Nie ma odpuszczania!
Rozmowa z Grzegorzem Górskim, byłym piłkarzem GKS-u Katowice, pomysłodawcą i organizatorem Superbet Spodek Super Cup
Grzegorz Górski z kapitanem GieKSy, Arkadiuszem Jędrychem, któremu rok temu wręczył trofeum za triumf w drugiej edycji turnieju. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Przedturniejowa gorączka rośnie?
- Oczywiście. Przed każdą imprezą – nieważne, ile człowiek by ich wcześniej zorganizował - czuje się dreszczyk emocji: jak to wyjdzie, jak zostanie przyjęte. Wszystko mamy dopięte na ostatni guzik, ale przyjemne mrowienie w brzuchu jest.
Biorąc pod uwagę sukcesy dwóch dotychczasowych edycji aż trudno uwierzyć, że początkowo myślał pan o organizowaniu turnieju co dwa lata. Tymczasem staje się on stałym elementem styczniowego kalendarza sportowego w Katowicach.
- Rzeczywiście, zwłaszcza drugą edycją wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę. Zapełniliśmy przecież Spodek 10 tysiącami kibiców, „sold out” totalny. Odbiór w świecie kibicowskim – nie tylko lokalnym, na Śląsku, ale i daleko poza jego granicami – był bardzo dobry. Nawet kluby niekoniecznie żyjące na przyjacielskiej stopie z GieKSą czy Górnikiem, z ciekawością się przypatrywały naszej inicjatywie. Co tu dużo mówić: mamy w Katowicach największy turniej halowy w Polsce. To powód do dumy dla mnie, dla uczestników, dla kibiców. Wracając zaś do pańskiego pytania: mam poczucie, że jednak... wrócimy do pierwotnego pomysłu dwuletniej cykliczności turnieju.
Naprawdę!?
- Nie podjęliśmy jeszcze ostatecznej decyzji. Czekamy na tegoroczny turniej, zbieramy i analizujemy dane. Ale w sytuacji, w której do każdej takiej imprezy przygotowujemy się pół roku, przejście na cykl dwuletni może wyjść wszystkim na plus.
Rozumiem, że w tej chwili to organizator zaprasza ekipy. Zakłada pan dojście do momentu, w którym - ze względu na wzrastającą rangę turnieju – kluby będą się zgłaszać same?
- Już teraz miałem dwa zapytania od klubów o możliwość udziału. Natomiast pamiętajmy, że przy takim wydarzeniu wszystko musi się zgrać. Przede wszystkim tematy bezpieczeństwa, neutralności kibiców, elementy marketingowe, ale faktycznie rośniemy i pewnie wkrótce będę mógł potwierdzić z całą stanowczością, że ten czy tamten klub sam się zaawizował.
Miewał pan już gości zagranicznych w tym turnieju, a drużyna ze Słowacji nawet pierwszą edycję wygrała. W głowach zwłaszcza starszych kibiców pozostaje jednak pamięć o tym, że trzy dekady temu turnieje halowe były przebojem za naszą zachodnią granicą; grały w nich – pod edycją DFB - renomowane ekipy Bundesligi. Nie marzy się panu, by za dwie-trzy edycje ściągnąć do Spodka HSV Hamburg, FC Köln, a może nawet sam Bayern?
- Ciekawa inicjatywa! Chodzi mi po głowie, żeby iść kluczem miast partnerskich Katowic i zaprosić drużyny z Ostrawy czy wymienionej przez pana Kolonii. Kolonia – wiadomo – to m.in. Lukas Podolski. Wszystko fajnie się tutaj zazębia, więc myślę, że przy czwartej edycji być może zaskoczymy i kibiców, i was, dziennikarzy, drużynami uczestniczącymi w turnieju.
Wspomniane niemieckie granie zastępowało częściowo zimowe taplanie się w błocie w okresie przygotowawczym. Jak pan wspomina własne stycznie w GieKSie u progu XXI wieku?
