. Nie latamy w chmurach, ale bardzo wierzę w umiejętności tych chłopaków, których od dawna mogę obserwować.

W Pogoni trudno szukać wielkich nazwisk, których na pęczki jest w Wieczystej. Macie też młody skład.

– Kadra liczy 22 piłkarzy, w tym trzech bramkarzy i siedmiu młodzieżowców. Nie jest zbyt liczna, ale solidna. Postawiliśmy sobie za cel, by ci ludzie nie tworzyli swoich wielkich marek, ale chcieli osiągnąć sukces. Nikodem Niski, Jakub Apolinarski, Kacper Sommerfeld, Jakub Lis czy Kamil Odolak to zawodnicy, którzy nie przyszli do nas, by się osiedlić i spokojnie sobie grać, tylko iść wyżej. Chcą ciągnąć ten klub, podnosić swoją jakość, by trafić na wyższy poziom. Dzięki temu mogą sobie otworzyć inne drzwi.

Nie da się grać wyłącznie młodymi, więc macie kilku boiskowych wyjadaczy.

– Dawid Dzięgielewski, Damian Jaroń, Karol Noiszewski i Grzegorz Skowroński stanowią dla nas bardzo dużą wartość sportową, są też bardzo potrzebni w szatni. Naszym priorytetem było jednak odmłodzenie składu, dlatego budowa trwała dwa lata.

Łączy pan zadania trenera bramkarzy i dyrektora sportowego. Gdyby musiał pan zrezygnować z jednej funkcji, to co by wybrał?

– Praca szkoleniowa jest moim priorytetem. Pewnie bym nie chciał być dyrektorem, gdybym musiał pożegnać się ze stanowiskiem trenera, bo przede wszystkim w tym kierunku chcę się rozwijać. Na tym szczeblu rozgrywkowym bycie dyrektorem pomaga mi w organizacji i trafieniu do zawodników. Mamy kontakt w innych momentach, etapach ich rozwoju. Zajmuję się wszystkim – treningiem, kontraktami, organizacją.

Do Krakowa jedziecie jako Dawid na starcie z Goliatem? Wieczysta pokazuje, że ma dużą siłę rażenia.

– Gdybyśmy porównywali oba kluby pod kątem finansowym, to byłoby to 10 do 1 na korzyść rywali. Myślę jednak, że sportowo nie będziemy odstawać, a jak będzie, to pokaże mecz. Chłopcy są świadomi, z kim się zmierzą, ale nie są przestraszeni. Wcześniej nie mieliśmy okazji zagrać z Wieczystą, więc będzie to dla nas dobry sprawdzian, który pokaże, w jakim miejscu jesteśmy. Z trenerem Sławkiem Peszką i Michałem Pazdanem spotykaliśmy się na zgrupowaniach reprezentacji, w lidze rywalizowałem też z Rafałem Pietrzakiem. Wieczysta jest budowana jako bardzo medialny projekt, ale jakość piłkarską też ma bardzo dużą. Mają swoje cele i 2. liga na pewno nie jest miejscem, w którym chcą zostać.

A jakie są cele Pogoni?

– Przed sezonem świadomie powiedzieliśmy sobie, że pierwszym jest utrzymanie. W grudniu czy styczniu usiądziemy z zarządem i drużyną, by porozmawiać o tym, co dalej, bo będziemy mieć pełniejszy obraz. Na pewno postawimy sobie jak najwyższe cele.

Rozmawiał Michał Knura

PUNKTY dzielą lidera i wicelidera Betclic 2. Ligi, czyli Pogoń i Wieczystą.