Nie musimy walczyć o utrzymanie

Rozmowa z Marcinem Flisem, obrońcą Pogoni Siedlce

Marcin Flis strzelił wiosną osiem goli jako środkowy obrońca! Dzięki jego bramce w ostatnich sekundach sezonu Pogoń Siedlce utrzymała I ligę. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Jak samopoczucie po wygranej 2:0 na Stadionie Śląskim?

– Może nasz styl gry nie porywał, ale szczególnie pierwsza połowa była solidna. W drugiej, wiadomo, byliśmy mocno cofnięci i wiedzieliśmy, że Ruch będzie nacierał wrzutkami z bocznych stref, że jego zawodnicy będą wchodzić w światło bramki. Staraliśmy się to niwelować, choć dośrodkowań było sporo, zwłaszcza w końcówce. My to jednak kasowaliśmy i w końcu zdobyliśmy trzy punkty.

Zasłużone.

– Myślę, że zasłużone, bo wykonaliśmy ciężką pracę. Wiemy, że już poprzedni mecz z Odrą Opole był taki, że mogliśmy wygrać. Nie ułożył się jednak dla nas tak, jak powinien, więc w Chorzowie chcieliśmy pokazać, że nie musimy walczyć tylko o utrzymanie, ale zdobyć tyle punktów, aby nie martwić się w końcówce sezonu.

No właśnie, nie ma co się oszukiwać, ale w większości przypadków kibice innych drużyn, patrząc na Pogoń Siedlce, widzą trzy punkty. Jesteście zespołem ogólnie niedocenionym – czy w tym może leżeć wasza przewaga?

– Zdecydowanie jesteśmy niedocenioną drużyną. Każdy nas skazuje, nie wiem dlaczego, na porażki. Poprzednia runda w naszym wykonaniu, w tym składzie była bardzo dobra i patrząc tylko przez pryzmat wiosny, kończyliśmy w górnej części tabeli (9. miejsce, 21 punktów w 15 spotkaniach – przyp. red.). Dzisiaj mamy wzmocnioną kadrę i nie jesteśmy pierwszym kandydatem do spadku. Powalczymy z każdym w tej lidze. Już w poprzednim sezonie pokazaliśmy, że nieważne, czy to rywal z czołówki, czy ze środka tabeli – jesteśmy w stanie wygrać. Denerwują mnie głosy, że Pogoń Siedlce jest słaba czy pierwsza do spadku.

Damian Szuprytowski pokonał Jakuba Bieleckiego tzw. centrostrzałem. To był kunszt zawodnika czy po prostu dośrodkowanie mu zeszło?

– Powiedzmy, że kunszt (śmiech). Nie no, pewnie „Szupi” chciał to dośrodkowywać i nie ma co się oszukiwać. Wyszedł z tego piękny gol.

A pan będzie celował w koronę króla strzelców? Co by nie mówić, na wiosnę zdobył pan osiem bramek w 14 występach!

– Chciałbym pomagać drużynie golami. Jeśli nie będę strzelał ja, a będą to robić inni, również będę zadowolony. Jestem tu przede wszystkim dlatego, żeby trzymać defensywę i nie tracić bramek. Jeśli będę coś dorzucał z przodu, bardzo się będę cieszył, a jeśli to będzie jeszcze dawało trzy punkty, to tym bardziej będę szczęśliwy.

Wielu kibiców Ruchu Chorzów widziałoby pana przy Cichej. Był temat?

Kilkukrotnie były rozmowy, ale wydaje mi się, że dyrektor sportowy nie był mną zainteresowany. Myślę, że poprzedni sztab szkoleniowy był mocno zainteresowany, żebym przyszedł do Ruchu. Dyrektor ma jednak najwyraźniej inne wizje na środkowych obrońców i nie brał mnie pod uwagę.

Jak wyglądało wasze przygotowanie do meczu z Ruchem?

– Jesteśmy stabilną drużyną i bardzo dobrze, konsekwentnie wykonujemy swoje zadania. Nie jesteśmy rwaną ekipą, u której nie wiadomo co się wydarzy. Trener Adam Nocoń tak nas poukładał, że każdy wie, co ma robić. Mamy dosyć opanowany niski pressing, co przy wrzutkach z boku jest trudne dla niektórych zespołów. My jednak dobrze gramy w powietrzu, czujemy pole karne i dobrze się w tym odnajdujemy. Lubimy też wyjść z kontratakiem. Wysoki pressing w poprzednich meczach nie wychodził nam do końca tak, jakbyśmy chcieli, a w niskim wyglądamy szczelnie. Tracimy mało bramek i oby tak zostało.

Czy mecz z Ruchem traktowaliście jako takie okno wystawowe? W końcu wiele oczu się tu zwróciło, bo powracał trener Waldemar Fornalik, a słyszy się, że sytuacja finansowa w Siedlcach nie jest taka kolorowa.