- Zaczynałem grę w ekstraklasie w sezonie 2004/05. Sparingi rozgrywało się jeszcze na boiskach pokrytych śniegiem, bo mało kogo było stać na wyjazd do Turcji. Pamiętam pierwsze boisko-cud techniki, czyli sztuczną murawę na bocznej arenie Stadionu Śląskiego. Trenować i grać chcieli tam wszyscy, więc wszystko się tam działo na styk; drużyny mijały się przy schodzeniu i wchodzeniu na tę płytę. Ale jednocześnie tej samej zimy dostaliśmy zaproszenia właśnie na halowe turnieje od Cracovii i od Lecha. Pamiętam, że bardzo tę grę w hali lubiłem! Potem umarła śmiercią naturalną, gdy sztuczna trawa stała się codziennością. Ale że – jak pan... - też czuję nostalgię do tych oglądanych na satelicie turniejów niemieckich, pojawił się pomysł takiej imprezy, jak Superbet Spodek Super Cup.
Bo takie granie jest atrakcyjne dla kibiców: bandy, zwroty sytuacji, błyskawiczne przenoszenie się akcji spod jednej bramki pod drugą. No i samym piłkarzom się to chyba podoba?
- No pewnie. Nawet takie stare wygi, jak Sławek Peszko z drużyny Superteamu, niby grają dla zabawy, ale – jak on to powtarza – nie ma odpuszczania. On chce wygrać wszystko, w czym bierze udział, a dla mnie to nobilitacją, że takie osoby poważnie traktują turniej. Zresztą już w poprzedniej edycji był temat udziału Wieczystej Kraków. Sprawa rozbiła się wtedy o urlopy zawodników hiszpańskich. Krakowianie podziękowali za udział z tego powodu, że chcieli grać o najwyższe cele. Co do kibiców zaś – poza samymi emocjami boiskowymi, bardzo istotna jest dla nich bliskość ich piłkarskich idoli. Na stadionie jest dystans: płot, czasem szpaler ochrony. Trudno przybić piątkę, zdobyć autograf, a w Spodku kibice nienachalnie są przemieszani z piłkarzami, z ludźmi świata sportu – oczywiście dzięki naszej strefie mieszanej. W tym roku urządzamy ją tak, by ten dostęp był jeszcze powszechniejszy. Tym bardzie że wielkich nazwisk będzie jeszcze więcej.
Bo przecież obok głównego turnieju, będziemy też mieć turniej pokazowy. Wspomniał pan już o Superteamie Peszki, ale to niejedyna superatrakcja, prawda?
- Oczywiście. Będzie też Reprezentacja Byłych Gwiazd Piłkarskich, a w niej między innymi Maciek Szczęsny, Marek Jóźwiak i mój idol, gwiazda Spodka lat 90., Marek Citko, którego w końcu udało się namówić do przyjazdu. To są dla kibiców „średniego pokolenia” - jak moje - naprawdę fajne, mocne nazwiska. Będziemy mieć też Reprezentację Artystów Polskich z udziałem „Gabora”, Radka Majdana czy popularnego stand-upera, Piotra Zoli Szulowskiego. A we wspomnianym Superteamie zobaczymy – prócz Sławka – również braci Brożków, a także byłych GieKSiarzy: Kamila Cholerzyńskiego i Adriana Napierałę, a także były „górników” - na przykład Błażeja Radlera.
Otwieracie się też na pokolenie najmłodszych kibiców, zapraszając Reprezentację Twórców Internetowych!
- To nie jest przypadek. Wśród 10-tysięcznej publiki na poprzedniej edycji turnieju, ponad 3 tysiące stanowiły dzieci i młodzież. To dla nich zaprosiliśmy drużynę ich idoli: youtuberów, netowych influencerów itp. Z nimi też będzie można przybić piątkę i zrobić selfie.
Znamy już grupy głównego turnieju. Były emocje przy losowaniu?
