Nie lekceważyć Finów
Finlandia to nie jest kraj, który kojarzy się z futbolem. Łatwo jednak z naszym rywalem w najbliższych eliminacjach mundialu kiedyś nie było, świetny bilans jest mylący. Na dowód historia sprzed lat.
"Sport" po meczu z Finlandią w Kuopio w 1982 roku
Z lamusa
Rywalizacja z narodem o wyjątkowo - z naszego punktu widzenia - dziwacznym języku (kiedy widzisz pieniążek z napisem „Suomen Tasavalta” czujesz dezorientację, jako bajtel zbierałem monety i przez kilka lat nie wiedziałem, że mam egzemplarze z Finlandii) dopiero w ostatnich latach wydaje się bezproblemowa - ostatnie dwa mecze w XXI wieku reprezentacja Polski wygrała 5:0 i 5:1.
Grzyby
Na „dzień dobry” przegraliśmy ponad 100 lat temu 3:5 (towarzyski mecz we wrześniu 1923 w Helsinkach). Potem było zazwyczaj łatwiej, co nie oznacza łatwo. Nawet w czasach, gdy Polacy byli trzecią drużyną na świecie. 60 dni po zdobyciu medalu na hiszpańskim mundialu reprezentacja Polski poleciała do Kuopio - na pierwszy mecz eliminacji mistrzostw Europy, które dwa lata później zorganizowała Francja. Wydawało się, że rywal jest na łatwy kęs. Kęs został kłapnięty, przeżuty i strawiony, ale co się Polacy przy tym najedli nerwów to ich. Finowie byli wtedy słabsi niż dziś, lecz walka o punkt trwała do końca. Po golach Włodzimierza Smolarka, Dariusza Dziekanowskiego i Janusza Kupcewicza Polacy prowadzili 3:0, ale gospodarze nagle szarpnęli i w ciągu dwóch minut strzelili dwa gole (w 82 i 84 minucie, więc końcówka była bardzo nerwowa). U gospodarzy w składzie pojawił się Atik Ismail, syn fińskich… Tatarów, jeden z pierwszych piłkarzy tego kraju, którzy zdobyli angaż w dobrym zagranicznym klubie (w sezonie 1982/83 był zawodnikiem Anderlechtu Bruksela).
Mało pamiętaną ciekawostką jest fakt, że Antoni Piechniczek dostał wtedy propozycję pracy w Finlandii, niedługo przed tym meczem zdążył odwiedzić ten kraj przy okazji międzynarodowej konferencji trenerskiej omawiającej m.in. turniej Espana’82. Mówił, że jest zauroczony pięknem i przyrodą tego kraju. Podczas spaceru nazbierał tam wtedy grzybów, z których jego żona Zyta zrobiła potem pyszny sos. O tym, że nasz selekcjoner zna się na grzybach, przekonałem się podczas ostatniej Wigilii. Podczas niedawnych odwiedzin u państwa Piechniczków dostałem od nich w prezencie suszone grzyby z beskidzkich lasów i spałaszowałem je ze smakiem.
Tak czy inaczej - Finowie byli zachwyceni słowami polskiego selekcjonera i kiedy przyjechał ponownie z naszą reprezentacją… zaoferowali mu pracę. PZPN nie chciał jednak o tym słyszeć, nie przystał na to. Na angaż załapał się więc asystent Bogusław Hajdas, który dostał pracę w Kuopio Palloseura. Miał talent do języków. Mówił mi, że po siedmiu miesiącach intensywnej nauki tego cholernie trudnego narzecza był w stanie samodzielnie poprowadzić trening!
Zapomnianą ciekawostką jest fakt, że to pierwszy mecz Zbigniewa Bońka w reprezentacji Polski jako piłkarza Juventusu Turyn.
Wiatr
Rewanż zapowiadał się ciężko, ale nikt nie przypuszczał, że aż tak… Odbył się wiosną 1983 roku, kiedy rzeczywistość w Polsce była wyjątkowo zgrzebna, w sklepach brakowało właściwie wszystkiego. Właśnie tego roku nakręcony został komediowy, straszno-śmieszny serial Stanisława Barei „Alternatywy 4”, który fantastycznie oddawał siermiężną codzienność.
Mecz z Finami odbył się na Stadionie Dziesięciolecia i dziś zapomniany to raczej fakt, że było to ostatnie spotkanie na tym obiekcie. Stadion przestał być używany przez piłkarzy, niszczał, więc zmyślny warszawski ludek zaczął go używać w zupełnie innym charakterze. W 1989 roku zostaje wydzierżawiony do celów handlowych. Na koronie giganta prężnie działało targowisko, które stało się wkrótce jednym z największych w Europie, według niektórych - największym. Działa do 2008 roku. Potem w tym miejscu został wybudowany - na ME 2012 - Stadion Narodowy, który służy reprezentacji do dziś.
Dobrze pamiętam słowa Antoniego Piechniczka dotyczące obiektu. - Boisko było fatalnie przygotowane. Jakiś gruz, resztki cegieł… Coś strasznego! Kiedy powiedziałem, że nie nadaje się ono do gry, dziennikarze podeszli do Finów, którzy na co dzień grali przecież w śniegu. Oni tę murawę uznali za świetną, więc wyszło, że narzekam - mówił mi polski szkoleniowiec.