– Sytuacja finansowa jest stabilna i nie możemy na to narzekać. Nikt nie myśli o zmianie klubu, chociaż rzecz jasna jeśli pojawiłaby się bardzo dobra oferta, to każdy by ją rozważył – i klub, i zawodnik. A jeśli chodzi o powrót trenera Fornalika i nasze przygotowania, to większą presję miał Ruch. Wiadomo, jak do tego podchodzą kibice – „Waldek King” i każdy liczy, że od razu będą trzy punkty. Dlatego to nie my czuliśmy presję, ale pokazaliśmy, że oni jej może nie udźwignęli. Ruch to jednak dobry zespół i wiem, że będzie się jeszcze liczył w tej lidze, tylko musi załapać to, co trener Fornalik chce nakreślić. Na to potrzeba czasu. Trener był tu od dwóch dni, więc nie za dużo mógł zrobić, co najwyżej wykonać kilka rotacji w składzie. Z tygodnia na tydzień ta drużyna na pewno będzie wyglądała lepiej. Życzę jej  tego, bo znam kilku chłopaków z Ruchu. Życzę im jak najlepiej.

Trener Fornalik to jedno, ale w Siedlcach znakomitą pracę wykonuje wspomniany przez pana trener Nocoń, który słynie z solidności i konsekwencji. Co on ma w sobie takiego szczególnego?

– Powiem tak: nie jest doceniany w Polsce na tyle, w jakim stopniu powinien być. My, jako drużyna, jesteśmy postrzegani podobnie i fajnie to razem złapaliśmy. My chcemy pomóc trenerowi, a on chce bardzo mocno pomóc nam. My za trenera wstawimy nogę w najgorsze miejsce, jakie jest możliwe, nawet jeśli miałoby to grozić kontuzją. Pójdziemy za nim w ogień i wiemy, że trener zrobiłby tak samo. Czujemy to. Wsparcie jest bardzo ważne. Poza tym każdy wie, co ma robić na boisku. Na treningach wszyscy wiedzą, że u trenera nie ma półśrodków. Albo pracujesz na sto procent, albo cię nie ma. Każdy jest skoncentrowany na tym, aby dawać z siebie wszystko. Później efekty tego są na meczach. Jak już wspomniałem, jeśli trener ma zawodników, których chce, a oni pójdą za tym, co on chce robić, to nie ma dla nas groźnego przeciwnika. Możemy wygrać z każdym. Liczę na to, że ten sezon będzie taki sam i znowu będziemy ucierać nosa faworytom, zdobywając trzy punkty.

W dawnych, młodzieżowych latach był pan piłkarzem Ruchu Chorzów. Mógłby pan coś o tym opowiedzieć?

– Wtedy moim trenerem był obecny prezes Ruchu, Seweryn Siemianowski (śmiech). Miałem 16 lat i zostałem sprowadzony do Młodej Ekstraklasy, która wtedy funkcjonowała. Trenowałem z nią i grałem w niej u trenera... teraz prezesa Siemianowskiego, więc znamy się bardzo dobrze. To były stare czasy. Myślę, że ma o mnie dobre zdanie, choć było to dawno temu. Teraz też pewnie śledzi moje losy. Byłem tu tylko pół roku i podpisałem potem trzyletni kontrakt w Bełchatowie. Okres był więc krótki. Był tu wtedy Filip Starzyński, a pamiętam, że z klubu odchodził wówczas Marcin Zając, co pokazuje, jak odległy był to czas. Wspominam to jednak fajnie. Z kilkoma osobami dotąd mam kontakt.

W tamtym czasie pierwszy zespół prowadził... Waldemar Fornalik.

– Przyznam szczerze, że już nawet nie pamiętam tak dokładnie, choć na meczach na Cichej oczywiście bywałem. Chodziłem też tutaj do liceum, więc bardzo dobrze wspominam ten czas.

Rozmawiał Piotr Tubacki

Marcin FLIS

◾ Data urodzenia: 10 lutego 1994  r.
◾  Miejsce urodzenia: Bychawa (woj. lubelskie)
◾  Pozycja: środkowy obrońca
◾  Wzrost/waga: 185 cm/75 kg
◾  Kariera: Stok Zakrzówek (-2006), Sygnał Lublin (2006-2010), Ruch (2010), GKS Bełchatów (2011-15), GKS Katowice (2016), Piast Gliwice (2016-17), Górnik Łęczna (2018), Sandecja Nowy Sącz (2018-20), Stal Mielec (2020-23), ŁKS Łódź (2023-24), Pogoń Siedlce (2025-?). 


114 MECZÓW w ekstraklasie rozegrał Marcin Flis. Zadebiutował w barwach GKS-u Bełchatów w meczu z Zagłębiem Lubin 19 maja 20213 roku. W barwach tego zespołu zaliczył na najwyższym szczeblu 12 meczów, 4 razy zagrał dla Piasta, 81 dla Stali Mielec i 17 razy dla ŁKS-u.


Młodziutki Marcin Flis w barwach Ruchu. Miał wtedy 16 lat. Fot. www.ksruch.com