Nie poszli za ciosem

Raków rzutem na taśmę uratował punkt w Lublinie. Szansa na dogonienie czołówki została zaprzepaszczona.

Jonatan Braut Brunes uratował punkt Rakowowi, ale gdyby był bardziej skuteczny, pewnie byłyby trzy. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus

Częstochowianie udawali się do Lublina opromienieni wywalczonym w niesamowitych okolicznościach awansem do finału Pucharu Polski. W połączeniu ze stratą punktów Jagiellonii oraz Górnika, odpowiednio dwa dni i dzień wcześniej, otwierała się przed nimi kapitalna szansa na realny powrót do gry o najwyższe cele. Grubo ponad 120 minut rywalizacji plus konkurs rzutów karnych w czwartkowy wieczór z pewnością nie pozostawał jednak bez wpływu na zmęczenie. Trener Łukasz Tomczyk z konieczności musiał dokonać kilku zmian w składzie. Wciąż niedoleczony jest Fran Tudor, który nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Na niej mecz zaczęli za to Ivi Lopez i Oskar Repka. Niespodzianką w pierwszym składzie była obecność Mitji Ilenicia (pierwszy raz w ekstraklasie). W obozie Rakowa wszyscy podkreślali, że są profesjonalistami i radość z awansu nie będzie miała wpływu na ich formę w Lublinie.

Nadzieje Motoru

Motor przed meczem miał zaledwie punkt straty do Rakowa, a więc i niepowtarzalną - i mimo wszystko dość niespodziewaną - okazję włączenia się do walki o historyczny awans do europejskich pucharów. – Gramy u siebie, przy pełnym stadionie i nie potrzebujemy dodatkowej motywacji. Oglądałem ich mecz z GKS-em i wiem, że takie spotkania wymagają dodatkowej energii. To są wielkie emocje, z którymi musieli się zmierzyć i na pewno będzie to dla nas jakaś przewaga. Skupiamy się jednak na sobie, bo jesteśmy w dobrej formie – zapewniał przed meczem Ivan Brkić, którego koszmarny błąd w poprzedniej kolejce kosztował Lublinian stratę gola i dwóch punktów w meczu z Radomiakiem (1:1).

Gospodarze, świadomi problemów Częstochowian, zaczęli z wysokiego „C”, od pierwszych minut narzucając swoje tempo i chcąc jak najszybciej objąć prowadzenie. Jakby problemów kadrowych w Rakowie było mało, już w 9 minucie po starciu z jednym rywali boisko musiał opuścić Karol Struski, a jego zmiennik Oskar Repka ewidentnie odczuwał jeszcze zmęczenie po meczu z GieKSą. Podobnie jak Michael Ameyaw, któremu kompletnie brakowało tak sił, jak i pomysłu, do tego notował mnóstwo strat. Jego bezradność widział szkoleniowiec, zostawiając go na drugą połowę w szatni.

Pierwsza była partią szachów ze wskazaniem na Motor, w której wicemistrzowie Polski wyczekiwali na swój moment. Najlepszą okazję w tej części gry w 35 minucie miał Bogdan Racovitan, z bliska zamiast do bramki trafił jednak w ręce Brkicia. Motorowi brakowało dokładności i wykończenia sytuacji.

Na kłopoty Brunes

Po zmianie stron przez długi czas zdecydowanie lepsze wrażenie sprawiał Raków. Dużo ożywienia wniósł Jean Carlos, który najpierw nieźle przymierzył z rzutu wolnego, a w 66 minucie wrzucił piłkę na głowę Isaka Brusberga. Ze strzałem Szweda poradził sobie jednak wyjątkowo dobrze dysponowany w niedzielę Brkić. Kiedy wydawało się, że bramka dla Częstochowian jest kwestią czasu, cios gościom zadał Mbaye Ndiaye, z bliska nie dając szans Oliwierowi Zychowi.

W 81 minucie Paweł Stolarski mógł zamknąć mecz, ale Zych obronił jego strzał. Odpowiedział – i to dwukrotnie – Brunes, ale golkiper Motoru wydawał się być nie do pokonania, w pełni rehabilitując się za błąd w meczu z Radomiakiem. Tuż przed końcem podstawowego czasu były gracz Rakowa Jakub Łabojko w walce o górną piłkę w polu karnym uderzył łokciem w twarz Norwega, a sędzia po krótkiej analizie VAR wskazał na 11. metr. Rzut karny pewnym strzałem wykorzystał sam poszkodowany.

Wszyscy niezadowoleni

Po meczu z remisu nie cieszyła się jednak żadna drużyna. – Jesteśmy mocno zawiedzeni tym wynikiem i smutni. Mieliśmy przewagę, jeśli chodzi o sytuacje czy determinację w pojedynkach. Raków miał swoje dobre momenty, ale te 120 minut w Pucharze Polski na pewno miało na nich wpływ. Zasłużyliśmy na trzy punkty – podsumował boiskowe wydarzenia trener Mateusz Stolarski.

– Każdy punkt doceniamy, ale zawsze walczymy o trzy. Przyjechaliśmy z myślą o wygranej i mecz w czwartek nie miał tu żadnego znaczenia. Strata punktów na pewno boli, ale na plus możemy zaliczyć to, że kolejny raz podnieśliśmy się przegrywając. Widzimy dużo pozytywów, na pewno mamy na czym budować. Mieliśmy sytuacje i nad tym musimy się pochylić, bo za ma mało ich wykorzystujemy. Musimy się nauczyć pierwsi wychodzić na prowadzenie – powiedział nam z kolei Oskar Repka.

Mariusz Rajek

MÓWIĄ LICZBY
MOTOR   RAKÓW
51  posiadanie piłki  49
4  strzały celne 5
3  strzały niecelne  7
7  rzuty rożne  4
2  spalone  1
13  faule  7
3  żółte kartki 0


OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐

◼ Motor Lublin - Raków Częstochowa 1:1 (0:0)

1:0 – Ndiaye, 68 min (asysta van Hoeven), 1:1 – Brunes, 90+1 min (karny)

MOTOR: Brkić 8 – Stolarski 6 (85. Wójcik niesklas.), Matthys 5, Ede 4 (79. Najemski niesklas.), Luberecki 6 – Łabojko 5 – Ndiaye 7, Rodrigues 6, Wolski 6 (79. Scalet niesklas.), Fabio Ronaldo 5 (59. van Hoeven 6)– Czubak 5 (79. Dadaszow niesklas.). Trener Mateusz STOLARSKI. Rezerwowi: Tratnik, Meyer, Karasek, Lewandowski, Król, Haxha.

RAKÓW: Zych 7 – Mosór 5, Racovitan 6, Svarnas 6 – Ilenić 5 (59. Pieńko 4), Struski niesklas. (10. Repka 4), Bulat 5, Ameyaw 2 (46. Jean Carlos 6) – Diaby-Fadiga 5 (59. Brusberg 5), Makuch 6 (74. Rocha 5) - Brunes 6. Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Żołneczko, Napieraj, Mircetić, Ojo.

Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń) – 4. Asystenci: Jakub Winkler (Toruń) i Michał Sobczak (Bydgoszcz). Czas gry - 96 min (48+48). Widzów 14312. Żółte kartki: Ede (75, faul), Łabojko (90+1. faul), Ndiaye (90+3.faul).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się