- Wiadomo było, że dwa „konie pociągowe” zawodów – GKS i Górnik – były rozstawione w różnych grupach. Do nich dolosowywaliśmy kolejnych uczestników.
Wśród nich ciekawość budzi ekipa Wiara Lecha. Nie miał pan pokusy, by zaprosić samego Lecha?
- Był taki pomysł, bo wzajemne stosunki kibiców, które nazwałbym „neutralne plus”, pozwalają na zaproszenie poznańskiej drużyny. Były nawet konkretne próby! Ale Lech kończył jesień w drugiej połowie grudnia, więc nie było szans na jego udział w bieżącej edycji Superbert Spodek Super Cup, ale i tak jesteśmy bardzo zadowoleni. Udało nam się zaprosić Wiarę Lecha, czyli czwartoligową drużynę kibiców Kolejorza, za którą też przyjadą poznańscy fani. W jej szeregach zobaczymy – mam nadzieję - ciekawe nazwiska, m.in. Błażeja Telichowskiego. Ostateczne składy na turniej – tak umówiliśmy się z drużynami – poznamy jednak dopiero 5 stycznia.
Jest w turniejowej stawce jeszcze jeden zespół, który być może kilka tygodni temu takich emocji by nie budził, ale teraz drużyna pod nazwą „Polska Federacja Socca” przyjeżdża w chwale...
- … mistrzów świata! Tak jest! Socca to bardzo szybko rozwijająca się dziedzina piłki nożnej, a po ostatnim sukcesie naszych w Meksyku tym bardziej cieszymy się, że mamy ich w Spodku.
Ma pan wrażenie, że mogą być „czarnym koniem" zawodów?
- Bardzo jesteśmy ciekawi ich wyników w konfrontacji z drużynami zawodowymi. Daję im duże szanse, ale - w myśl tego, co powiedzieliśmy wcześniej – ekipy ligowe wcale nie traktują tego turnieju jak zabawę, więc te mecze będą bardzo ciekawe.
Mówimy dużo o piłce, bo ona będzie główną atrakcją i magnesem dla kibiców, le w części artystycznej też znajdziemy gwiazdy.
- Tak jest. Bo Superbet Spodek Super Cup to wydarzenie tworzone nie tylko dla najbardziej zagorzałych fanów piłki nożnej, ale i dla całych rodzin, z dziećmi. Dla każdego mamy coś ciekawego, więc w tym roku gwiazdą muzyczną będzie legendarny hip-hopowiec, Peja. Rozbudowaliśmy też w bieżącej edycji strefę zabaw dla dzieci. Na antresoli odwzorowaliśmy połowę boiska głównego – ze sztuczną trawą, bandami LED i bramką. Będzie więc można strzelić gola „Gaborowi" albo Jackowi Gorczycy, a gwizdka i w tej strefie będzie używać oczywiście Szymon Marciniak. Mam nadzieję, że będzie to bardzo fajna sprawa dla dzieciaków.
Na koniec nie mogę zapytać: czy Grzegorza Górskiego zobaczymy kiedyś na boisku w którejś z edycji Spodek Super Cup?
- Były takie plany, ale... zostawmy to może na edycję czwartą. Wolałbym pograć przy nieco „wolniejszej” głowie, choć jestem zachęcany do tej gry z wielu stron; bardzo mi miło, że ludzie jeszcze pamiętają, iż kiedyś grałem w piłkę.
No a jak Grzegorz Górski będzie na boisku, to na ławce trenerskiej powinien zasiąść... Adam Nawałka.
- Tak, to jeden z tych trenerów, przy których bardzo dobrze się czułem. Nie zdziwiło mnie ani trochę, że potem odniósł takie sukcesy z reprezentacją Polski. To człowiek, który wyciąga z piłkarza 110 procent możliwości. Każdemu zawodnikowi życzyłbym takiego szkoleniowca.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Dwie dekady temu Grzegorz Górski uśmiechał się na myśl o ekstraklasowym debiucie! Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
