Nie ma jak u siebie
Po pełnym zwrotów akcji i emocji meczu ekipa z Loretańskiej sięgnęła po zwycięstwo, umacniając się w górnej części tabeli.
Piłkarze Skry w końcu mogli świętować wygraną w swojej szatni. Fot. Skra Częstochowa
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – stare polskie powiedzenie idealnie pasuje do częstochowskiej Skry, która w końcu w tym sezonie mogła zagrać na swoim stadionie przy Loretańskiej. - Tu faktycznie czujemy się jak w domu, przecież codziennie tutaj trenujemy. To jest zapach naszej szatni, więc fajnie jest tu w końcu wrócić do grania w lidze. Dodatkowo możemy zagrać przy sztucznym oświetleniu... - cieszył się z gry na „Lorecie” trener Dariusz Klacza.
Jego drużyna od pierwszych minut narzuciła rywalom swoje tempo i pokazała, kto tego dnia będzie rozdawał karty. Scenariusz spotkania został nakreślony tak naprawdę między 16 a 19 minutą. Najpierw dość brutalnie w polu karnym gości sfaulowany został Przemysław Sajdak, a „jedenastkę” na 12. gola w sezonie pewnym strzałem po ziemi zamienił Iwan Metłuszko. Trzy minuty później „Sajdi” już samodzielnie postanowił wpisać się do protokołu, perfekcyjne wykonując rzut wolny z ostrego kąta. Mimo szybko zdobytego dwubramkowego prowadzenia, to Skra nadal dyktowała warunki, częściej była przy piłce i jeszcze przed przerwą mogła rozstrzygnąć losy rywalizacji.
Po zmianie stron role nieco się odwróciły. W 70 minucie szansę z karnego miał Słowianin, ale strzał Wojciecha Szuby obronił Bartosz Warszakowski. Chwilę później przyjezdni zdobyli jednak bramkę kontaktową, za sprawą sprytnego uderzenia głową Dominika Bronisławskiego. Pod koniec goście dokonali prawdziwego oblężenia bramki Skry, ale częstochowianom udało się dowieźć wygraną. Skąd tak dwie różne połowy w wykonaniu gospodarzy? - Chcemy wysoko odbierać piłkę i zamykać rywala. Płacimy za to rachunek w drugich połowach, bo powinniśmy wcześniej zamykać mecze. Przestrzegałem zawodników, że w tym spotkaniu musimy mieć małe zwycięstwa na boisku - wygrane pojedynki, dobre stałe fragmenty gry, wyczekiwanie na dobry kontratak, ale też zabezpieczenie takich ataków rywali. Wychodziło nam z analizy, że to ich najgroźniejsza broń. Końcówka była trochę dla rywali, bo byli bardzo zdeterminowani, aby zdobyć drugą bramkę – przyznał trener Skry.
Na półmetku sezonu spadkowicz ma 28 punktów i zajmuje 6. miejsce. Biorąc pod uwagę jego letnie problemy, taki dorobek można uznać za co najmniej przyzwoity. - Mieliśmy cele, które nie dotyczyły liczby punktów i miejsca w tabeli, ale przede wszystkim tego, aby ten zespół pokazywał swoją myśl. Najważniejsze, że przez te 17 spotkań pokazaliśmy, że mamy określony kierunek. Im bardziej będziemy w niego wierzyć, tym więcej punktów będziemy zdobywać - ocenił Dariusz Klacza, którego zespół czeka w tym roku jeszcze wyjazd do Gubina i domowe starcie rezerwami Miedzi.
Mariusz Rajek
◼ Skra Częstochowa - Słowianin Wolibórz 2:1 (2:0)
1:0 - Metłuszko, 16 min (karny)2:0 - Sajdak, 19 min (wolny), 2:1 - Bronisławski, 73 min (głową)
SKRA: Warszakowski - Gołębiowski (90+2. Waluda), Kucharczyk, Józefczyk (71. Mikołajczyk) – Jarek (71. Wojciechowski), Kossakowski, Nocoń, Sajdak, Kołodziejczyk, Napieraj - Metłuszko (71. Łukasiewicz). Trener Dariusz KLACZA.
SŁOWIANIN: Gembara – Łazarowicz, Cyrek, Bronisławski, Buryło (46. Garwol), Bońkowski (84. Paraszczak), Szuba, Gendera, Sadowski, Krakowski (73. Graczyk), Gibiec (77. Szczepaniak). Trener Zbigniew SOCZEWSKI.
Sędziował Dorian Skwara (Łódź). Mecz bez udziału publiczności.
Żółte kartki: Łazarowicz, Szuba.
