Nie ma co rezygnować z RL9
Rozmowa z Joachimem Marxem, mistrzem olimpijskim z Monachium z 1972 roku, byłym piłkarzem Ruchu Chorzów i Racingu Lens
Joachim Marx to dwukrotny mistrz Polski z Ruchem, piłkarz niezwykle ceniony we Francji. Fot. Paweł Czado
Zwycięzcą plebiscytu „Sportu” na Piłkarza Roku w 2024 jest Robert Lewandowski. Zaskakuje to pana?
- W ogóle. Nie dość, że to najbardziej znany zawodnik w światowym futbolu, to jeszcze rzeczywiście miał świetny rok. Myślę oczywiście bardziej o Barcelonie niż o reprezentacji Polski. W Barcelonie, absolutnie topowej drużynie, strzelił w tym roku wiele bramek. Trener Hansi Flick twierdzi, że to najlepszy napastnik jeśli chodzi o szesnastkę, a wie chyba co mówi. Owszem, zdaję sobie sprawę, że w reprezentacji Lewandowskiemu już tak dobrze nie szło, ale komu tak naprawdę szło? Czasem czytam komentarze w internecie i widzę, że zarówno on, jak i Zieliński mają jednak najtrudniej. Oni zawsze są najbardziej krytykowani. Cóż, Lewandowski to gwiazda tego rodzaju, że już na zawsze pozostanie w kibicowskiej świadomości. Na tyle, że kibice porównują go do napastników innych epok, co mnie dziwi. Często jest porównywany choćby z Lubańskim, co uważam za chybione. Włodek część kariery stracił przez kontuzję, poza tym trudno powiedzieć jak obaj radziliby sobie w innych czasach.
Czy Lewandowski może coś jeszcze reprezentacji dać?
- Pamiętam oczywiście, że ma już 37 lat, ale w obecnych czasach gra się dłużej, niż to bywało za moich. Reprezentacja może jeszcze wiele na jego umiejętnościach skorzystać. Liczy się jego zdanie, jeśli będzie chciał nadal w reprezentacji grać – nie warto z niego rezygnować. Przykłady Cristiano Ronaldo czy Messiego pokazują, że tacy piłkarze są realną wartością.
Drugie miejsce zajął właśnie Piotr Zieliński.
- Jeśli chodzi o reprezentację – jest trochę w podobnej sytuacji. On obrywa najwięcej, bo to drugi polski piłkarz, po którym fani spodziewają się najwięcej. Zapewne dlatego, że też jest w klubie z absolutnego topu. Choć w Interze nie gra tak dużo jak w Napoli [jego dotychczasowy dorobek to 12 meczów i dwie bramki. W Serie A na razie tylko dwa razy wybiegł w podstawowym składzie - przyp. red.], to jednak grać potrafi. Ale wracając do reprezentacji: Kazimierz Górski powiedział kiedyś, że to ma być drużyna, nie reprezentacja. Wybór najlepszych na daną pozycję to nie wszystko; oni muszą sobie jeszcze ufać, pójść za sobą w ogień, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Czy tak jest właśnie w przypadku obecnej reprezentacji? Nie wiem.
Trzecie miejsce w naszym plebiscycie zajął Łukasz Skorupski.
- Na pewno potrafił zastąpić w reprezentacyjnym składzie Wojciecha Szczęsnego. To rzeczywiście dobry bramkarz.
W czołowej wytypowanej dwudziestce jest również dwóch piłkarzy grających na co dzień w lidze francuskiej, kolejny bramkarz Dawid Bułka z Nicei oraz skrzydłowy Przemysław Frankowski z tak bliskiego pana sercu Lens.
- Oglądam ich regularnie. Frankowski nie miał nadzwyczajnego startu w Lens, ale odżył po mistrzostwach świata w Katarze. Nabrał pewności siebie i pokazał, że można na niego liczyć. Stał się piłkarzem potrzebnym w klubie i reprezentacji. To piłkarz pełną gębą, myślę, że reprezentacja Polski będzie jeszcze miała z niego użytek. Z kolei Bułka miał świetny, niektórzy uważają, że wręcz fenomenalny poprzedni sezon w Nice. Ta grała wówczas defensywny futbol, więc Bułka mógł się wykazać [Polak zaliczył wtedy aż 18 czystych kont więc latem był jednym z najbardziej pożądanych bramkarzy na rynku, jednak do transferu ostatecznie nie doszło - przyp. red.]. Cóż, piłkarzy mamy. Niech im dobrze idzie w eliminacjach do kolejnego mundialu.
Rozmawiał Paweł Czado