Tylko początek… początku spotkania był świetny. W 2 minucie Włodzimierz Smolarek strzelił gola rzutu karnego i wydawało się, że łatwo pójdzie. Nie poszło. Trzy minuty później padła ostatnia bramka na Stadionie Dziesięciolecia. Zdobył ją Paweł Janas… samobójczym strzałem. To był gol z gatunku kuriozalnych: po wykopie fińskiego bramkarza piłka poleciała daleko, z wiatrem. Janas uznał, że poda ją głową do Józefa Młynarczyka. W tym momencie dmuchnęło, piłka skozłowała, przeleciała nad zdumionym bramkarzem i wpadła do polskiej bramki.
Rozmawiałem o tej bramce z Pawłem Janasem. - Rzeczywiście, to ja „zamknąłem” Stadion Dziesięciolecia. Zdobyłem na nim ostatnią, historyczną bramkę. Piłka odbiła mi się od głowy i poleciała w stronę naszej bramki. Józiu Młynarczyk wyszedł na 10 metr i chciał ją złapać. Cofał się i cofał, omal o słupek się nie zabił, a ona i tak wpadła…
Antoni Piechniczek uznaje tę bramkę za najbardziej absurdalną za jego kadencji.
Do końca meczu w Warszawie pozostało 85 minut. Wydawało się więc, że zwycięstwo Polski i tak jest kwestią czasu, ale jednak... nie było. Piłkarze wtedy zawiedli. Mecz zakończył się remisem 1:1.
"Sport" po meczu z Finlandią w Warszawie w 1983 roku
Słabo wypadł cholernie zdolny, mający pokrętło w nodze Mirosław Okoński. Z tym błyskotliwym graczem problem bowiem był taki, że nikt nie był w stanie przewidzieć jego boiskowej dyspozycji. Mógł zagrać genialnie, mógł zagrać beznadziejnie. U Piechniczka dostał szansę. Także tamten mecz w Warszawie był w jego wykonaniu do zapomnienia. W latach 1981-85 zagrał u Piechniczka 19 razy, strzelił w tych meczach… 0 goli.
Ciekawostką jest też fakt, że był to ostatni mecz przed telewizyjną erą Dariusza Szpakowskiego. „Szpaku” będzie komentował spotkanie ze Związkiem Radzieckim, które odbędzie się miesiąc później w Chorzowie.
Ostatecznie z naszej grupy wyszła wtedy Portugalia, która stała się rewelacją francuskich mistrzostw, zajmując 3. miejsce. Pamiętacie Chalanę albo Jordao? Rewelacja! W Polsce jednak ustąpienie Portugalii pola uznano za wizerunkową klęskę…
Porażka zakończona awansem
Potem graliśmy z Finami głównie towarzysko, choć przytrafiła nam się spektakularna klęska na początku kadencji Leo Beenhakkera - znowu w eliminacjach mistrzostw Europy. 2 września 2006 roku wBydgoszczy Biało-czerwoni przegrywali tuż przed końcem 0:3, a honorowego gola w ostatniej chwili strzelił Łukasz Garguła. Wtedy u rywali asem był fiński piłkarz wszech czasów. Zresztą Jari Litmanen, bo o nim mowa, zdobył wtedy dwie bramki. Porażka wywołała ogólnopolską burzę, która miała wręcz siłę tornada, Beenhakker jednak na selekcjonerskim stołku przetrwał. To była jednocześnie ostatnia porażka reprezentacji Polski z Finlandią. Na szczęście udało się opanować kryzys. W rewanżu w Helsinkach padł remis 0:0 i na Euro 2008, po raz pierwszy w historii, pojechała Polska.Paweł Czado
____________________________________Cytaty pochodzą z książki Pawła Czado i Beaty Żurek „Piechniczek. Tego nie wie nikt” (2015).
Niefart lat 60.
Mało który kibic pamięta, że z Finami spotkaliśmy się również w eliminacjach mistrzostw świata, które odbyły się w Anglii. Lata 60. to okres, kiedy mamy fenomenalnych piłkarzy i właściwie nie mamy drużyny narodowej, bo nie udało się jej odnieść żadnego sukcesu, zakwalifikować na mistrzostwa świata. Na starcie eliminacji przegraliśmy 0:2, w rewanżu wygraliśmy w Szczecinie 7:0, ale nic to nie dało. Żeby uzmysłowić sobie, jaka to była drużyna, warto podać nazwiska strzelców goli: Włodzimierz Lubański 4, Jerzy Sadek 2, Ernest Pohl.
Eliminacje ME we Francji w 1984
Kuopio, 8 września 1982
◾ Finlandia - Polska 2:3 (0:2)0:1 - Smolarek (16., z karnego), 0:2 - Dziekanowski (28.), 0:3 - Kupcewicz (72.), 1:3 - Valvee (82.), 2:3 - Kousa (84.)
POLSKA: Kazimierski - Majewski, Janas, Dolny, Jałocha - Buncol, Kupcewicz, Ciołek - Dziekanowski (75. Mazur), Boniek, Smolarek. Trener Antoni PIECHNICZEK.
Warszawa, 17 kwietnia 1983
1:0 - Smolarek (2., z karnego), 1:1 - Janas (5., samobójcza)
POLSKA: Młynarczyk - Majewski, Janas, Wójcicki, Jałocha - Buncol, Kupcewicz, Ciołek (65. Buda) - Smolarek, Boniek, Okoński. Trener Antoni PIECHNICZEK.
Ogólny bilans meczów z Finami:
