Nie ma wyboru...
W dwumeczu w Oświęcimiu znów może decydować jedno trafienie, jak było w Satelicie.
Jakub Hofman (z prawej) w tym play offie może pochwalić się czterema trafieniami i chce dołożyć kolejne. Fot. PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Oświęcimianie po wizycie w Katowicach wracali mocno niepocieszeni. Przegrali dwa razy jednym golem, w tym raz w dogrywce, i w serii jest 0-2. Chcąc się utrzymać w grze o złoto, muszą u siebie obowiązkowo wygrać dwumecz i wyrównać straty. - Dla nas już nie ma żadnego wyboru, choć historia play offu zna różne przypadki – mówili jednym głosem zawodnicy Unii. Trudno z tym stwierdzeniem się nie zgodzić, wszak wynik na plus dla GieKSy stawia ją w uprzywilejowanej sytuacji.
Sprostowanie
Samuel Petraš, słowacki napastnik, w naszej lidze uchodzi za „czarny” charakter, bo ciągle szuka zwady i nie przebiera w środkach, by zneutralizować rywala. Tak przynajmniej było podczas rywalizacji z Energą Toruń. W pierwszym meczu półfinałowym był poza składem, jednak trener Robert Kalaber postanowił wzmocnić 3. formację i Słowak zajął miejsce bezbarwnego Kacpra Prokopiaka. Zebrał pochlebne recenzje i w protokole pojawił się jako strzelec dwóch bramek, ale po jakimś czasie okazało się, że drugie trafienie trzeba zapisać Recce'owi Scarlettowi, który sprytnie uderzył z kąta i zaskoczył Jespera Eliassona. Petraš, jak sam później przyznał, solidnie popracował przed bramkarzem. Słowak przez kilka godzin funkcjonował jak strzelec goli, ale w końcu przypomniał sobie o całym wydarzeniu. Miał szansę być również negatywnym bohaterem, bo na 2:25 min przed końcem usiadł na ławie kar, po faulu na Bartoszu Fraszce. W tym momencie nie miał jednak wyboru, bo gdyby nie przeszkodził, napastnik GKS-u pewnie zdobyłby gola.
- W całym meczu nieźle się prezentowaliśmy, ale końcowy efekt był mizerny – kręcił głową niezadowolony Słowak. - Przede wszystkim musimy mieć większą kontrolę nad krążkiem i zdecydowanie więcej strzelać. Owszem, mieliśmy sytuacje, ale stanowczo za mało, by pokusić się o więcej niż dwie bramki.
Przypływ energii
Po pierwszych potyczkach odnieśliśmy wrażenie, że Unia dysponuje większym zasobem sił. To również wynikało z manewru trenera Jacka Płachty, który „skrócił” skład i zawodnicy, siłą rzeczy, więcej przebywali na lodzie.
- Też zauważyłem pewne objawy słabości u rywala – mówi kapitan Unii, Radosław Galant. - To jednak wcale nie przełożyło się na końcowy rezultat. Straciliśmy w dość niefrasobliwy sposóbdwa gole i trzeba było odrabiać. Doprowadziliśmy do remisu, a potem były okazje, ale nic nie wpadło. Mieliśmy dzień wolny na przemyślenia, wczoraj spotkaliśmy na zajęciach i dzisiaj zawalczymy o odrobienie strat. Liczę na mocne wsparcie kibiców. Nie wyobrażam sobie, byśmy nie wyrównali strat, bo w niczym nie jesteśmy słabsi od rywali.
- Szkolne błędy sprawiły, że przegraliśmy pierwszy mecz – dodaje Damian Tyczyński, który dołączył do zespołu tuż przed zamknięciem okna transferowego. - W rewanżu było już zdecydowanie lepiej, zaś drugą tercję powinniśmy wygrać zdecydowanie. Trudno być zadowolonym ze swojej gry kiedy nic nie wpada. Mam nadzieję, że końcu się przełamię, ale muszę się uzbroić w cierpliwość. Teraz mamy dwa występy przed własną publicznością i zwycięstwa są naszym obowiązkiem. Nie ukrywam, że w końcu i mnie szczęście dopisze.
Unia musi solidnie pracować w każdej formacji, bo w przeciwnym razie może szybko się pożegnać z marzeniami o finale.
Niższe formacje
Fachowcy są zgodni: jakość składu Unii w porównaniu z GKS-em jest wyższa. Sęk w tym, że trzeba to przełożyć na wydarzenia na tafli. GieKSa może i jest uboższa personalnie oraz jakościowo, ale praktyka tego nie potwierdza. Dwumecz w Katowicach pokazał jak ważne są niższe formacje. W GieKSie czwarty atak pokazał się z jak najlepszej strony. Na 7 goli w obu spotkaniach 4 były jego dziełem, a ponadto Jean Dupuy po raz kolejny udowadnia, że w kluczowych momentach można na niego liczyć. Kanadyjczyk w drugiej potyczce zdobył gole na inaugurację i zakończenie. Cóż więcej można od niego wymagać.
- Byłem pod wrażeniem bramek czwartego ataku – uśmiecha się Wojciech Tkacz, wychowanek klubu i były reprezentant kraju, zaś dzisiaj komentator telewizyjny. - W sumie oba zespoły nie zawodzą, ale GKS jest skuteczniejszy. Dwaj Mateusze: Bepierszcz i Michalski po raz kolejny udowadniają, że w play offie można na nich liczyć. Tylko brakuje im jednego: szczęścia pod bramką rywala. Teraz w Oświęcimiu będą mieli okazję się przełamać. Trochę mnie niepokoi, że GKS tak słabo prezentuje się w liczebnej przewadze. W tym elemencie zespół zajmuje ostatnie miejsce w lidze. Śmiem twierdzić, że jeżeli GKS poprawi grę w przewadze, wówczas ma szansę na złoto, jednak droga do tego jest jeszcze daleka i teraz wiedzie przez Oświęcim, a to niezwykle gorący teren i wiem to z autopsji.
Przed rewanżowym dwumeczem Unii z GKS-em jest kilka zagadek i, mamy nadzieję, że zostaną wyjaśnione.
Włodzimierz Sowiński
TAURON HOKEJ LIGA
Czwartek, 19 marca
◼ OŚWIĘCIM, 18.00: Unia - GKS Katowice
* - wyniki pierwszych meczów półfinałowych
Mecze transmitowane na platformie polskihokej.tv
